Katalog

Jolanta Labocha, Joanna Czerner
Ogólne, Artykuły

Refleksje polonisty - superpedagoga, czyli jakie problemy napotyka "pani od polskiego" w procesie nauczania dziecka z wadą słuchu?

- n +

REFLEKSJE POLONISTY - SURDOPEDAGOGA, CZYLI JAKIE PROBLEMY NAPOTYKA "PANI OD POLSKIEGO" W PROCESIE NAUCZANIA DZIECKA Z WADĄ SŁUCHU?

"Osobą z uszkodzonym słuchem jest ta, która wskutek trudności w samodzielnym przyswojeniu języka i mowy, wynikających z uszkodzenia analizatora słuchowego, wymaga specjalnej pomocy w nauczaniu, wychowaniu i przysposobieniu do życia społecznego."
(Bogdan Szczepankowski)


Trudno jest w paru słowach omówić specyfikę nauczania dziecka niesłyszącego, ponieważ aby zrozumieć problemy ludzi z wadą słuchu w przyswajaniu języka polskiego, a co się z tym wiąże w komunikowaniu się z otoczeniem, należy zastanowić się nad całym rozwojem i kształtowaniem się ich mowy. Trzeba pamiętać, że gdy dziecko zdrowe zaczyna mówić pierwsze wyrazy i zdania proste, jego niesłyszący rówieśnik (jeżeli jest od urodzenia rewalidowany) ma szanse zacząć gaworzyć. Zatem jego rozwój mowy jest opóźniony w stosunku do dziecka słyszącego o jakieś dwa lata. Zdrowe dziecko w wieku siedmiu lat ma opanowany cały system komunikacyjny, człowiek z wadą słuchu nie opanuje go w pełni nigdy.

Często zdarzało się, że do szkoły podstawowej trafiały dzieci- "białe karty", nie znające żadnego słowa, nie potrafiące mówić i okazywać swych uczuć. Nie odbierały one bodźców ze świata zewnętrznego, nie rozumiały, co się wokół nich dzieje. W ich przypadku okres początkowy nauczania nie mógł polegać na uczeniu pisania, czytania, liczenia, lecz na powolnym procesie wprowadzania dziecka w świat dźwięków. Dlatego program nauczania w klasach 1-3 dostosowywany był do możliwości percepcyjnych i ekspresyjnych uczniów. Zarówno w szkole podstawowej, jak i gimnazjum istniała i nadal istnieje możliwość przystosowania treści nauczania do zdolności wychowanków; można nawet je w pewien sposób ograniczyć. Problem jednak zaczyna się po przejściu tych uczniów do szkoły ponadgimnazjalnej. Tu możliwości ograniczania wprowadzanego materiału nie ma, jest jedynie możliwość dopasowania metod nauczania do poziomu intelektualnego uczniów. Nauczyciele, tworząc autorskie programy nauczania, w pewien sposób mają związane ręce przez standardy, wykaz umiejętności absolwenta danej placówki, czy też wymagania stawiane uczniom przez egzamin maturalny.

Nauczyciel w szkole masowej bazuje na wiedzy uczniów wyniesionej z gimnazjum, poszerza ją i rozwija wcześniej już nabyte umiejętności. Nauczyciel dziecka z wadą słuchu takiej możliwości nie ma. Zaczyna właściwie pracę od podstaw, gdyż pamięć większości osób niesłyszących jest krótkotrwała i wymazuje wszystko to, co na co dzień nie jest w użytku. Polonista wprowadza zatem do słownika czynnego i biernego wychowanków nowe słowa, tłumaczy pojęcia, które dawno już powinny być w zasobie jego słów, uczy budowy zdania złożonego. A na wprowadzenie czeka przecież ogrom nowych treści programowych, kształtowanie stylu wypowiedzi i interpretowanie utworów literackich. Jest to zadanie prawie niewykonalne, gdyż uczniowie niesłyszący mają trudności w rozpoznawaniu ironii, w odbiorze gry słownej, niuansów, w rozumieniu nowych tworów językowych. Ich zdolność abstrahowania i uogólniania bardzo często jest zaburzona.

Ktoś może powie, że związane jest to z upośledzeniem umysłowym. Błąd!!! Rozwój intelektualny tego dziecka jest prawidłowy, ono tylko (a może aż) z dużym opóźnieniem nabywa kompetencje językowe, które są warunkiem poprawnej percepcji i ekspresji słownej.

Jak zatem rozwiązać powstały problem? Należałoby wprowadzić zmiany do systemu edukacji młodzieży niesłyszącej. Na to jednak nauczyciele nie mają co liczyć w przeciągu najbliższych lat. Są zobowiązani do uczenia tego dziecka według przyjętych norm, schematów. Muszą nie tylko uzupełnić jego braki, kształtować kompetencje językowe, wprowadzać nowe treści, rewalidować, kształtować wypowiedzi ustne i pisemne, ale przede wszystkim zgodnie z oczekiwaniami szkoły, uczniów oraz rodzin tych uczniów przygotować ich do matury. Do dyspozycji mają własną inwencję twórczą i duchowe wsparcie rodziców wychowanków. I zaczyna się rozmyślanie nad tym, jak ułożyć program, który pogodziłby możliwości uczniów, wytyczne MEN-u, upływający niemiłosiernie szybko czas i tylko cztery godziny języka polskiego w tygodniu. Pierwszy pojawiający się odruch to "powyrzucać" z programu wszystko, co tylko można..., ale potem przychodzi refleksja: "na czym później bazować?" Niestety trzeba rezygnować z prowadzenia "ambitnych" lekcji w formie debat słownych, a uczyć pewnych schematów, w ramach których uczeń będzie czuł się w miarę pewnie i które będzie mógł powielać w interpretowaniu kolejnych utworów, czy pisaniu następnych wypracowań. Pozostaje jeszcze apelowanie do rodziców uczniów o zgodę na wydłużenie cyklu kształcenia o rok oraz do MEN-u o zwiększenie godzin języka polskiego w ramowym planie nauczania.

Opracowanie: mgr Jolanta Labocha
mgr Joanna Czerner
Technikum dla Niesłyszących i Słabosłyszących
w Raciborzu.

Wyświetleń: 952


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.