Katalog

Małgorzata Kempińska
Różne, Artykuły

Od agresji do szacunku, czyli jak poradziłam sobie z trudnym dzieckiem

- n +

Od agresji do szacunku czyli jak poradziłam sobie z trudnym dzieckiem.

Do naszej szkoły uczęszcza uczeń z domu dziecka, z którym są poważne problemy wychowawcze. Ma on szereg zaburzeń, a jego postawa agresywna do wszystkich: wychowawców, nauczycieli i uczniów jest moim zdaniem spowodowana nadmierną wrażliwością i brakiem jakiejkolwiek miłości czy akceptacji ze strony środowiska. Krąg się zamknął, a ja postanowiłam go przerwać. Miałam możliwości, bo uczyłam go techniki w klasie czwartej. Pierwszym moim krokiem było stanowcze uzmysłowienie mu, że nie musi wyczuwać mnie na ile zniosę jego lekceważące postępowanie, bo wcale nie będę tego robić. Udowodniłam mu przy całej klasie, ze to on mnie będzie słuchał i wykonywał każde moje polecenie, a nie odwrotnie.

Było ciężko, przez chwilę myślałam, że mi się nie uda, ale po dwóch pierwszych godzinach lekcji techniki wyrobiłam sobie autorytet u Andrzeja. Kiedy poczuł do mnie respekt, szanował każde moje polecenie.

Potem postanowiłam zrobić krok drugi: pokazać, że może być dobrym człowiekiem. Na lekcjach organizowałam takie sytuacje, że Andrzej sam zobaczył, że jest grzeczny, koleżeński, uczynny. Kiedy zrobił coś pozytywnego, chwaliłam go przy całej klasie, kiedy próbował zmienić kierunek postępowania stawałam się ostra i konsekwentna. Wiedział, że nie ma co zaczynać, bo i tak przegra, a tego nie chciał doznać w obecności klasy. Po pewnym czasie nastąpiło zwątpienie Andrzeja. Pomyślałam, że pora na krok trzeci : pomoc mu w akceptacji siebie jako lepszego człowieka w opinii klasy i moim. Tylko raz zdarzyła się sytuacja, ze zastanowił się co o nim teraz myśli klasa, bo znalazł się ktoś kogo to on słucha i jest nad nim. Powiedział więc, ze nie będzie pisał dziś notatek, bo go ręka boli. W jego oczach nie było złośliwości, tylko zakłopotanie i zmieszanie. Widziałam, ze chce pisać, ale głupio będzie przed kolegami, jeżeli teraz zmieni zdanie.

Pomogłam mu. Zrobiłam coś na co czekał: Miałam w torebce cukierki tik- taki i powiedziałam głośno, że są to zaczarowane pigułki i jak połknie jedną to zaraz przestanie go boleć ręka i będzie mógł pisać notatki.

Spytałam czy chce taką pigułkę. Chciał, a gdy połknął zaczął pisać i powiedział, ze rzeczywiście te cukierki są zaczarowane. Uważam, że odniosłam następny sukces. Andrzej pięknie pracował na lekcjach, otrzymywał dobre oceny, nie zwracał na siebie uwagi klasy. Stał się miły dla kolegi z ławki. Było to również wynikiem szczerych rozmów, które prowadziłam z nim, kiedy miałam chwilą wolną. Nastąpił krok trzeci: zbliżenie emocjonalne. Andrzej zwierzał mi się z kontaktów z wujkiem, jego obiecanek itp. Mówił mi o swoich marzeniach i trudnościach. Lubił sport, muzykę. Miał dobre serce, bo chciał wujkowi kupić prezent na Mikołaja za kieszonkowe i pytał mnie, gdzie są najtańsze wody po goleniu. Wierzył, że wujek przywiezie mu obiecany radiomagnetofon. Pomyślałam, ze pora na krok czwarty: pokazać mu że go lubię i jest dla mnie kimś wyjątkowym. Powiedziałam więc, że 6 grudnia odwiedził mnie Mikołaj i zostawił o jeden prezent więcej. Kazał mi wybrać dziecko w szkole, które najlepiej lubię i podarować małą grę elektroniczną. Powiedziałam Andrzejowi, że wybrałam właśnie jego. Andrzej miał w oczach łzy i jednocześnie był dumny.

Od tego czasu zaczął się bardzo starać. Pilnował porządku w klasie, zbierał papiery po pracy w całej klasie.
Kiedy mu powiedziałam, że stoją mu włosy, to na drygi dzień pokazał mi, ze był u fryzjera. Częstował mnie nawet ostatnim cukierkiem, a przedtem taki gest życzliwości ze strony Andrzeja był nie do pomyślenia.

Powiedział mi, że z nauczycieli mnie lubi najlepiej. Wiedziałam, ze innym nauczycielom dokucza, nie mogą prowadzić lekcji ze szkodą dla klasy i starają się o nauczanie indywidualne. Postanowiłam zrobić krok piąty: jego wzorowe zachowanie na moich lekcjach poszerzyć na pozostałe lekcje. Zawarłam z nim umowę, że jeżeli przez jakiś czas będzie grzeczny to zabiorę go z moimi prywatnymi dziećmi na kulig do lasu. Znowu się udało. Pytałam nauczycieli jak się zachowuje ostatnio Andrzej to usłyszałam: "nie pracuje, ale siedzi cicho."

Zabrałam więc Andrzeja na kulig do lasu. Musiałam załatwić pozwolenie domu dziecka, a z tytułu że go uczyłam znaliśmy się nawzajem nie było przeciwskazań aby go nie zabrać na parę godzin. Potem zaprosiłam go do mojego domu na herbatę w rodzinnym gronie i odwiozłam Andrzeja do domu dziecka. U mnie w domu jak i na kuligu stwarzał obraz ułożonego, nieśmiałego i dobrego chłopca. Po tym dniu Andrzej wyciszył się i codziennie przychodził do mojej klasy pokazać się, ponieważ moje lekcje z nim odbywały się raz w tygodniu.

W czasie rozmów mówił, że tęskni za wujkiem i nie chce jechać do domu na święta. Wolał zostać w domu dziecka. Pewnie dlatego, ze czuł się odrzucony przez mamę, ponieważ tylko on z jej dzieci jest w domu dziecka. Z wypowiedzi wychowawców domu dziecka wynika, że jak po Andrzeja przyjedzie mama to potem jest taki trudny, ze nie mogą sobie z nim dać rady. Pochodzi on też z rodziny patologicznej i nie ma dobrego przykładu zachowania ojca. Trudna sytuacja, ale postanowiłam w tym jego trudnym życiu dać Andrzejowi chwile radości i przyjaźni. Chciałam, żeby wiedział, że jest ktoś kto go rozumie akceptuje i wierzy w jego dobro. Po uzgodnieniu z domem dziecka postanowiłam zaprosić Andrzeja na Wigilię, jeżeli nie przyjedzie po niego mama. Niestety rodzice obojętnie jacy ale mają pierwszeństwo i w święta Andrzeja nie było z nami.

Kiedy rozmawiałam z dyrektorem domu dziecka, stało dwoje chłopców - rodzeństwo, których nikt nigdy nie odwiedza i nie zabiera. Zrobiło mi się ich żal i zamiast Andrzeja przywiozłam na święta Adriana i Damiana.

Odtąd chłopcy często goszczą u nas w domu i odwiedzają moich synów. Uważam że zyskują nie tylko te dzieci z domu dziecka, ale i moi synowie uczą się wrażliwości i życzliwości wobec innych.

O Andrzeju nie zapomniałam i zaprosiłam go po świętach, ale od drugiego półrocza rzadko chodził do szkoły z powodu nauczania indywidualnego. Na lekcjach techniki był zawsze i do końca był grzeczny na moim przedmiocie. Jednak myślę, ze nauczanie indywidualne i izolacja od klasy odebrało mu wiarę w to, ze może stać się dobrym człowiekiem. Nasze kontakty z czasem się rozluźniły, bo nie zawsze mogłam Andrzeja zabrać na popołudnie z powodu przyjazdu mamy.

Niedawno rozmawiałam z wychowawczynią Andrzeja i słyszałam, że stwarza poważne problemy. Wiem jednak, że tylko konsekwencja w parze z akceptacją i bliskością emocjonalną z drugim człowiekiem może pomóc temu dziecku. Jest to niemożliwe w tym przypadku, bo nikt nie stworzy tak dużemu dziecku i z takimi problemami przynajmniej rodziny zastępczej. Kiedy był młodszy i były ku temu szanse matka bardzo utrudniała. Teraz było podobnie, chociaż ja i moja rodzina obiecała mu tylko przyjaźń. Żaden najlepszy dom dziecka nie zapewni stabilności emocjonalnej i naturalnego przykładu rodziny.

Opracowanie: Małgorzata Kempinska

Wyświetleń: 492


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.