AWANS INFORMACJE FORUM Dla nauczyciela Dla ucznia LOGOWANIE


Katalog

Wiesława Grabowska
Pedagogika, Artykuły

Wychowanie, czy antywychowanie? ? Czy nurt antypedagogiki może obecnie stanowić alternatywę dla tradycyjnych metod wychowawczych?

- n +

Wychowanie, czy antywychowanie? - Czy nurt antypeda-gogiki może obecnie stanowić alternatywę dla tradycyj-nych metod wychowawczych?

Celem niniejszego artykułu jest prezentacja coraz modniejszego ostatnio nurtu antypedagogiki. Analiza ta będzie się opierać w głównej mierze na pracy jednego z wiodących teoretyków tego nurtu, Hubertusa von Schoenbecka, choć uwzględniać bę-dzie także prace innych autorów zarówno reprezentujących nurt antypedagogiczny (czy jak uważają niektórzy, w tym H. von Schoenbeck postpedagogiczny) jak i bardziej tradycyjny: pedagogiczny, posiłkując się również pracami z dziedziny wiedzy o kulturze, które umożliwią mi uzasadnienie niektórych tez.

Antypedagogika bierze swój początek w latach 70., kiedy to powstał w Sta-nach Zjednoczonych Children's Right Movement1, którego celem była (i jest) m. in. walka o prawa wyborcze dla dzieci. Sam termin antypedagogika został upo-wszechniony przez Ekkeharda von Braunmühla w pracy pod tym samym tytułem wy-danej w 1975 r.2 H. von Schoenebeck w pracy "Antypedagogika w dialogu" przed-stawia pokrótce zasadnicze założenia antypedagogicznego obrazu człowieka. Wg nie-go dziecko od samego urodzenia zdaje sobie sprawę z tego, czego mu najbardziej po-trzeba, co jest dla niego najlepsze, więc zadaniem dorosłego jest jedynie: "wspomaga-nie dziecka w realizacji życzeń postrzeganych i wyartykułowanych przez nie samo, tak długo jak chce i może to czynić, tzn. nie dając się wykorzystywać" 3.

Najważniejszą tutaj kwestią jest wspieranie zamiast wychowywania. Nie-stety prace zarówno von Schoenbecka, jak i innych badaczy z kręgu antypedagogiki niekoniecznie potwierdzają praktyczne znaczenie tego hasła. Wśród istotnych teorety-ków tego nurtu należałoby wymienić przynajmniej kilku. Rozpocznę od Heinricha Kupffera, który w swojej pracy stawia tezę, że cały proces wychowania opiera się nie na potrzebie bycia wychowywanym, ale na potrzebie wychowywania, która znów wy-nika z chęci skonstruowania hierarchii władzy między dziećmi a dorosłymi4. Jeszcze dalej w krytyce wychowania posuwa się słynna badaczka Alice Miller, która wprost zaznacza: "moja postawa antypedagogiczna nie zwraca się przeciw określone-mu rodzajowi wychowania, lecz przeciw wychowaniu w ogóle, także przeciw wycho-waniu antyautorytarnemu5". Podkreśla ona, że wychowanie wynika tylko z potrzeb dorosłych, takich jak m. in.: przekazywanie dalej odczutego poniżenia, posiadanie żywego i dającego się manipulować obiektu, czy chęci zemsty za doznany ból. Zaiste potrzeby te do najbardziej szczytnych nie należą. Inni przedstawiciele tego nurtu wskazują także na to, iż dziecko zmusza się do "bycia rozsądnym", kapituluje przed dorosłymi, podkreślają prawo dziecka do samostanowienia, mówią o jego emancypacji czy ewolucji relacji rodzice - dziecko.

Główną część niniejszego artykułu poświęcę jednak, jak już pisałam pracy H. von Schoenbecka. Ciekawy wydaje się fakt, że już we wstępie do omawianej pracy Wiktor Żłobicki odwołuje się głównie do czytelników myślących podobnie jak autor, gdy jednak spojrzymy dalej przekonamy się, że każdy myślący inaczej nie może, że zaryzykuję takie odważne stwierdzenie, potraktować tej pracy poważnie. Sam autor skupia się na wielu kwestiach, z których żadna nie znajduje w jego pracy należytego uzasadnienia. Najważniejszą, moim zdaniem, poruszoną kwestią jest spór z pedagogi-ką (tradycyjną), która to opiera się na założeniu, że "Ludzie nie mogą od urodzenia odczuwać tego, co jest dla nich najlepsze" 6, z którego wysnuwa twierdzenie, że rodzice naginają dzieci do pewnego ideału, a nawet więcej, zmuszają je do sprzeniewierzenia się samym sobie. Natomiast ruch AMICATION7 (utożsamiany zwykle z antypedagogiką) głosi tezę dokładnie przeciwną: "Ludzie już od narodzin mogą odczuwać w doskonały sposób to, co jest dla nich najlepsze" 8.

Posuwając się jeszcze dalej tą ścieżką dochodzimy do wniosku (co też uczynił F. Leboyer w pracy Narodziny bez przemocy), iż wszelkie potrzebne umiejętności dziecko nabyło już w życiu płodowym, w związku z czym ma ono wyłączne prawo do decydowania zarówno o momencie narodzin, jak i przecięcia pępowiny. Autor przeciwstawia się również bardzo wyraźnie przymusowi szkolnemu, głosząc, iż w placówkach oświatowych dzieci poddawane są terrorowi psychicznemu, zmuszane do zmiany swojego stylu myślenia, kiedy przecież to one same najlepiej wiedzą, co jest dla nich najlepsze. Wspomnę jeszcze, iż autor w jednym z ostatnich rozdziałów stwierdza, że człowiek nie jest wilkiem, którego trzeba wychować.

Z tą ostatnią tezą polemizowałby na pewno Zygmunt Freud, głoszący w eseju Kultura jako źródło cierpień9, że człowiek bez tej krępującej nas otoczki - superego, kultury wróciłby do świata zwierząt. Trudno nie zgodzić się z tym twierdzeniem, jeśli na problem wychowania spojrzymy z szerszej, kulturowej perspektywy. Bo czymże jest wychowanie, czy jest konieczne, aby nasze dzieci były oddawane w duchową niewolę, by poznawały pewne fakty, które właśnie my uznajemy za ważne (wprawdzie dla dziecka, ale jednak my - dorośli, pedagodzy). Wychowanie to przekazywanie kul-tury właśnie, można nawet to zawęzić i rzec: wychowanie to przekazywanie kodu kulturowego, czyli wiedzy i wartości, potrzebnych dla człowieka, aby mógł żyć w społeczeństwie10.

Oczywiście socjalizacja może odbywać się zarówno w procesie świadomym, jak i nieuświadomionym, poprzez np. bierne naśladownictwo. I chyba ta druga forma jest jedyną, którą bez zastrzeżeń dopuszczają "postpedagodzy", pozbawiając tym samym młode pokolenie drugiego, bardzo ważnego elementu procesu nabywania wiedzy. Oczywiście można zakładać, iż człowiek może samodzielnie poznać otaczający go świat11, ale przy dzisiejszym stanie badań można jedynie stwierdzić, że, jakkolwiek każdy z nas posiada pewne cechy genetyczne, pozwalające wiedzę zdobywać bardziej lub mniej efektywnie, to jednak aby tę wiedzę zdobyć potrzebne jest wychowanie. To przecież dzięki temu, że gatunek ludzki jest w stanie przekazywać nagromadzoną wiedzę oraz zbiór wartości w czasie różni się on od innych gatunków zwierząt, które mogą się wprawdzie uczyć, ale nie są w stanie doprowadzić do pokoleniowej kumulacji zdobytej wiedzy. Można zaryzykować twierdzenie, iż założenia nurtu postpedagogiki o braku potrzeby nauczania, wpajania pewnych prawd i wartości nie posiada większego sensu, gdyż dążąc tą ścieżką doprowadzilibyśmy do zaniku naszej kultury.

Muszę też zwrócić uwagę na coś, co w zasadzie ma być fundamentem pracy H. von Schoenbecka - na podstawową różnicę praktyczną w podejściu przykładowego rodzica pedagogicznego i postpedagogicznego. Jeżeli telewizja emituje nieodpowiedni, zdaniem rodzica, dla dziecka film, to tenże rodzic nie pozwala temu dziecku owego filmu obejrzeć. Różnica tkwi w argumentacji. Rodzic pedagogiczny powie: "to dla twojego dobra, ten film nie jest dla ciebie odpowiedni; nie możesz tego jeszcze dobrze ocenić, wiem to lepiej niż ty", natomiast postpedagogiczny: "Nie chcę stanowić za ciebie sposobu postrzegania tej sytuacji. Moja wiedza mówi mi, że ten film nie jest dobry dla ciebie. Ta moja wiedza nie jest bardziej wartościowa niż twoja. Ale moja wiedza jest dla mnie wytyczną mojego postępowania. Włączenie telewizora stanowi przekroczenie granic, przeciwko któremu się buntuję. Tu jest moja granica - tu stoję i nie mogę inaczej. Wiem, że ty także masz swoje racje, ale taka decyzja jest dla mnie najlepsza12".

Pomijając już sprawę formy, w jakiej jest przedstawiona druga wypowiedź (bardzo mocno wyidealizowana), nachodzą mnie poważne wątpliwości, który z tych rodziców jest bardziej autorytarny, żeby nie rzec totalitarny w metodach wychowawczych. Nie pozwalając dziecku obejrzeć filmu i argumentując umiejętnie ten zakaz (dobro dziecka oraz motywacja rodzica) zdaniem autora "maltretujemy" je psychicznie. Natomiast zaznaczając, iż nie pozwala mu się owego filmu obejrzeć, ponieważ tak się uważa, nie popełnia się żadnego "nietaktu"? W stwierdzeniu tym tkwi podstawowa sprzeczność: jeśli dziecko jest nam równe, wie co dla niego dobre, jego racje są dokładnie takie jak nasze, to jakim prawem odmawiamy mu obejrzenia tego filmu? Prze-cież w żadnym wypadku nie wiemy co jest dla dziecka lepsze, to ono posiada tę wiedzę. Autor mówi, że jest to lepsze dla rodzica, ale przecież rodzic nie może terroryzować (bo tu można spokojnie użyć tego słowa) dziecka swoimi wyobrażeniami. Czy ostatecznym argumentem w sporze między dwiema równorzędnymi racjami będzie argument siły, przymusu fizycznego?

Odwołując się do powyższego fragmentu muszę stwierdzić, że praca H. von Schoenbecka miała może jakieś szczytne założenia (wspieranie zamiast wychowywania), ale jej autor sam nie za bardzo orientuje się, co pisze. Przedstawiając tezy i ich uzasadnienia sam sobie często przeczy, ponieważ nie można znaleźć uzasadnienia dla głoszonych przez niego poglądów, zwłaszcza że nie są one, moim zdaniem, do końca wykrystalizowane, nie za bardzo wiadomo do jakiego stopnia (choć założeniem jest, że całkowicie) dziecko wie, co dla niego najlepsze, kiedy musi jednak wkraczać rodzic i jak to uzasadniać. Czasem uzasadnienia wydają się po prostu śmieszne. Uzasadniając konieczność przyznania praw wyborczych dzieciom autor pisze, że "codzienność polityczna wzbogaciłaby się o takie charakterystyczne dla wieku dziecięcego cechy jak: twórczość, kreatywność, witalność, fantazję, radość życia, fantazję, itp.13" Mnie ja-koś to nie przekonuje, zwłaszcza biorąc pod uwagę rolę decyzji, w podejmowaniu których tacy np. mali parlamentarzyści by uczestniczyli oraz ich podatność na manipula-cję. Wydawać się może, iż wynika to z ciągle niskiego poziomu rozwoju nurtu anty-pedagogicznego.

Oczywiście nie wszystkie prace są aż "tak daleko posunięte", rzec by można iż do ekstremum. Na tle przytaczanych wcześniej teorii pozytywnie wyróżnia się praca Jadwigi Bińczyckiej Między swobodą a przemocą w wychowaniu, w której podkreśla ona, że możliwa jest jednak zgodność tego, co dobre dla społeczeństwa oraz tego, co dobre dla człowieka jako jednostki. Przez to celem wychowania powinno być wspieranie młodego człowieka w rozwoju samodzielnego myślenia, w jego wyborach, twórczości, zwracając mu jednocześnie uwagę na podstawowe prawa i wartości naszej kultury.

Reasumując można stwierdzić, iż postpedagogika (antypedagogika) ma jeszcze przed sobą długą drogę, zanim zdoła opracować zbiór w miarę niesprzecznych logicznie twierdzeń, odpowiednio je uzasadnić i stworzyć teorię pozwalającą na poważne traktowanie tego nurtu. Mam nadzieję, że z czasem ulegną również złagodzeniu same założenia tego nurtu, gdyż w przyjętej początkowo formie wydają się one nie do utrzymania, a rozpaczliwe próby podejmowane przez niektórych jego teoretyków wydają się niekiedy żenujące. Trzeba więc stwierdzić, iż przy obecnym stanie rozwoju tego nurtu jego założenia nie nadają się do zastosowania w praktyce. Należy jednak również podkreślić, że zawiera on wiele elementów, które na pewno wzbogaciłyby tradycyjne metody wychowawcze i które po odarciu z najbardziej radykalnych haseł antypedagogiki warto i należy wcielać w życie (dotyczy to zwłaszcza partnerstwa nauczycieli i uczniów). Z początku eksperymentalnie, później zaś elementy, które zdadzą egzamin można na szerszą skalę wprowadzać do naszych programów nauczania.

Przypisy:
1. [Ruch praw dziecka]
2. E. von Braunmühl, Antypedagogika, Weinheim 1975.
3. H. von Schoenebeck, Antypedagogika w dialogu, Wprowadzenie w rozmyślanie antypedagogiczne, Toruń 1991.
4. H. Kupffer, Das Kind in der öffentlichen Erziehung [Dziecko w wychowaniu publicznym], Frankfurt 1976, cyt. za: H. von Schoenebeck, op. cit., s. 23.
5. A. Miller, Am Anfang war Erziehung [Na początku było wychowanie], Frankfurt 1980, cyt. za: H. von Scho-enebeck, op. cit., ss. 25 - 26.
6. H. Von Schoenebeck, Po tamtej stronie wychowania, Życie w wolności od psychicznej przemocy, Kraków 1997, s. 18.
7. [przyjaźń] - antypedagogika
8. H. von Schoenebeck, op. cit., 1997, s. 20.
9. Z. Freud, Kultura jako źródło cierpień, w: Człowiek, religia, kultura, Warszawa 1967.
10. Franz Boas uważał np., iż kultura ulega integracji, ponieważ dążymy do zharmonizowania naszych zachowań z zachowaniami grupy, w której żyjemy.
11. Nie za bardzo mogę odnaleźć kogokolwiek, kto uważałby, iż jest to możliwe. Najbliżej tego nurtu umieściła-bym Noama Chomsky'ego - twórcę teorii gramatyki generatywnej i wrodzonej kompetencji językowej, uważa-jącego, że człowiek posiada pewne dane genetycznie cechy przysposabiające go do pewnego języka (przez to kultury).
12. Oba cytaty: H. von Schoenebeck, op. cit., 1997, s. 34.
13. H. von Schoenebeck, op. cit., 1997, s. 10.

Opracowanie: Wiesława Grabowska

Zgłoś błąd    Wyświetleń: 5172


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.


BAROMETR


1 2 3 4 5 6  
Oceń artukuł!



Ilość głosów: 0

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Dowiedz się więcej.