|
|
Katalog Joanna Juszczyk Język polski, Scenariusze "Przed sklepem jubilera" - scenariusz sztuki na podstawie dramatu Karola WojtyłyScenariusz sztuki na podstawie dramatu Karola Wojtyły pt. "Przed sklepem jubilera"Scena IScena pusta, jest ciemno, kilku statystów ubranych na biało lub czarno wykonuje jednakowe ruchy taneczne, muzyka zespołu "Tatu" - 30 Minutes z płyty "200 PO Vstriechnoy" (wstęp do piosenki zmiksowany do ok. 5 minut), ruchy: zbieranie gwiazdek, tj. stoimy w rozkroku unosimy najpierw jedną rękę, potem drugą, wkładamy gwiazdkę na dół z jednej ręki, potem z drugiej, każdy ruch ręki śledzimy wzrokiem; opieramy głowę o niewidoczne drzewo i idziemy w prawą stronę licząc do 8-u, potem w lewo to samo, rozkrok, ponownie zbieramy gwiazdki. Ten układ taneczny symbolizuje sięganie po miłość, proszenie o pomoc, poszukiwania. Scena II Na środku stoi zegar, Andrzej i Teresa stoją przodem do widowni, a bokiem do siebie, mówiąc uśmiechają się, w tle słychać nastrojową muzykę. TERESA Andrzej wybrał mnie i poprosił o moją rękę. Stało się to dziś między godziną piątą a szóstą po południu. Dokładnie nie pamiętam, nie zdążyłam spojrzeć na zegarek ani też dostrzec godziny na wieży starego ratusza. W takich momentach nie sprawdza się godziny, ale nawet gdybym pamiętała, że trzeba spojrzeć na zegar ratusza, nie mogłabym tego uczynić, musiałabym bowiem patrzeć ponad głową Andrzeja. Szliśmy właśnie prawą stroną rynku, gdy Andrzej odwrócił się i rzekł: "czy chcesz być moją towarzyszką życia?" Tak powiedział. Nie powiedział: czy zechcesz być moją żoną, ale moją towarzyszką życia. Było więcej przemyślane to, co zamierzał powiedzieć. Mówił to zaś patrząc przed siebie, jakby się lękał wówczas czytać w moich oczach, a równocześnie jakby chciał zaznaczyć, że przed nami jest jakaś droga, której kresu nie widać - jest lub przynajmniej może być, jeśli na jego prośbę ja odpowiem "tak". Odpowiedziałam "tak" - nie od razu, ale po upływie kilku minut. ANDRZEJ Doszedłem do Teresy drogą dość długą, nie odnalazłem jej od razu. Nie pamiętam nawet, czy pierwszemu naszemu spotkaniu towarzyszyło jakieś przeczucie lub coś w tym rodzaju. I chyba nawet nie wiem, co znaczy "miłość z pierwszego wejrzenia". Po pewnym czasie stwierdziłem, że znalazła się w polu mej uwagi, to znaczy, że musiałem nią się interesować. Widocznie było coś w Teresie, co odpowiadało mej osobowości. Miłość może być zderzeniem, w którym dwie osobowości uświadamiają sobie do głębi, że powinny do siebie należeć, chociaż brak nastrojów wrażeń. Stoją plecami do siebie, głowami zwróceni do widowni. TERESA Muszę przyznać, że oświadczyny Andrzeja były dla mnie czymś nieoczekiwanym. Nie miałam za prawdę powodu, by na nie liczyć. Zdawało mi się zawsze, że Andrzej czyni wszystko, abym była mu niepotrzebna i by mnie o tym przekonać. Jeżeli te oświadczyny nie zastały mnie całkiem nie przygotowaną, to dlatego że czułam, iż jakoś jestem dla niego i że chyba mogłabym go kochać. Dzisiaj więc, gdy Andrzej zapytał: (spoglądając na Teresę) ANDRZEJ Czy zechciałabyś zostać na zawsze towarzyszką mojego życia? TERESA Ja po upływie dziesięciu minut odpowiedziałam "tak", a po chwili spytałam go jeszcze, czy wierzy w sygnały. Na scenie stoją dwa krzesła tyłem do siebie, na nich siedzą Teresa i Andrzej. ANDRZEJ Teresa spytała mnie dzisiaj: Odwracają się do siebie twarzami. TERESA Andrzeju, czy wierzysz w sygnały? A gdy, zaskoczony tym pytaniem, Zatrzymałem się przez chwilę I spojrzałem zdumiony w oczy Mej - od kwadransa - narzeczonej. Ponownie odwracają się plecami. Od kilku lat szła obok mnie, a nie wiedziałem, Że to właśnie ona idzie i dojrzewa. Wzdrygnąłem się przyjąć to, Co najwspanialszym dziś jest dla mnie darem. Po kilku latach widzę to wyraźnie, Że drogi, które powinny się rozbiec, Zbliżyły nas właśnie do siebie. Scena III Ulica, gwar uliczny, zaprojektowana kamienica z oknem wystawowym, pełnym obuwia damskiego, przed wystawą stoi Teresa, Andrzej stoi z boku i przygląda się, później podchodzi do niej, odbijają się w wystawie, obok druga wystawa - sklep jubilera. ANDRZEJ Spotkałem Teresę, gdy przystanęła Przed wielkim oknem wystawowym, Pełnym damskiego obuwia. Stanąłem obok niej cicho i nieoczekiwanie - i nagle byliśmy razem po obu stronach wielkiej, przeźroczystej tafli I ujrzeliśmy swoje odbicia razem, Wystawa bowiem zamknięta jest od tyłu Wielkim, olbrzymim lustrem, Które odbija zarówno modele obuwia, Jak i ludzi przechodzących trotuarem, Zwłaszcza zaś tych, co przystanęli, Aby się przyjrzeć sobie lub butom. Gdy więc znaleźliśmy się nagle Po obu stronach wielkiego zwierciadła zapytałem: "o czym myślisz Tereso?" Zapytałem o to prawie szeptem, Bo tak zwykli mówić zakochani. TERESA Nie myślałam już wtedy o sygnałach. I nie myślałam właściwie o Andrzeju. Szukałam wzrokiem butów z wysokim obcasem. Wiele było butów sportowych, Wiele butów wygodnych na co dzień, Lecz najbardziej wodziłam wzrokiem Za butami na wysokim obcasie. Andrzej jest wyższy ode mnie na tyle, Że muszę sobie trochę dodać wzrostu - a więc jednak myślałam o Andrzeju, o Andrzeju i o sobie samej. Stają przed drugą wystawą sklepową z napisem "Jubiler". Potem jeszcze patrzyliśmy wspólnie Na witrynę sklepu jubilera, Gdzie w pudełeczkach Powleczonych wewnątrz aksamitem Spoczywały różne precjoza. Wśród nich były też obrączki ślubne. Spoglądaliśmy chwilę w milczeniu. Potem Andrzej ujął mnie za rękę I powiedział: Bierze Teresę za rękę. ANDRZEJ Wejdźmy, Tereso, wybierzemy dla siebie obrączki. Po chwili ANDRZEJ A jednak nie weszliśmy od razu. Zatrzymała nas nagle myśl, która - powstała równocześnie we mnie i w niej. Obrączki, które leżą na wystawie, Przemówiły do nas dziwnie mocno. Oto teraz są tylko wyborem ze szlachetnego metalu, Lecz tak będzie tylko do tej chwili, Gdy jedną z nich włożę na palec Teresy, A ona drugą na palec mej ręki. Odtąd zaczną wyznaczać nasz los. Będą przeszłość przypominać wciąż, Jakby lekcję, którą trzeba wciąż pamiętać. Nie weszliśmy więc zaraz do sklepu. Symbol przemówił. Zrozumieliśmy go równoznacznie. Patrząc na obrączki ślubne poddaliśmy się wzruszeniu bez słów. Oto jesteśmy razem. Potajemnie zrastamy się w jedno Za sprawą tych dwóch obrączek. Ktoś przemówił dość głośno za naszymi plecami. Wchodzi Ktoś i przemawia do nich, cichną odgłosy ulicy. KTOŚ To sklep jubilera. Cóż za dziwne rzemiosło. Produkuje przedmioty, które mogą Pobudzać do refleksji o losie. Na przykład pozłaca zegarki, które mierzą czas I mówią człowiekowi o zmienności wszystkiego, o mijaniu. Krzesła odwrócone przodem do siebie, Teresa mówi do Andrzeja, podkład muzyczny. TERESA Ktoś umilkł. Ten człowiek trafił jednak w pobliże naszych myśli. Staliśmy nadal w milczeniu. Pracowała jednak wyobraźnia. Widziałam już jak w zwierciadle siebie samą - gdy klęczę z Andrzejem w białej ślubnej sukni. On w czarnym garniturze. Gdy wchodziliśmy do drzwi kościoła, dorównywałam mu wzrostem na tyle, że nie było żadnej dysproporcji. Scena IV Przed sklepem jubilera, lada sklepowa ustawiona bokiem, na niej różne wyroby jubilerskie, pudełeczka. TERESA Stoimy wciąż przed tym sklepem, wybierając wspólnie nasz los. Lecz witryna stała się zwierciadłem naszej przyszłości - oto odbija jej kształt. ANDRZEJ Obrączki ślubne nie zostały na wystawie. Jubiler długo patrzył nam w oczy. Biorąc ostatnią już próbę szlachetnego metalu, Wypowiedział głębokie myśli, które w sposób przedziwny Utkwiły w mojej pamięci. JUBILER Ciężar tych złotych obrączek - to nie ciężar metalu, ale ciężar właściwy człowieka, każdego z was osobno i razem obojga. Ach, ciężar własny człowieka, Ciężar właściwy człowieka! Czy może być uciążliwszy, A zarazem bardziej nieuchwytny? Jest to ciężar ciągłego ciążenia Przykutego do krótkiego lotu. Lot ma formę spirali, elipsy - i formę serca... Ach, ciężar właściwy człowieka! Te pęknięcia, kiedy tak trudno odkleić serce i myśli. A wśród tego wszystkiego wolność - jakaś wolność, a czasem aż szał, szał wolności uwikłanej w ten gąszcz. I wśród tego wszystkiego miłość, Która wytryska z wolności Jak źródło z gleby przeciętej na ukos. Oto człowiek! Nie jest przejrzysty I nie jest monumentalny, I nie jest prosty, Raczej biedny Pomnóż to wszystko przez siebie (pomnóż ową wielkość przez słabość), a otrzymasz iloczyn ludzkości, iloczyn życia ludzkiego. Jubiler odchodzi w cień, wykonuje swoją pracę, później znów się pojawia. Andrzej i Teresa odwracają się do widowni. ANDRZEJ Tak mówił ów dziwny jubiler Biorąc próbę naszych obrączek. Potem jeszcze przeczyścił je irchą, Znowu włożył do tego puzderka, Które przedtem było na wystawie, Wreszcie zaczął obwijać w bibułę. Patrzył przy tym ciągle w nasze oczy, Jakby chciał wysondować nam serca. Czy miał rację mówiąc to wszystko? Czy to były również nasze myśli? Scena V Młodzi stoją przodem do siebie, prezentują wersję zaślubin przy marszu weselnym. Na krzesłach z boku sali leżą stroje ślubne, tj. suknia, welon, marynarka, koszula, krawat. Ubierają się. TERESA Więc stoimy odbici w witrynie Jak w zwierciadle chwytającym przyszłość: Andrzej bierze jedną z obrączek, Ja zaś drugą, podaliśmy sobie ręce - Mój Boże, jakież to proste. Cóż mogą myśleć ludzie zaproszeni na nasz ślub? Co myślą wówczas, gdy milczą - i kiedy przestaną mówić, Co będą myśleć nadal? Przed lustrem, odświętnie ubrani. ANDRZEJ Chociaż jeszcze staliśmy przed sklepem jubilera... niemniej jest rzeczą oczywistą, że witryna jego pracowni przestała być widowiskiem dla przechodniów, widowiskiem, w którym każdy bez wyjątku może wypatrzyć jakiś przedmiot dla siebie. Stała się ona natomiast zwierciadłem odbijającym nas oboje - Teresę i mnie. Więcej jeszcze - to nie było zwykłe płaskie zwierciadło, ale jakaś soczewka wchłaniająca swój przedmiot. Byliśmy nie tylko odbici, lecz wchłonięci. Odnosiłem takie wrażenie, jakbym był widziany i poznany przez kogoś, kto się ukrył w głębi tej witryny. Stoją przodem do widowni, przed nimi stoi duża rama od obrazu, oni mieszczą się w jej konturach. TERESA Widać w niej było dzień naszego ślubu. My oboje odświętnie ubrani, a poza nami wiele osób: to goście weselni. Witryna wchłonęła moją postać w różnych momentach i sytuacjach - a więc naprzód, gdy stałam, a potem klęczałam przy boku Andrzeja, gdy zamienialiśmy obrączki... Mam też takie przeświadczenie, iż odbicie nasze w głębi zwierciadła pozostało już na zawsze i nie można go stamtąd wydobyć ani usunąć. W chwilę później pomyślałam, że byliśmy obecni w głębi tego zwierciadła od początku - w każdym razie o wiele wcześniej niż stanęliśmy przed sklepem jubilera. Pojawia się jubiler, wkłada obrączki, ubrani odświętnie ANDRZEJ Jubiler zaś, jak już przedtem wspomniałem, patrzył na nas w sposób szczególny. Wzrok jego był łagodny zarazem i przenikliwy. Czułem, że tym wzrokiem wodzi po nas, dobierając i ważąc obrączki. Potem włożył je na prośbę nam na palce. Doznałem takiego wrażenia, jakby szukał wzrokiem naszych serc i zatapiał się w ich przeszłość. Czy przyszłość również ogarnia? Wyraz jego oczu łączył w sobie ciepło i stanowczość. Przyszłość dla nas pozostała niewiadomą, którą teraz przyjmujemy bez niepokoju. Miłość zwyciężyła niepokój. Przyszłość zależy od miłości. TERESA Przyszłość zależy od miłości. Patrzy na jubilera. ANDRZEJ W pewnej chwili raz jeszcze mój wzrok napotkał wejrzenie starego jubilera. Odczułem wówczas, że jego spojrzenie nie tylko sonduje nasze serca, ale równocześnie stara się coś przelać w nas. Znaleźliśmy się nie tylko na poziomie jego wzroku, ale też na poziomie jego życia. Całe nasze istnienie stanęło wobec niego. Wzrok jego dawał jakieś sygnały, których w tej chwili nie bylibyśmy zdolni odebrać w całej pełni, tak jak kiedyś nie umieliśmy dokładnie odebrać sygnałów w górach - a jednak one przeszły do samego wnętrza naszych serc. I jakoś poszliśmy w ich kierunku, bo oto przyoblekają się w osnowę całego naszego życia. TERESA Ogromnie długo staliśmy przed sklepem jubilera, nie czując czasu ani chłodu, jaki musiał nieść z sobą ów październikowy wieczór. W pewnej chwili jednak ocknęliśmy się - za naszymi plecami jakiś przechodzień wymówił głośno takie słowa: Wystawa oświetlona od wewnątrz. KTOŚ Jest już dość późno i sklepy pozamykano. Dlaczego świeci się jeszcze w pracowni starego jubilera? Powinien tez już zamknąć i wrócić do domu. Scena VI Układ taneczny jak w scenie I, muzyka "Tatu".
Opracowanie: Joanna Juszczyk Wyświetleń: 6567
Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione. |