AWANS INFORMACJE Dla nauczyciela Dla ucznia LOGOWANIE


Katalog

Janina Dzenis
Język polski, Artykuły

"Nike" - recenzja

- n +

LITERACKA NAGRODA NIKE

"Otóż co najlepszego w mym życiu,
cicha z mym mędrcem rozmowa"
H. Sienkiewicz

1997 - 2003


Od 1997 roku interesuję się, przyznawaną w Polsce, najważ-niejszą nagrodą literacką NIKE. Pomysłodawczynią tej nagrody jest Henryka Bochniarz, która zaprosiła do współpracy Adama Michnika i "Gazetę Wyborczą".

Nagroda jest przyznawana za najlepszą książkę roku, a celem całego konkursu jest promowanie dobrych książek. Takimi są z pew-nością wszystkie nominowane tytuły. Jak mówi H. Bochniarz: "Jest siedem książek, do których naprawdę warto zajrzeć". Oczywiście najważniejsza jest ta główna, tylko jedna, która może zwyciężyć.

W chwili wręczania nagrody "wszystkie światła padają na zwycięzcę, przemawia tylko nagrodzony. Najważniejsza jest książka i autor".

Jury przyznające nagrodę to autorytety, nie tylko krytycy literaccy i pracownicy naukowi, ludzie nie tylko z Warszawy - z Poznania, Krakowa, Wrocławia, w różnym wieku. Przewodniczącą jury jest profesor Maria Janion, historyk i teoretyk literatury na Uniwersytecie Warszawskim, a członkami: Stanisław Bereś, profesor historii literatury na Uniwersytecie Wrocławskim; Jolanta Brach - Czaina, filozof kultury, profesor UW; Piotr Bratkowski, krytyk literacki; Przemysław Czapliński, historyk literatury i krytyk, profesor na UAM w Poznaniu; Jerzy Jarzębski, profesor na UJ, krytyk, historyk literatury; ks. Stanisław Musiał, jezuita, redaktor i publicysta "Tygodnika Powszechnego".

1997 - Nagrodę NIKE otrzymał WIESŁAW MYŚLIWSKI za powieść "WIDNOKRĄG".

"Widnokrąg" wprowadza w atmosferę "niedzieli z kogutem na obiad", perypetie rodziny, z dziadkiem i babką, wujenkami Jadwinią
i Martą, wujkami Stefanem i Władkiem, ojcem, matką i nim - narra- torem - Piotrusiem, tym, który upamiętnia niezwykłość swoich przeżyć.

Wszystko, co przeżyje w późniejszych latach, już jako dorosły mężczyzna, będzie tkwiło korzeniami właśnie na wsi, u dziadków. Kiedy odwiedzi jedynego żyjącego z rodziny, wujka Władka, kiedy przywiezie tutaj swojego syna Pawła, zda sobie sprawę, że przyjazd na wieś "był to rodzaj wierności(...) z samej natury obowiązują- cej(...). Taka wierność, niezależnie od wszystkiego zapewnia nie tylko poczucie bezpieczeństwa, określa także miejsce w nieprzeczu-wanej jeszcze przestrzeni twojego widnokręgu, tym samym stając się znakiem twojego przeznaczenia". Stąd pochodził, tutaj chcąc nie chcąc wracał, na groby swoich najbliższych, ponieważ "(...) z grobów najtrudniej się wyzwolić. Bo choć to ich groby, to mój znak, gdzie jestem".

Wujek Władek uświadomił mu, że "groby to najmądrzejsza księga(...), mają swoją mowę(...), tam już nie ma, że coś ukryjesz, coś zmienisz, przeinaczysz, wepchniesz, zepchniesz(...)". Świat ludzi żyjących jest inny, "ma podwójną albo i potrójną mowę, inną dla siebie, inną dla innych, a inną dla Boga".

Tutaj, na wsi znajduje się źródło, początek jego życia: "A kto wie nawet, czy to nie tu jest środek mojego widnokręgu(...), to jest właśnie to miejsce".

Piotrek nieustannie wraca w swoich wspomnieniach właśnie do dzieciństwa, kiedy próbował pojąć dziecięcym umysłem świat dorosłych, dopowiedzieć sobie ich zachowania, kiedy uczestniczył w rozmowach, kłótniach. Wydaje mu się zupełnie naturalne, że wujkowie kłócą się z dziadkiem, że wspólnie mieszkają, podejmują decyzje, wspólnie zasiadają przy stole. Są niby szorstcy, poważni, bezwzględni, ale gdzieś pod tymi zachowaniami kryją się: uczuciowość, współczucie dla charta, dla oślepionego Kruczka, dla Żydów.

Wielokrotne powracanie do jednego wydarzenia sprawia wrażenie, jakby Piotrek próbował dopowiadać, przedstawiać fakt z innej perspektywy, być wierny tym zapisywanym dziejom.

Ojciec był "małym, chuderlawym człowieczkiem", urzędnikiem, kilka lat spędził w Rosji, później był w partyzantce. Nie cierpiał Stalina, opowiadał synowi o najważniejszych bitwach. Ciężko chorował na serce i cała troska o utrzymanie domu spadła na matkę.

Odszedł cicho, tak jak żył, a jego śmierć była po prostu kolejnym wydarzeniem, normalnym, odłożonym do"środka widnokręgu". Matka była niezwykle zaradną kobietą, ciągle z kimś dyskutowała, zawsze brała w obronę swojego męża, troszczyła się o jego zdrowie, o naukę syna, o jedzenie, strzegła wszystkiego, dla każdego miała słowa pocieszenia, często można było usłyszeć od niej mądrości życiowe. Odeszła cicho, jak ojciec, też do świata "grobów", które dają siłę.

Piotrek ukończył szkołę średnią, studia. Jego wielką miłością i żoną była koleżanka ze szkoły - Anna. Spotkał w swoim życiu wiele ciekawych postaci - np. Fredka, który jak nikt umiał opowiadać jakieś erotyczne historie, sny; Kaziunia, który tłumaczył mu, że "w krowie jest cała tajemnica stworzenia i głębsza niż w człowieku"; panny Ponckie - Różę i Ewelinę, które namiętnie kochały tanga i przyjmowały mężczyzn.

W perspektywie tak silnych związków z przeszłością, takiego nazywania możliwie wszystkich uczuć, przeżyć, wrażeń, całe życie Piotrka nabiera jakiegoś tajemniczego, ukrytego sensu. Przyszłość staje się naturalną konsekwencją splotu wydarzeń, człowiek nie musi czynić zbyt wiele, aby na nią wpływać.

Nawet jeżeli Piotrek, w którymś momencie życia dał się oszukać komunistycznej propagandzie, nawet jeżeli jeździł jako agitator, to w natłoku życiowych wydarzeń tamte zbladły, przestały decydować o życiu.

Skoro Piotr zdał sobie sprawę, że dom jego dziadków, a więc i jego dzieciństwo to był "środek widnokręgu", to kolejne lata powiększały ten krąg. Do linii widnokręgu nie można jednak dojść, "zawsze będzie się od ciebie odsuwała, zachowując tę samą odległość. I niby będziesz szedł do przodu, zdobywał doświadczenia, a jednak będzie ci się wydawało, że ciągle jesteś w środku".

Wszystko, co spotkamy w "WIDNOKRĘGU" jest kolejną literacką próbą zrozumienia sensu życia człowieka. Pisarz potrafi znaleźć wiele wartości, które tworzą ten sens.


DZIAŁDOWO 1998 r.

1998 - Nagrodę NIKE otrzymał CZESŁAW MIŁOSZ za książkę "PIESEK PRZYDROŻNY".

Składa się na nią wiele "dziwnych tekstów"- wiersze, metafizyczne medytacje, wspomnienia, rozważania poety na temat swojego życia. Perspektywa zaiste kosmiczna, próba zrozumienia zależności szczegółów za pomocą przenikliwej inteligencji człowieka, który czuje więcej. Ten wiekowy, epokowy wręcz POETA powiedział tyle prawd o swoim stuleciu, stworzył wręcz jakiś kodeks etyczno - poetycko - cywilizacyjny. Świat jest dla niego "i wspaniały, i straszny, nie do zniesienia. Wszystko wskazuje na to, że albo został stworzony przez diabła, albo wskutek jakiejś przedwiecznej katastrofy". Zdecydowanie mógłby być lepszym tworem, różni się od ideału, jak "zwierzątka z rysunków dla dzieci(...). Tyle mają wspólnego z prawdziwymi zwierzątkami, ile nasze wyobrażenia o świecie z prawdziwym światem. Pomyślmy o tym i zadrżyjmy".

Poeta obserwuje ten "teatr marionetek, gdzie ludzie: "zajmują się, tylko nie tym, co najważniejsze. Biegają, jakby wierzyli, że będą żyć wiecznie. I każde z nich dla siebie drogocenne. I każde uważa siebie za jedyne". Człowiek jest niestety świadomy zmian, których dokonuje na planecie, jej historia jest zarówno "diabelska", jak i "niebiańska". Ludzie to " istoty zwierzęce obojga płci", chcą używać życia, nie są skorzy do wyrzeczeń, postów. Potrafią deformować przeszłość i tra-dycję, to, zdaniem poety, "plemię oddające się zajęciom poważnym", a na nazwę "normalnych" zasługuje niewielu.

Poeta potrafi dostrzec paradoksy współczesnego świata. Bardzo trafnie pisze o tym w rozdziale "Odkleja się",kiedy nagle z jednego, robią się dwa światy- jeden jakby widziany, przeżywany, drugi opisany, zamknięty w języku, język nie umie wypowiedzieć myśli i prawd: "Dzieje się tak, że chodzimy, patrzymy, dręczy nas współczucie albo gniew i nagle sobie uświadamiamy, że ta cała rzeczywistość jest poza słowami.

Od tej rzeczywistości zgrzebnej, poznawanej w najzwyklejszy sposób odkleiła się druga, autonomiczna, zamknięta w języku, do pierwszej niepodobna". Zaczynamy więc wątpić w nasze zmysły, odczucia, wrażliwość i zadajemy kolejne pytania o sens. Coraz częściej towarzyszy poecie uczucie litości, coraz częściej słychać wołania o logikę:
"Rozumie, gdzie jesteś, rozumie".

W "Piesku przydrożnym" znajdziemy wiele interesujących spostrzeżeń i uwag na temat roli poezji i poety w świecie współcze-
snym. Wzorem cnoty dla poety jest - "służyć sprawom umysłu i za-chować tę sprawność do końca".

Poeta nie zawsze bywa zadowolony ze swojego dzieła. Często po latach stwierdza, że wśród "śmieci" znajdą się rzeczy "dobre". Te dobre utwory mogą być "zdrowiem wśród chorych", a kiedyś bywały "chorobą wśród zdrowych".

Poeta wie, że spełnia jakąś ważną misję, nawet jeżeli krytykuje i karci:
"I stałeś się, kim jesteś:
Niezbyt dobry, ale świadomy swojej niedobroci".

Obserwuje "teatr marionetek", błogosławi uroki prowincji, nie może niczego ukrywać. Nie może nie pisać swoich utworów, ponieważ wtedy miejsce "jasności, ufności, wiary" zajmą "ciemność, zwątpienie, niewiara, okrucieństwo ziemi" - musi więc pisać. W ludzkiej cywilizacji, która jest wielością głosów, musi być więc poeta, który "pomaga zrozumieć świat, kondycję ludzi XX wieku".

"Piesek przydrożny" daje jakieś poczucie ponadczasowości. Wiele wypowiedzi to jakby sentencje, aforyzmy mędrca, który przeżył..., aż tyle lat i ciągle ma coś do powiedzenia, ciągle coś jeszcze dopowiada. Gdyby nie zdążył, pozostawia sprytnie "Tematy do odstąpienia", ponieważ "przedstawienie odbywało się, kiedy nas nie było i będzie odbywać się, kiedy nas nie będzie".

Czy znajdą się godni następcy MISTRZA?

DZIAŁDOWO 1999 r.


1999 - Nagrodę NIKE otrzymał STANISŁAW BARAŃCZAK, za tom poezji "CHIRURGICZNA PRECYZJA.

ELEGIE I PIOSENKI Z LAT 1995- 1997".

Przemówiła do mnie "Chirurgiczna precyzja" przede wszystkim
osobistymi utworami poety do żony, znajdującymi się w części IV zbiorku. Doskonała wydaje się "Alba lodówkowa"- "skomponowana na drzwiach lodówki z namagnesowanych wyrazów wchodzących w skład zestawu <MagneticVerse> (...)". Poeta pisze:
"Jestem jak ta lodówka
Ty jesteś jak ten magnes(...)
i bardzo zabawnie uzasadnia swoją "lodówkową rolę"-
-"mruczący, niewydarzony, zadrapany, stary rupieć,
ale nadal zdolny co chwila
na twój widok z podziwu słupieć".

Niech ona tylko nie myśli, że w środku zimno- to tylko pozór, w środku jest tort ze świeczkami "upieczony przez ciebie". W podobnym tonie, subtelnego, a jednocześnie bardzo zabawnego wyznania utrzymany jest wiersz "Serenada, szeptana do ucha przy wtórze szmeru klimatyzatora". Poeta mówi do bliskiej osoby:
"Przez lat dwadzieścia dziewięć
wiedziałaś wszystko, tylko
jednego do dziś nie wiesz:
jak mi się znudzić(...)
głupie rzeczy się nauczyły
A ty, taka bystra - nie".

Bardziej przystępnego poetę, bliższego mojemu widzeniu świata, znajduję jeszcze w wierszu "Płynąc na Sutton Island", kiedy mówi:
"(...) można
samą siłą kochania uchronić coś przed zmianą".
To, co próbuję odczytać z innych części "Chirurgicznej precyzji", to

przede wszystkim spojrzenie na Życie jak na Winowajcę, na którym trzeba dokonać operacji. Dokonują tego Chirurdzy - może poeci. Chirurgia leczy przez zadawanie bólu, przez okaleczenie. Jeden nieuważny ruch i Pacjent może umrzeć. Chirurdzy - kiedyś w pogardzie, ludzie do brudnych robót, dziś są nagradzani oklaskami. Jeżeli poeci są takimi podziwianymi Chirurga- mi, muszą być znawcami Życia, muszą ratować, zadając ból.

Los jest małoduszny, trudno jest wyrazić TO ludzkimi ustami. Wiersz "Łzy w kinie" wydaje się czytelny przez ukazanie słabości człowieka. Płacze on w kinie, kiedy zgasną światła, jakby się wstydził swoich łez, żeby nikt ich nie widział. Człowiek płacze, ponieważ chciałby żyć w pięknie, tak jak aktorzy w filmie, ale to niestety tylko marzenia. Może płacze więc nad własną słabością, może nad ogro- mem trudów, które trzeba w życiu pokonać - a w tym nie ma piękna.
Życie nie przynosi pięknych scenariuszy, wydarzenia dnia to zatrzęsienie codziennie dzikszych zbrodni".

Trzeba ten świat traktować bardzo serio, bo on serio niszczy Ciebie.
Poeta zdaje sobie sprawę, że

"To wszystko dookoła,
Co cię szczelnie otacza
Nie czując twego bólu,
Jest to tak zwany świat.

Ubawi cię, że jest on
Realny i jedyny
A lepszego nie będzie,
Przynajmniej póki żyjesz".

Jeżeli nawet nie będzie lepszego, to poeta wierzy w laboratoria, które znajdą skuteczne szczepionki na "nowe zarazy". Bóg nigdy nie dawał człowiekowi "gwarancji" na zdrowe Ciało i Duszę - to i tak produkty świetnej jakości, zajmują " jedno z wyższych miejsc". W całym tym zabieganiu " liczą się chęci".

Wszystko dzieje się tylko do pewnego momentu, ponieważ "Czas tak cierpliwie znosi nas z powierzchni Ziemi(...), nie przepuści nikomu", ale jednocześnie

"nie przywróci porządku; zbyt wiele zaległości narosło już, aby sam
mógł je uprzątnąć".

Tyle zdołałam wyczytać z "Chirurgicznej precyzji" - wydaje mi się, że poeta daje tutaj świadectwo swoim czasom, stając się zarazem
moralistą i filozofem.

Na szczególną uwagę zasługuje kunsztowność kompozycji wierszy, stychiczność, stroficzność, rymy, rytm(są tu przecież i piosenki), są i elegie.

Jeżeli Chirurg- Poeta nie myli się w leczeniu choroby, jaką jest Życie, podobną precyzję stosuje również w dziedzinie języka.


DZIAŁDOWO 2000 r.

2000- Nagrodę NIKE otrzymał TADEUSZ RÓŻEWICZ za książkę "MATKA ODCHODZI ".

Słowa z tej książki:
"To, co w naszym domu było najdroższe i najpiękniejsze, to Mama"

znalazły się na pierwszej stronie albumu, który poświęciłam
Naszej Mamie, kiedy odeszła.

Z pewnością inaczej odbiera się taką książkę, kiedy intencje autora współgrają jak gdyby z twoimi, kiedy niejednokrotnie pod jego słowami podpisujesz się ty sam. Nic właściwie dodać, nic ująć, należy tylko z pokorą wejść w ciszę, spokój, piękno tego utworu. Już w rozdziale "Teraz" dorosłe, pełne wyrzutów myśli:
"Czemu Jej nie zawiozłem do Krakowa i nie pokazałem
Sukiennic, kościoła Mariackiego, Wawelu, Wisły. Mama nie widziała
Warszawy. Mama nigdy nie leciała samolotem, nie płynęła statkiem.

Nigdy nie byłem z Mamą w cukierni, restauracji, w kawiarni, w teatrze, operze. Ani na koncercie(...)". Wyrzuty sumienia każdego,kto nie zdążył..., nie tylko Poety. Słowo Poeta brzmi tutaj jak nieprzyjemny epitet, wyrzut, prośba o wybaczenie. Czuje on, że Matka obserwuje go z " tamtego świata", jest przy nim. Dla niego, moralisty, wnikliwego obserwatora ludzi,od lat nie ma już normalnego świata:
"znów się toczy wojna. Jedna ze stu, jakie toczą się bez przerwy od końca II wojny światowej aż po dzień dzisiejszy(...). Mój świat, który próbowałem budować przez pół wieku wali się pod gruzami domów szpitali i świątyń umiera człowiek i bóg, człowiek i nadzieja, człowiek i miłość".

Poeta pragnie więc delikatnie zasugerować w rozdziale "Teraz", że tematem jego książki, najważniejszą osobą, której poświęci swoje rozważania, której złoży hołd, będzie jego Matka, zmierzy się jednak również z prawdą o sobie, jako synu i poecie.

Wzruszający fragment książki to "Dziennik gliwicki", upamiętniający ostatnie miesiące życia Matki poety. Od maja do lipca 1957r. przebywała w szpitalu, a poeta cały czas "nie chciał się zgodzić z jej chorobą, nie chciał się zgodzić z jej śmiercią". W zapiskach kolejnych dni, obok opisu wizyt szpitalnych, znajdą się aktualności literackie, refleksje na temat jego pracy, czasami błahostki z życia codziennego. Tuż przed śmiercią poeta przywiózł Matkę do swojego mieszkania.

Zapiski z ostatnich dni dotyczą już tylko jej - to wyraz bezgranicznej miłości poety, wielkiego oddania syna Matce. Na mszy żałobnej myślał:

"Mamo, kochanie moje, jesteś przy mnie. Będę z Tobą mówił, będę pracował,myśląc o Tobie(...). Moja Dobra, Kochana Staruszko. Byłaś moją trwogą, strachem, radością i oddechem. Miła, całuję Twoje rączki, Twoje oczy, Twoje zbolałe ciało(...)".

Tak właśnie jest, kiedy odchodzi Matka - poety, moja, każda. Książka T. Różewicza to nie tylko jego refleksje, wspomnienia, to również krótkie wspomnienia jego braci, Stanisława i Janusza, to również wiersze poety, w których pojawia się motyw Matki, to również fotografie Matki, rodziny, poety, to również wspomnienia

Matki z własnego dzieciństwa.Ona też miała swoje dzieciństwo, swoją matkę. W roku 1921 urodziła syna Tadeusza - poetę, który ją pożegnał.

Książka Tadeusza Różewicza to doskonała refleksja na temat
życia, przemijania, śmierci.

DZIAŁDOWO 2001r.



2001 - Nagrodę NIKE otrzymał JERZY PILCH za powieść "POD MOCNYM ANIOŁEM".

Już od pierwszych słów powieści można poczuć zawrót głowy. Trudno się nie zdenerwować, będąc abstynentem i nie zainteresować tym "studium połkniętego alkoholu", będąc alkoholikiem. I jednych i drugich ta powieść usatysfakcjonuje, jeżeli od początku poddadzą się inteligentnej grze, inteligentnego, byłego alkoholika.

Sprytnie potrafi zainteresować swoimi kilkutygodniowymi ciągami, osiemnastoma pobytami na oddziale deliryków, kiedy to" był we władaniu języka, był we władaniu kobiet, był we władaniu alkoholu". Tworzył wtedy zupełnie niezłe utwory, ponieważ "chlanie wódy jest tematem tak kreatywnym, że w każdej chwili powstać może jakaś fundamentalna kwestia".

Bohater powieści Jerzy jest przekonany, "że nie ma mądrzejszych ludzi od mądrych i doświadczonych pijaków(...)". Ciekawym stwierdzeniem Jerzego są również słowa, że "życie przed nałogiem było życiem w cywilu, teraz trwa wojna". On oczywiście chce w tej wojnie zwyciężyć. Może bardziej niż inni poznał istotę człowieczeństwa: "piszę o sobie nie tylko po to, by pokazać, że przedziwna deliryczna proza nie kończy się śmiercią: kończy się życiem, które nie wiadomo, jak się skończy".

Wchodzisz w tę powieść z pewnym buntem, ze sprzeciwem, że nie będziesz czytał jakichś pijackich, delirycznych wypocin, w stylu, jak powiedziała Maria Janion "deliryczno - barokowym", a właściwie pijackim. Ale pomału przekonujesz się i dostrzegasz, że jest to " historia człowieka podnoszącego się z upadku". I wówczas zaciera się cały negatywny obraz życia bohatera,nagle pojawia się ktoś, kto zna muzykę Feliksa Slovacka, zna język czeski, jest znawcą literatury. Jest człowiekiem sentymentalnym, posługuje się bardzo ładnym językiem literackim, pisze książkę. Ma swoje ulubione lektury, kocha ich bohaterów, tęskni do prawdziwej miłości. Okazuje się, że "Ona jest".

Czy "Pod Mocnym Aniołem" jest "powieściowym poematem", z którego wynikałoby, że bohatera ocaliła miłość? On sam mówi:
"Jest przy mnie miłość silna jak twój śpiew, ona daje ocalenie".
I tak, poddawszy się inteligentnej grze inteligentnego pisarza
stwierdzamy za nim, że życie ma sens dzięki miłości.
"Szekspir dotknął istoty rzeczy,
Newton dotknął, Tołstoj dotknął,
Einstein dotknął. A pijak?
Pijakowi zawsze trudniej".
A jednak można.

DZIAŁDOWO 2002r.

2002 - Nagrodę NIKE otrzymała JOANNA OLCZAK-RONIKIER za książkę "W OGRODZIE PAMIĘCI".

Wiele lat musiało minąć po II wojnie światowej, zanim autorka zrozumiała, że to ona ma spisać historię swojej niezwykłej rodziny. Nie dorosła do tej decyzji jeszcze wówczas, gdy w 1960r. umierała jej babka, Janina(Żaneta) Mortkowicz, jeszcze nie, gdy w1968r. umierała matka, Hanna Olczak.

Dopiero gdy w 1998 roku trafiła na okupacyjny testament matki, zaczął topnieć w niej wieloletni chłód, straszne wojenne doświadcze-nia. Testament stał się przesłaniem z zaświatów:
"Jeżeli nie ty, to kto! Jeżeli nie teraz- to kiedy?"

Od tej pory wszystko zaczęło ożywać, powracać we wspomnieniach. "W ogrodzie pamięci" to niezwykła historia asymilującej się w Polsce żydowskiej rodziny, której korzenie można znaleźć wWiedniu. Prapradziadkiem autorki był rabin wiedeński Lazar Horowitz, jego syn Gustaw przybył do Warszawy i ożenił się z bogatą panną, Julią z Kleinmanów. To jej słowa- "Głowa do góry!" i "Nie jest się byle kim", powtarzały następne pokolenia,kiedy przyszło im zmagać się z przedziwnymi zawirowaniami historii.

Prababka Julia była niezwykłą osobą, wychowała i wykształciła dziewięcioro dzieci, wydawała za mąż córki i żeniła synów, zajmowa- ła się wnukami, czuwała nad finansami rodziny, ciągle powtarzała, że "życie w pełni udane musi być życiem twórczym". Potrafiła zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, rozwój intelektualny, miłość.

Dziadkami autorki byli słynni przedwojenni księgarze
-Jakub i Janina Mortkowicz, kochające się,wspaniałe małżeństwo. Matka Hanna z kolei, nie była szczęśliwa w swoim krótkim związku. Po roku wspólnego życia rozeszła się z mężem Januszem Olczakiem, zajęła się wychowaniem córki i pomagała matce Janinie Mortkowicz w prowadzeniu wydawnictwa.

Przedwojenna Polska, ta, z której pochodziły Julia, Janina, Hanna, wydawała się autorce "arkadią, utraconym rajem, którego słodyczy nigdy nie zaznała. Błyszczała we wspomnieniach tysiącami świateł.

Żadne cienie nie przysłaniały rajskiego krajobrazu."

Wszystko, co działo się do wojny, było jakby innym światem
- mimo że rodzina przeżywała wiele najróżniejszych, złych i dobrych chwil, nie było jeszcze oszalałego holocaustu.O czasach, które miały nadejść wraz z faszystami mówi autorka: "potop", "czasy grozy", "groźny świat", "zły sen".Kiedy Niemcy nakazali 12 X 1940 roku przymusowe przesiedlanie się do tworzonego od wiosny 1940 r. getta, Janina, Hanna i Joanna (babka, matka i córka) zaczęły wojenną tuła-czkę. Losy wojny rozdzieliły je na kilka lat i kiedy matka Hanna jechała z Krakowa do Siedlec na spotkanie z córką Joanną, jakże przykre było spotkanie, kiedy się nie poznały. Przeżycia wojenne jakby "zamroziły" Joannę, zamknęła się w sobie, nie umiała okazywać radości, nie umiała żyć światem przeszłości,
"krainą pamięci, z której babka i matka czerpały siły do życia".

Spotkanie rodzinne, nad którym Joanna pracowała "po przebudzeniu"
- od 1998 r., nastąpiło w 2000 r. Jeden z najmłodszych członków rodziny powiedział, że było ono "wielkim zwycięstwem nad losem".

Książka "W ogrodzie pamięci" uczy szacunku dla Żydów i ich kultury. Autorka poszukuje korzeni, próbuje dopowiadać losy współczesne swojej rodziny, potrafi oddać, w sposób niezwykle taktowny, wyciszony, paradoksy i obłęd systemów- faszyzmu i stalinizmu. Potrafi zachować urok minionego świata, pięknie "czyta" stare foto-grafie, które ciągle żyją. Wprowadza w poetycki i urokliwy świat swego utworu, kiedy nagle wielcy ludzie epok pojawiają się wspólnie z nazwiskami jej bliskich. I tak na przykład, jakby nigdy nic, krewni Joanny spotykają: S. Przybyszewskiego, K. Przerwę- Tetmajera, chodzą na wykłady Bergsona i Freuda, znają Lenina, Picassa, Modiglianiego, J. Tuwima, K. K. Baczyńskiego, K. Wierzyńskiego, J. Lechonia, A. Słonimskiego, K. Iłłakowiczównę, M. Dąbrowską, J. Piłsudskiego, B. Leśmiana, Annę i Monikę Żeromskie, J. Korczaka. Rodzicami chrzestnymi Joanny byli L. Staff i A. Żeromska.
Cóż za bagaż doświadczeń i wspomnień! I jak pięknie i trafnie oddaje to wszystko tytuł książki. Tyle w nim impresjonistycznego ciepła, przestrzeni, tajemniczych ścieżek, zapachu przeszłości.
DZIAŁDOWO 2003 r.

Nie zamykam tych rozważań o NIKE...
Myślę, że w następnych latach ukażą się kolejne ciekawe książki, z których szacowne jury wybierze tylko jedną. Wierzę, że jeszcze nie raz będę toczyła "ciche rozmowy z mędrcami". Cieszę się z nauk, które próbowałam usłyszeć w ich dziełach.

Mędrzec też może być dalekim- bliskim człowiekiem.

Opracowanie: Janina Dzenis

Zgłoś błąd    Wyświetleń: 2253


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.


BAROMETR


1 2 3 4 5 6  
Średnia ocena: 4.25



Ilość głosów: 4

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Dowiedz się więcej.