Katalog

Rafał Sęk, 2010-05-28
Legnica

Język angielski, Artykuły

Pozalekcyjne koło kulturopoznawcze języka angielskiego - część I.

- n +

Artykuł jest dwuczęściowy. W tej części artykułu, dzieląc się swoimi doświadczeniami w nauczania języka angielskiego wśród młodzieży gimnazjalnej, skoncentruje się przede wszystkim na opisie czynników, które spowodowały, iż postanowiłem poprowadzić w swojej szkole specjalistyczne koło przedmiotowe ukierunkowane tylko i wyłącznie na kulturę Wielkiej Brytanii (później zaś Stanów Zjednoczonych), w przeciwieństwie do kół tradycyjnych, podczas których uczniowie pod kierunkiem nauczyciela zajmują się kwestiami ściśle językowymi. Część druga z kolei poświęcona będzie zasadom organizacji i prowadzenia tego typu zajęć.

Jestem nauczycielem języka angielskiego, mianowanym, pracuję od 10 lat w gimnazjum publicznym. Od samego początku pracy w szkole jednym z moim priorytetów było (i wciąż jest) szukanie sposobów, aby zachęcić jak największą ilość uczniów poszczególnych klas, w których uczę do nauki języka angielskiego w sposób jak najmniej przymuszony. Staram się to osiągać metodami prostymi, acz niestandardowymi, do których uczniowie nie byli przyzwyczajeni w swojej poprzedniej szkole ucząc się u swojego poprzedniego nauczyciela. Za każdym razem tego typu działania są kierowane przeze mnie na uczniów przeciętnych oraz słabych, dla których język angielski jest po prostu kolejnym przedmiotem w repertuarze przedmiotów szkolnych, do nauki którego są obligowani czy, jak sami mówią, zmuszani. Celem takich działań jest próba zmiany widzenia języka angielskiego przez tych uczniów nie jako przedmiotu obowiązkowego, narzuconego do nauki, lecz jako zajęć ciekawych, interesujących, a przede wszystkim praktycznych i przydatnych w przyszłości. Kiedy zmieniamy sposób myślenia danego (w tym przypadku przeciętnego, czy wręcz słabego ucznia) ucznia i czynimy to w sposób w miarę efektywny, otrzymujemy ucznia zainteresowanego, a uczeń zainteresowany - jak przez lata pracy sam zauważyłem - to uczeń bardziej zmotywowany, chętny do pracy, mniej uprzedzony, otwarty na nowe wyzwania, etc. Urozmaicając swoje zajęcia niestandardowo w sposób regularny (niekoniecznie bardzo częsty) utrzymujemy ten stan zainteresowania wśród uczniów, jednocześnie utrwalając pozytywny stosunek ucznia do przedmiotu i nauczyciela. Ta zaś kombinacja czynników powoduje, że mamy większe szanse na osiągnięcie z tymi uczniami zadowalających efektów językowych w codziennej pracy z nimi.

Jednym ze sposobów, za pomocą których próbuję przekonać swoich uczniów (szczególnie tych „nieprzekonanych”) do swojego przedmiotu, i który chciałbym tutaj pokrótce opisać, to wplatanie elementów kulturopoznawczych dotyczących Zjednoczonego Królestwa i/lub Stanów Zjednoczonych podczas lekcji. Może to się odbywać na początku lekcji (wówczas możemy oczekiwać, że zainteresowanie ucznia, które wykreujemy, pozostanie z nim do końca lekcji, dzięki czemu skorzysta on z niej bardziej niż podczas standardowych/rutynowych zajęć), w środku lekcji (na przykład jako przerywnik, mała przerwa, krótki moment odpoczynku/oderwania się od trudnego tematu, który realizujemy) lub na jej końcu (kiedy na przykład skończymy realizacje tematu szybciej, niż zakładaliśmy i zostanie trochę czasu przed dzwonkiem). Osobiście preferuję okres początku lekcji, ze względu na wspomniany powód.

Nim przejdę do bardziej szczegółowego/praktycznego opisu zagadnienia, pozwolę sobie na kilka uwag tytułem wstępu. Użyty przeze mnie termin „elementy kulturopoznawcze” mam w zwyczaju odnosić do ciekawostek kulturowych, zazwyczaj przedstawianych w sposób ustny. Bez wątpienia przyda się w takich sytuacjach umiejętność budowania nastroju, tworzenia napięcia, czy wręcz pewnej dozy sensacji podczas przedstawiania pewnych informacji, w odróżnieniu od podawania informacji w sposób suchy, nie wywołujący wśród słuchaczy żadnych odczuć/emocji. Wystarczy zwrócić uwagę, w jaki sposób tę samą informację czy wydarzenie, w odniesieniu do prasy codziennej, przedstawia „Rzeczpospolita”, a jak „Super Express”, czy „Fakt”. Ja przebywając w klasie wybieram ten drugi sposób, mając przede wszystkim na uwadze osoby, do których kieruję swoje słowa, w tym przypadku dzieci w wieku lat 13-16. I proszę mi wierzyć, w zdecydowanych przypadkach sukces jest murowany: jestem w stanie zdobyć uwagę wśród osób, których język angielski nie do końca interesuje, lub którzy za nim specjalnie nie przepadają . I choć tej uwagi ucznia (czy koncentracji – jakkolwiek to nazwiemy) nie uda mi się czasami przykuć do końca mojej prezentacji, ja i tak jestem dumny, iż zdołałem zainteresować (czy momentami wręcz wciągnąć do dyskusji) osoby, które są najbardziej „oporne”, jeśli chodzi nie tylko o naukę języka angielskiego, co naukę w ogóle. Wiem, że poprzez swoje działanie „zdobywam plusa” u takich uczniów. Oznacza to, ze następnym razem będą bardziej skłonni przyjść na moją lekcję, nie myśleć o niej jako zwykłym obowiązku do odrobienia, mniej narzekać, iż na przykład kolejną lekcją w danym dniu jest właśnie angielski, a nie ich ulubiony w-f, etc., etc. Kilka lub kilkanaście takich plusów przez dany okres nauki powoduje, że mam ich „po mojej stronie”. A to z kolei oznacza, że znikają (lub bardziej uczciwie mówiąc zmniejszają się) problemy związane z dyscypliną. Wówczas jakość mojego nauczania wzrasta, gdyż więcej czasu mogę poświęcić na prezentacje tematu, niż uspakajanie uczniów. I nawet jeśli problemy z dyscypliną się pojawiają (w sumie u którego nauczyciela się nie pojawiają?), uczeń, który ma pozytywne odczucia w stosunku do mnie czy moich (fragmentów kulturopoznawczych) lekcji, jest bardziej skłonny reagować na upomnienia z mojej strony. Mimo, iż w tych działania cały czas mam na uwadze przede wszystkim ucznia słabego, nie ulega wątpliwości, iż efekty, które osiągam również odnoszą się do ucznia lepszego, wzmacniając tym samym jego przekonanie, że język angielski „to jest właśnie to!”. Niemniej jednak wiem, że osobiście „walczę” o uwagę nie ucznia dobrego (który z założenia uważa na lekcjach), lecz właśnie tego n i e z a i n t e r e s o w a n e g o.

Wracając do analogii prasowej wspomnianej powyżej muszę przyznać, iż zdarzyło mi się wykorzystać właśnie Super Express w ramach prezentacji elementów kulturopoznawczych. Sytuacja dotyczyła numeru z dnia 29 września 2008 roku, w którym dziennikarze tabloidu ironicznie kpili z kryzysu, który panował w Stanach Zjednoczonych pokazując i porównując ceny w ogarniętej kryzysem Ameryce oraz (nieogarniętej jeszcze kryzysem) Polsce, które w zdecydowanej większości (produktów) były dużo niższe niż w naszym kraju! Prezentacja, która miała trwać planowane przeze mnie 10 minut, „wymknęła się spod kontroli” i przerodziła się w trwająca całą godzinę lekcyjną dyskusję na temat zapoczątkowanego w U.S.A. ogólnoświatowego kryzysu, jego przyczyn i skutków. I mimo, iż powie ktoś, że dzieci nic się nie nauczyły podczas lekcji jeśli chodzi o sam język, iż żadne poważne cele językowe nie zostały zrealizowane, czy wręcz, że lekcja została stracona (sic!), ja osobiście niczego nie żałuję i będę bronił tej sytuacji przedstawiając zaprezentowane powyżej argumenty. Na zakończenie tego wątku dodam, iż podobna sytuacja miała miejsce przy okazji prezentacji przeze mnie informacji dotyczących wyborów prezydenckich w Stanach (bezpośrednio przed wyborami w 2008 roku), gdzie to co miało początkowo trwać kilka minut zajęło całą lekcję.

Aby urozmaicać swoje lekcje w opisany powyżej sposób może wystarczyć zwykła informacja, ale istotnym elementem jest, aby (na co już zwróciłem uwagę) była podana w ciekawy sposób. Jeszcze lepszy efekt uzyskamy, gdy będzie jej towarzyszyła jakaś grafika, zdjęcia, obrazy/obrazki, fragmenty filmów fabularnych bądź dokumentalnych, krótkie filmiki (np. z youtuba), symbole, przedmioty, rekwizyty oraz wszelkich inne rzeczy, które są ściśle powiązane z (bardzo) szeroko pojętą kulturą krajów anglojęzycznych, szczególnie tych dwóch głównych wymienionych powyżej.

Aby nie operować głównie na poziomie teoretycznym podam jeszcze kilka innych przykładów - przykładów najprostszych z możliwych, dotyczących tych rzeczy, które sam wykorzystałem/wykorzystuję na swoich zajęciach. Celem przykucia uwagi uczniów można na przykład pokazać im oryginalnej wielkości flagę Wielkiej Brytanii lub Stanów Zjednoczonych - tutaj opowiadamy jakieś ciekawostki z nią związane, na przykład podajemy jej nazwę, pytamy ile jest gwiazdek na fladze USA, co one oznaczają, dlaczego pasków jest tylko 13 a nie np. 20, dlaczego flaga Australii zawiera w sobie mini flagę Wielkiej Brytanii, co konkretnie symbolizuje flaga Wielkiej Brytanii (nakładające się na siebie krzyże świętych patronów), etc. Podoba sytuacja może się odnosić do prezentacji monet i banknotów. Możemy pytać o wartość danej waluty w PLN, zestawić dla porównania banknoty polskie i amerykańskie (porównując rozmiar), zadać podobne jak w przypadku flagi pytanie, czyli co na przykład robi wizerunek królowej brytyjskiej na monecie kanadyjskiej, etc. Duże wrażenie robią na uczniach zdjęcia, ale nie te prezentowane na ekranie monitora czy ekranu TV, lecz na papierze fotograficznym. Niekoniecznie musi być oryginalne, przez nas zrobione, mogą to być zwykłe zdjęcia w formacie .jpg ściągnięte z Internetu i wywołane później u fotografa. W momencie kiedy pokazywałem swoim gimnazjalistom zdjęcia nowojorskiego WTC i poprosiłem, aby wyobrazili sobie, ze każda wieża miała wysokość 14 legnickich wieżowców (najpierw proszę, aby ułożyli w wyobraźni nasz jeden dziesięciopiętrowiec na drugim, później dodali trzeci na tego drugiego, potem czwarty, później piaty, następnie na tych poprzednich ułożyli jeszcze pięć takich samych, potem jeszcze kolejny, i jeszcze jeden, i jeszcze jeden) dzieciom (szczególnie tym z początkowych klas gimnazjum) buzie otwierają się ze zdziwienia. Kiedy prezentowałem Empire State Building i dla uzmysłowienia jak jest on wysoki dodałem informację, że w pochmurny dzień antena wieńcząca dach budynku tonie w chmurach i nie za bardzo ją widać, uczniowie nie mogli wyjść ze zdumienia, że budynek może być tak wysoki. Z innych przykładów: w styczniu br. zaprezentowałem swoim uczniom teledysk „We are the Word 25 for Haiti”. Nim go odtworzyłem na ekranie TV (bo można też tak zrobić: puścić pierwszy lepszy teledysk jako zwykły przerywnik lekcji lub być może na jej początku, bez dorabiania żadnych historii, ale wówczas to naprawdę pozbawione jest sensu!) opowiedziałem uczniom w szczegółach czym było „We are the Word” 25 lat temu, dlaczego teraz teledysk został nakręcony na nowo, czy rzeczywiście był potrzebny, jakie kontrowersje wzbudziła ta wersja (przecież niektórzy znani artyście odmówili w nim udziału), w trakcie emisji poprosiłem, aby (pomogli mi) rozpoznać gwiazdy muzyki występujące w teledysku, wyjaśniłem dlaczego występuje Michael Jackson, mimo, iż nie żyje, po teledysku rozdałem tekst piosenki, tłumaczyliśmy ten tekst, również wspólnie śpiewaliśmy. Podałem również uczniom informację (jako, iż zawsze staram się dodać do prezentowanych treści jakiś element sensacyjny, naprawdę zaskakujący, niestandardowy), że słyszałem, iż „We are the Word 25 for Haiti” na Youtubie jest materiałem video z największą w historii serwisu liczbą odsłon i poprosiłem chętnych uczniów, aby sprawdzili, czy to prawda. Na drugi dzień trochę byłem zaskoczony, iż większość uczniów uczyniła to, o co prosiłem, ale jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie informacja, iż niektórzy uczniowie chwalili się, iż opowiadali rodzicom o tym, co usłyszeli podczas lekcji i nawet pokazali im teledysk. Na tego typu prezentację można poświęcić całą lekcje, można też rozbić to na kilka lekcji, na każdej z nich przedstawiając jakiś fragment przygotowanej przez nas prezentacji (np. lekcja pierwsza: historia powstania teledysku, lekcja druga: okoliczności powstania drugiej wersji, trzecia lekcja: oglądamy teledysk, czwarta lekcji: śpiewamy piosenkę, zadanie domowe: może ktoś przetłumaczy tekst, etc.). Oczywiście fragmenty te zajmą każdorazowo kilka minut, na końcu każdego możemy poinformować naszych uczniów, że na kolejnej będzie kontynuacja. Założę się, że (jeśli początkowa prezentacja tego tematu była podana uczniom w sposób interesujący) znajdzie się kilka osób, które chętnie przyjdą na kolejną lekcję, aby zobaczyć kontynuację tematu zaczętego na lekcji poprzedniej.

Praktycznie do każdej prezentowanej rzeczy (czymkolwiek by ona nie była) można dodać jakąś historię, ciekawostki, element zaskoczenia, sensacji, zadać pytania wzbudzające tę ciekowość, ograniczeniem będzie tylko wyobraźnia lub (uwaga!) wiedza nauczyciela, także warto czasami samemu poświęcić trochę czasu, aby poczytać na dany temat celem zdobycia odpowiednich informacji, szczególnie tych niestandardowych, frapujących, budzących daleko posunięte zainteresowane.

Powyżej podane przykłady możemy mnożyć na różne sposoby i w nieskończoność. To, na co ja chcę zwrócić uwagę jest to, iż za pomocą tych jakże prostych (żeby nie powiedzieć prymitywnych w swej prostocie ) środków, możemy osiągnąć dobre, czy wręcz bardzo dobre efekty. Niech będzie mi wolno zwrócić uwagę na te, które ja najbardziej cenię, czyli bardziej pozytywne nastawienie uczniów (szczególnie tych słabych bądź sprawiających problemy) do nauczanego przez mnie przedmiotu, jak również do mojej osoby. Poprzez osiągnięcie tego efektu zdobywamy małymi krokami ucznia: zdobywamy jego uwagę, zdobywamy jego koncentrację, jego chęć do pracy, zaangażowanie, czasami uśmiech, wdzięczność. Całość zaś prowadzi do tego, iż uzyskujemy w pracy z naszymi (bardziej zainteresowanymi przez to) uczniami dobre wyniki, ale nie w dziedzinie wiedzy z kultury Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych (choć to tez się przecież liczy), lecz w kategoriach ważniejszych typu: gramatyka, słownictwo, czy sprawności językowe, bo przecież prezentacja elementów kulturopoznawczych stanowi tylko krótki interesujący dodatek do naszych lekcji, a nie je zastępuje. Tak jak jednak wspomniałem powyżej, czasami to co miało początkowo trwać parę chwil zajmowało (w sposób niekoniecznie przeze mnie planowany) cała lekcję. Tego typu lub podobne sytuacje, które kilkukrotnie zdarzały mi się w ciągu danego roku szkolnego stały się w konsekwencji inspiracją do poprowadzenia przeze mnie całorocznego pozalekcyjnego kulturopoznawczego koła przedmiotowego poświęconego w pierwszym roku Zjednoczonemu Królestwu, zaś w następnym Stanom Zjednoczonym. Był to bardzo dobry ruch, gdyż mogłem przedstawiać ciekawe tematy z kultury w sposób bardziej szczegółowy, nie tracąc przy tym regularnych lekcji. W drugiej części artykułu opiszę, jak poprowadzić zajęcia tak, aby uczniowie chcieli na nie każdorazowo powracać.
Wyświetleń: 638


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.