Katalog

Anna Lelonkiewicz, 2012-06-01
Łowicz

Język polski, Scenariusze

Przedstawienie profilaktyczne o przyjaźni "O Ali, Wojtku, kocie i rysowaniu na płocie"

- n +

„O Ali, Wojtku, kocie i rysowaniu na płocie”
(Scenariusz oparty na opowiadaniu Marii Łastowieckiej o tym tytule)

Narrator:
Był sobie płot. Po prawej stronie płotu stał dom, w którym mieszkała Ala. A po drugiej stronie płotu stał drugi dom, w którym mieszkał Wojtek. Ala z Wojtkiem zawsze grzecznie się bawili. Aż tu nagle wczoraj, ni z tego ni z owego, okropnie się pokłócili.
Ala:
Zabieram swoje lalki i zabawki i idę na swoje podwórko!
Wojtek:
A idź, idź! Wcale nie potrzebuje bawić się z tobą, poza tym masz na nosie piegi!
Ala:
Tak? A ty jesteś rozczochrany!
Wojtek:
Tak? A ty jesteś obrażalska!
Ala:
Tak? A ty jesteś złośnik!
Wojtek:
Tak? To ja cię narysuję!
Narrator:
Wojtek złapał kredę i narysował na płocie dziewczynkę. Miała nogi chude jak patyki, a na buzi małe piegi. Całą kredę zużył na wymalowanie tych piegów. Ledwie został mały okruszek na podpis: „to jest Ala”. Rysunek był bardzo kąśliwy, a podpis jeszcze bardziej.
Ala:
Taki jesteś?! To teraz ja ciebie narysuję!
Narrator:
Złapała drugi kawałek kredy i narysowała na płocie chłopca. Włosy mu sterczały na wszystkie strony, jedna skarpetka była podciągnięta, a druga opuszczona. W ogóle rysunek był bardzo brzydki i wcale do Wojtka nie podobny. Ale Ala podpisała: „to jest Wojtek”. Rzuciła kredę pod płot i poszła do domu. Wojtek też poszedł do domu.
Nadeszła noc.
Księżyc wyjrzał zza chmurki, popatrzył na płot i aż się zatrząsł z oburzenia.
Księżyc:
Bryyyy… To okropne! Na to w ogóle nie można patrzeć. Pfuj!
Płot:
Pewnie, że nie można
Narrator:
Zaskrzypiał płot.
Płot:
Ale co mam zrobić? Przecież nie pójdę do rzeki się wykąpać. Płoty przecież nie spacerują. Gdyby chmurka była taka uprzejma i pokropiła mnie deszczem… Może to by się zmyło?
Chmurka:
Niestety.

Narrator:
Powiedziała chmurka.
Chmurka:
Na dziś deszczu w ogóle nie mam w planie. Nie zapowiadano go ani w radiu, ani w telewizji. Bardzo mi przykro.
Narrator:
I szybko odsunęła się na drugi koniec nieba, żeby nie widzieć okropnego malowidła na płocie.
Płot:
Ładna historia… ani kropli wody. Czyżbym musiał już zawsze być taki obsmarowany? Jakie brzydkie te rysunki! I jakie niegrzeczne!
Narrator:
Nagle zaszumiał mały krzak bzu.
Bez:
A ja? Może ja się przydam? Mam gałązki wilgotne od rosy. Gdyby wiatr trochę pomógł?!
Wiatr:
Ależ bardzo chętnie.
Narrator:
Zaszumiał wiatr i rozhuśtał gałązki bzu. A gałązki pac, pac! Po kredowych malowidłach. Zmyły wszystkie piegi i rozczochrane włosy, i krzywe skarpetki, i nogi jak patyki.
Płot:
Jeszcze, jeszcze, jeszcze sporo zostało do zmycia!
Narrator:
Ale na próżno wiatr wiał, a bez machał gałązkami. Po prostu zabrakło rosy. Nic wiecej nie dało się zmyć.
Płot:
No i co?
Narrator:
Krzyknął płot.
Płot:
Teraz jest jeszcze gorzej niż było!
Narrator:
I aż zachwiał się cały, taki był zły.
Kot:
Przestań się chwiać!?
Narrator:
Zamiauczał kot, który siedział na płocie.
Kot:
Na drugi raz uprzedź, przecież mogłem spaść i krzywdę sobie zrobić.
Płot:
Sam zatrząsłbyś się ze złości, gdyby na tobie wymalowali takie koślawe bohomazy. W dodatku bez próbował je zmyć i teraz z rysunków zostały tylko kawałki. Sam zobacz, okropność.
Mysz:
Okropność, wstrętne, są straszniejsze od ciebie kocie!
Kot:
Eee, nie jest tak źle, trzeba tylko tu i ówdzie poprawić.
Narrator:
Kot zeskoczył z płotu i złapał kawałek kredy pozostawionej przez Alę i zabrał się do roboty. Dziewczynce domalowywał uśmiechniętą buzię, chłopcu pięknie uczesaną czuprynę. A obojgu narysował nogi w białych skarpetkach. I to ładne, proste nogi, nie żadne chude patyki. A że jeszcze zostało mu trochę kredy, dopisał coś pod spodem.
Kot:
No i co lepiej?
Płot:
O wiele lepiej!
Mysz:
Wspaniale kocie, jesteś cudotwórcą.
Bez:
Bardzo dobrze.
Księżyc:
Po prostu znakomicie. Będę na to patrzył przez całą noc.
Narrator:
Rano Ala i Wojtek przybiegli na podwórko. Patrzą i oczom nie wierzą. Na płocie, zamiast brzydkich i kąśliwych wczorajszych rysunków piękne portrety z uśmiechniętymi buziami. I nawet popisane: „to jest Ala, to jest Wojtek, zawsze się grzecznie bawimy”
Ala pomyślała:
Ala:
To na pewno zrobił Wojtek. Bardzo się cieszę, że już się nie gniewa.
Narrator:
Wojtek pomyślał:
Wojtek:
To na pewno Ala. Cieszę się, bo byłoby mi smutno bawić się samemu.
Narrator:
I dzieci zaczęły się wspólnie bawić. A płot tak się ucieszył że aż zatrząsł się z uciechy.
Kot:
Przestań się trząść, bo spadnę i nie wyśpię się, a okropnie jestem senny. Miałem bardzo pracowitą noc.
Wyświetleń: 3040


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.