AWANS INFORMACJE Dla nauczyciela Dla ucznia LOGOWANIE


Katalog

Maria Masłowska
Pedagogika, Sprawozdania

Moje spotkania z Adamem

- n +

Moje spotkania z Adamem

Adaś to pogodny, ruchliwy i prawidłowo nawiązujący kontakt z rówieśnikami sześciolatek. Na pierwszy rzut oka od innych dzieci w "zerówce" przedszkolnej różni go tylko to, że nosi okulary i w obu uszach aparaty słuchowe. Gdy przyjrzymy się chłopcu dokładniej i dłużej, zauważymy, że zachowuje się niepewnie, niechętnie zbliża się do ludzi dorosłych, "zacina się" kiedy nie chce odpowiedzieć na pytanie lub kiedy pytania nie usłyszy. Raczej nie mówi a jeśli już ktoś zasłuży na to by chciał z nim rozmawiać, bardzo trudno go zrozumieć. Mówi jak człowiek głuchy. Tak to wygląda dziś. A jak było dotąd?

Po raz pierwszy zobaczyłam Adasia 17 września 2002 roku w grupie średniaków. Miał wówczas niespełna cztery lata. Swym zewnętrznym wyglądem jak i zachowaniem różnił się znacznie od swych koleżanek i kolegów. Był od nich wszystkich znacznie niższy, blond loczki otaczały jego buzię, oczy patrzyły gdzieś w przestrzeń, jakby nie widząc /zez jego był bardzo wyraźny/.Na słowa nauczycielek nie reagował. Gdy któraś do niego krzyknęła kurczył się w sobie i przestraszonym wzrokiem oglądał się we wszystkich kierunkach. Sprawiał wrażenie jakby "zamierał".

Ponieważ bardzo zaniepokoiło mnie to zachowanie zaczęłam rozmawiać o Adasiu z jego nauczycielkami, które znały go już wcześniej. Zgodnie twierdziły, że cały poprzedni rok próbowały porozumieć się z jego rodzicami aby dowiedzieć się czy coś poważnego mu nie dolega. Jeśli już mogły porozmawiać, to śpiesząca się bardzo matka rzucała informację, że w domu dziecko nie sprawia żadnych kłopotów, ze wszystkimi rozmawia, wykonuje wszystkie czynności samoobsługowe.

Tymczasem na terenie przedszkola nie dosyć, że do nikogo nie mówił, miał nieskoordynowane ruchy /kilka razy zdarzyło mu się "zderzyć" z framugą drzwi/, nie uczestniczył w zajęciach stolikowych a potrzeby fizjologiczne załatwiał w sposób niekontrolowany. Samodzielnie bardzo rzadko jadał, czasem podczas jedzenia wpadał w stan zbliżony do stuporu - z widelcem podniesionym do ust nieruchomiał i tak trwał dłuższy czas.

Ponieważ dotąd nie rozmawiał z dorosłymi w przedszkolu postanowiono, abym ja jako logopeda spróbowała z nim pracować i wyjaśniła co leży moim zdaniem u podstaw jego problemów. Od razu orzekłam, że moim zdaniem chłopiec źle widzi i bardzo źle słyszy i poprosiłam o umówienie mnie na rozmowę z mamą w dogodnym dla niej terminie /osobę tę znam z czasów gdy ona chodziła do przedszkola i mogłam przypuszczać, że nie będzie chciała spotkać się ze mną/.

Nie licząc na spotkanie zaczęłam żmudną pracę, co tydzień prowadząc Adasia za rękę do "pokoju z lustrem". Nie wywoływałam chłopca z sali lecz podchodziłam do niego, delikatnie brałam za rękę i szliśmy na "zajęcia". Piszę "zajęcia" bo polegały one na tym, że ja do niego mówiłam, pokazywałam mu obrazki a on wcale się nie odzywał. Chyba oswajał się ze mną. Nie oglądał obrazków, nie nazywał żadnych przedmiotów, nie patrzył nawet w lustro. Postanowiłam, że spróbuję ćwiczenia narządów mowy, bo to jest dla dzieci śmieszne i może go zaciekawi. Tak się stało, bo zaczął naśladować moje "miny". Nie patrzył jednak na moją twarz odbijającą się w lustrze lecz przyglądał się jej z boku. Upewniło mnie to w moich podejrzeniach co do jego widzenia. Zaczęłam więc przy ćwiczeniach siadać do niego przodem zawsze mówiąc głośno, powoli i przesadnie poruszając ustami. Zauważyłam, że przysłuchuje się uważnie i próbuje nawiązywać ze mną rozmowę. Nie byłam w stanie jednak niczego zrozumieć.

Grudzień 2002 rok.

Przed Świętami Bożego Narodzenia w naszych wzajemnych stosunkach nastąpił przełom. Zaprowadziłam Adasia po zajęciach do sali, w której jego grupa rysowała ozdoby na zarysie choinki. Próbowałam zainteresować go tą pracą. Na kartonie narysowałam duży zarys choinki i trzymając chłopca za prawą rękę podałam mu do niej czerwoną kredkę. Wspólnie zakreśliliśmy dość duży okrąg, potem Adam bardzo nieudolnie, prostymi liniami wychodzącymi poza ten okrąg zamalował go. Powtarzaliśmy tę czynność jeszcze kilka razy a przy podawaniu mu nowej kredki nazywałam głośno i wyraźnie jej kolor. Gdy praca była skończona - pomalował także choinkę - zaniósł i pokazał ją Pani.. Został pochwalony przy całej grupie ,praca zaś została podpisana.

Gdy następnym razem przyszłam po Adasia na zajęcia, zaprowadził mnie do "swojej" półki, wyjął z niej teczkę i pokazał mi jedyną w niej pracę- tę właśnie choinkę. Wtedy uśmiechnął się do mnie po raz pierwszy. Poczułam się zaakceptowana.

Kwiecień 2003 rok.

Po okresie świąteczno - noworocznym Adaś przyszedł do przedszkola w okularach. Od razu zaczął inaczej się ruszać. Widać było, że ruch sprawia mu ogromną przyjemność. Biegał wkoło dywanu a jego ręce i nogi sprawiały wrażenie zbyt długich i żyjących "swoim życiem". Z upływem czasu zaczął się uspokajać i podejmować próby pracy przy stoliku.

Miał wtedy skończone pięć lat a rysował jak trzylatek, nie umiał liczyć, nie rozróżniał kolorów, nadal nie rozmawiał z dorosłymi.

Zajęcia ze mną, prowadzone dwa razy w tygodniu, wyraźnie sprawiały mu przyjemność. Gdy rano wchodziłam do sali /jeszcze było mało dzieci/ Adaś zauważał mnie natychmiast i nadstawiał uszu, jakby czekał, że poproszę go do siebie. Kiedy to robiłam, zawsze podchodził do mnie sam, uśmiechał się, podawał mi swą małą rączkę i szliśmy razem. Ćwiczenia z nim to było zupełnie co innego niż zajęcia logopedyczne. Oglądaliśmy książki, ja nazywałam przedmioty na obrazkach /nadal głośno i wyraźnie/, Próbowaliśmy przeliczać elementy, układaliśmy obrazki z kilku elementów i trochę ćwiczyliśmy język oraz wargi /tylko te ćwiczenia, które są wyraźnie widoczne/.

Byłam już teraz przekonana, że dziecko źle słyszy. Matka nie chciała ze mną rozmawiać a nauczycielkom nie przyznawała racji gdy mówiły o tych podejrzeniach.

Marzec 2004 rok.

Adam przyszedł w dwóch aparatach słuchowych /jednak ma poważne problemy ze słuchem ale nie mogę dowiedzieć się jaki jest zakres tego upośledzenia/.

Zaczęliśmy zajęcia logopedyczne /oprócz nich nadal opowiadaliśmy obrazki, liczyliśmy, rozwijaliśmy zakres słownictwa/. Szybko nauczył się artykulacji takich trudnych głosek jak: "sz", "ż", "cz", "dż". Uczynił znaczne postępy. Niespodziewanie, dzięki ciągłym ćwiczeniom języka, zaczął wymawiać "r", jakby niechcący, przy okazji. Mówił zupełnie prawidłowo takie słowa jak "Marek" czy "krowa".

Czerwiec 2004 rok.

Wreszcie przyszła do mnie mama chłopca. Z rozmowy z nią wynikało, że Adam ma poważną wadę wzroku, która będzie korygowana operacyjnie w najbliższych miesiącach. Ma również nieprawidłowo ustawione małżowiny uszne, co wraz z wadą słuchu jest przyczyną jego ubytku 45 - 50 db w każdym uchu. W czasie bardzo krótkiej rozmowy udało mi się uświadomić mamie fakt, że tak duże opóźnienia w rozwoju funkcji wzrokowych i słuchowych będą bardzo poważnie rzutowały na karierę szkolną jej syna. Powiedziałam również, że Adaś będzie musiał zmierzyć się z poważnymi trudnościami już w grupie "zero". Mama zdążyła jeszcze poprosić mnie abym nadal pracowała z chłopcem i szybko wyszła. Nie zdążyłam nawet poruszyć sprawy jego niekontrolowanych wypróżnień.

Wrzesień 2004 rok.

Znowu spotkałam się z Adasiem po wakacjach. Przywitał mnie uśmiechem. Chętnie rozpoczął pracę. Sprawdziłam aktualne jego umiejętności. Nie zmieniło się nic, jakby całe wakacje był zostawiony sam sobie. Głoski [s,z,c,dz] zamienia na [sz,ż,cz,dż], nie zmiękcz głosek miękkich, [f,w] zastępuje [p,b] i odwrotnie. Jest zdecydowanie bardziej otwarty i pogodny. Podskakuje z radości, śmieje się głośno, "po swojemu" żartuje, chowa się przede mną idąc do sali ćwiczeń. Mówi krótkimi zdaniami zniekształcając wyrazy artykulacyjnie oraz gramatycznie.

Nauczycielki sprawdzają "testem kompetencji" umiejętności całej grupy. Adaś nie osiąga poziomu sześciolatka w żadnym z badanych obszarów. Nie odpowiada na stawiane przez panie pytania, rysuje bardzo źle. Umie wprawdzie policzyć przedmioty do pięciu ale porównać liczebności zbiorów już nie potrafi.

Znowu zaczynamy opowiadać, liczyć, ćwiczymy narządy mowy. Adam doskonale wie jakie ułożenie języka jest prawidłowe przy wymawianiu poszczególnych głosek, sam pokazuje gdzie powinien on leżeć przy "syku" węża lub "leceniu" muchy. Potrafi prawidłowo wyartykułować je [s,z] ale tylko w izolacji. Już przy ćwiczeniu w sylabach mocno je zniekształca. Dłuższe wyrazy /trzysylabowe/ skraca np. samolot-lolot, samochód -mochód. Nie udaje się nam wysłuchać ani tym bardziej policzyć sylab w wyrazach. Przewiduję duże trudności w nauce czytania. Uważam, że trzeba będzie zastosować metodę czytania globalnego.

Październik 2004 rok.

Zauważam poprawę ogólnych możliwości Adama. Moja ocena różni się od oceny nauczycielek. Indywidualna praca mobilizuje go widocznie bo zaczyna momentami "błyszczeć". Ujawnia się jego dobra pamięć -pamięta, które obrazki w książce oglądaliśmy oraz układankę, którą układa pół roku temu. Zaczyna przeliczać elementy w zakresie dziesięciu, nazywać kolory. Układanka z sześciu elementów nie stanowi już dla niego problemu.

Jest zdecydowanie pogodniejszy, chętnie bawi się z dziećmi. Nareszcie mogę przeprowadzić z nim test prof. Balejko.

Wielu obrazków nie potrafi nazwać /są to słowa zupełnie mu nieznane/. Należą do nich: ul, gitara, filiżanka, źrebak, cielę, lampa, grabie, szczotka, drzwi, bałwan. Niektóre nazywa opisując do czego służą np. wiadro - "lewa wody" lub choinka - "kołaj".Są również takie, których tylko część wymawia np. traktor - "trak" czy parasol - "paszol".

Po nazwaniu przeze mnie nazw przedmiotów znajdujących się na poszczególnych obrazkach pokazuje je prawie bezbłędnie /myli się tylko przy tych, których dotąd nie znał/.Podczas badania inicjuje sam zabawę w grupowanie przedmiotów wg. jakiejś cechy np. koloru: wybiera prawidłowo wszystko co ma kolor czerwony, potem wszystko co jest niebieskie wreszcie to co zielone. Przy tej czynności nazywa wybierany kolor. Cieszy się bardzo, gdy go chwalę.

Grudzień 2004 rok.

Znowu następuje duży skok rozwojowy. Chociaż z mówieniem są nadal takie same problemy zaczynamy globalne czytanie. Używając początkowo tylko dwóch obrazków /dom, kot/ oraz dwóch napisów uczymy się je prawidłowo dopasowywać i prawidłowo odczytywać. Gdy są one utrwalone dodaję dwa następne - żaba i ryba. Kiedy i to opanowuje zaczynam systematycznie dodawać kolejne m in.: ul, krowa koń, pies, okno.

Pewnego dnia ułożyłam napisy ale nie zdążyłam wyłożyć wszystkich obrazków. Adam przygląda się temu co robię, nagle podnosi do góry napis "ul" i mówi "ula nie ma". Rzeczywiście nie położyłam jeszcze tego obrazka.

Innym razem, kładąc obrazki do napisu "koń" i "krowa", użyłam obrazków cielęcia i źrebięcia. Adaś nie szuka napisów tylko "po swojemu" mówi, że to jest źrebiątko a to cielątko.

Nadal jednak nie kontroluje swoich potrzeb fizjologicznych. Proszę nauczycielki o pilny kontakt z mamą i konsultuję swój pomysł z panią dyrektor. Chodzi mi o to, by przekonać mamę o konieczności zbadania syna w poradni specjalistycznej, która wreszcie zajmie się całościowo jego problemem tzn. zbada jego możliwości intelektualne, jego schorzenia /prawdopodobnie neurologiczne/, jego wadę wzroku i wreszcie najpoważniejszą wadę słuchu. Jeszcze w listopadzie obie z panią dyrektor rozmawiamy z matką, która pod naszym zdecydowanym naporem zgadza się na badanie.

Luty 2005 rok.

Adam jest po badaniach. Nie znamy wprawdzie ostatecznej, rozstrzygającej opinii poradni psychologiczno - pedagogicznej ale wiemy na pewno, że Adasia należy otoczyć troskliwą opieką i dalszy tok nauki powinien odbywać w małej grupie dzieci z możliwością indywidualnej pracy.

Czemu historię tego małego chłopca opisałam tak szczegółowo?

Przede wszystkim od momentu jego poznania poczułam się za niego w pewien sposób odpowiedzialna. Wiedziałam jak można mu pomóc i postanowiłam to zrobić a ponadto widziałam grożące mu niebezpieczeństwa, których nawet rodzice nie dostrzegali. Teraz wszystko w ich rękach. Mam nadzieję, że postąpią słusznie.

Nauczyciel, widzący czasem więcej i dalej powinien podejmować trudne wyzwania. Jego działania mogą przygotować takiemu małemu człowiekowi, jakim jest dziecko, warunki do godnego życia.
 

Opracowanie: Maria Masłowska

Zgłoś błąd    Wyświetleń: 965


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.


BAROMETR


1 2 3 4 5 6  
Oceń artukuł!



Ilość głosów: 0

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Dowiedz się więcej.