Katalog

Maria Bartczak
Język polski, Scenariusze

"Poezja to jest złoty szerszeń co kąsa"

- n +

"Poezja to jest złoty szerszeń co kąsa"

Program ten przybliża niezwykle barwną postać Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, jego związki z leśniczówką "Pranie", miejscem wyjątkowym i bardzo ważnym dla poety. Teksty, które powstały tu na Mazurach są niezwykłej urody, pełne lirycznych wzruszeń, groteski, żartu poetyckiego, humoru ale także są jakby próbą poetyckiego podsumowania. Głównym i najważniejszym miejscem na scenie jest rama przypominająca okno, na parapecie lub przed tą ramą ustawione są czerwone pelargonie.
Recytatorzy mówiący tekst mają możliwość wykorzystać ten element scenograficzny. Narratorzy siedzą przy stoliku z boku sceny.
Realizacja programu zależy od możliwości lokalowych i finansowych zespołu.

"Poezja to jest złoty szerszeń co kąsa".
(Wieczór poświęcony twórczości K.I. Gałczyńskiego - scenariusz)

Ileż to lat, ileż lat trzeba chodzić
po dniach, po nocach, po schodach, po piętrach,
książkach, światłach, muzycznych instrumentach!
Po jakich drogach, co się w deszczu mylą,
zaplątują w niebieskich zachmurzeniach,
w ilu miastach z latarniami o, w ilu,
nieskończonych próbach, oczekiwaniach, doświadczeniach
ażeby znaleźć jakieś jedno zdanie,
które do serca komuś wejdzie i zostanie.
Parę słów ułożonych w dziecinny gwiazdozbiór..

Narrator I.
Długie lata, całe epoki trwało poszukiwanie przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego miejsca, gdzie mógłby dokonać poetyckiego zsumowania owych niespokojnych lat poszukiwań, tęsknot, nadziei.

Narrator II.
W swoich szalonych latach, rozpędzeniach, wędrówkach po świecie musiał przeczuwać poeta to miejsce ciszy, uspokojenia pełnego zespolenia się z przyrodą.

Narrator III.
Leśniczówka "Pranie"
Narrator I. dom z czerwonej cegły, porośnięty dzikim winem, wokół stare drzewa, a w dole jezioro Nidzkie.
Dom na wzgórzu. Z oknami dziesięcioma
w każdym oknie pelargonia nieruchoma
Dom ceglany w słońcu się rumieni
jakby wielkie jabłko na jabłoni.
Pelargonie stoją w równym rzędzie.
Dzikie wino zwiesza się wszędzie.
Powój pachnie. Pszczoły miód biorą.
W górze las. A w dole jezioro.
Wieczór. Świateł na podwórzu skąpo.
Wielki wóz przesuwa się nad pompą,
za nim gwiazdy, każda ze swą latarnią-
i podwórze jest jak planetarium.

Narrator II.
Życie jakie stało się udziałem Gałczyńskiego w tym niezwykłym miejscu,
tak odmienne od tego jakie prowadził dotychczas zaowocowało nową nutą...

Narrator III.
... potrzebą poszukiwania szlachetnej prostoty, docierania do głębi wiedzy
o sobie i o innych,

Narrator II.
...do istoty spraw małych i wielkich.

Lasy moje olsztyńskie,
jeziora mazurskie,
sianokosy i śniegi, co je dzik zakrwawia,
dziękuję wam za wszystko i pięknie pozdrawiam.
od Węgorzewa po Wiartel,
od Ełku do Ostródy,
witam sikorki w brzasku, a na sosnach dzięcioły
i w lutym, choć mróz trzaska, kwitnące jemioły.

Pokłon wam biję, chmurki
i wam, chyże pagórki,
żeście mi ułożyły rękę do pisania
i strunę odnalazłem, co srebrem podzwania.

Narrator III.
A struna była naprawdę wyjątkowej urody
Jeszcze tyle było by do pisania,
Nie wystarczą tu żadne słowa:

o wiewiórkach, o bocianach,
o łąkach sfałdowanych jak suknia balowa,
o białych motylach jak listy latające,
o zieleniach śmiesznych pod świerkami,
o tych sztukach, które robi słońce,
gdy się zacznie bawić kolorami,
i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie,
czy ma lat pięćdziesiąt czy dziewięć,
patrzy w las jak śmieszny rysunek
i przeciera oślepłe oczy,
dzwonek leśny poznaje, ćmę płoszy
i na serce kładzie mech jak opatrunek.

Narrator I.
Czy można sobie wyobrazić piękniejszy opis lasu?

Narrator II.
A przecież to zaledwie mały fragmencik poematu pt. "Kronika olsztyńska".

Gdybym tkaczem był, na imieniny
taką tobie utkałbym tkaninę:

W samym środku rozległe jezioro,
nad jeziorem gwiazd modrych kilkoro,
a na brzegu posępna olszyna,
na olszynie nieruchome ptaki,
a w zatoce zębate szczupaki,
księżyc, noc i gwarliwa trzcina.

Narrator III.
Ziemia mazurska pozwoliła poecie choć na trochę zapomnieć o kłopotach warszawskich, o udanej próbie konkurencji "odstawienia go na boczny tor."

Narrator I.
Na V zjeździe literatów Adam Ważyk nazwał poezję Gałczyńskiego "zdemolowanym kramikiem mieszczańskiego inteligenta"

Narrator II.
i oświadczył że:
"czas ukręcić łeb temu rozwydrzonemu kanarkowi".

Narrator III.
Na półtora roku wszystkie pisma zamykają dla poety szczelnie swoje łamy.

Narrator I.
 Pobyt nad jeziorem koi rany jak balsam.

Narrator II.
Sylwester 1951/52 spędzał Gałczyński z żoną Natalią, córką Kirą
i gospodarzami Prania nad zamarzniętym jeziorem.

Noc jak bas.
Księżyc wysoko jak sopran,
Gość u chmur ośnieżających drzewa-
zima, zima,
jaka tam zima!
skoro jak majowy słowik śpiewa.

Gdzieś wysoko ciemny wiatr przeleciał,
Księżyc wszystkie drogi porozświecał,
Wszystkie czernie w chmurach, szparach, wronach;
i trzy dzwonki z końskiej uprzęży
dzwonią jak zapomniane imiona.

Srebrną drogą przebiegł srebrny zając.
Srebrny promień podkradł się pod sowę.
Sowa patrzy. A tu płatki śniegowe
z nieba na ziemię spadają.

Jaka tam sowa-
to także księżyc.
A śnieg się ustatkował
I położył się, i leży;

patrz:
promieniowanie,
blask na śnie.
Ruszają się sanie.
Leży śnieg.

Za tobą, przed tobą
las i las.
Jak jabłko w ręku
czas.

Twarz. Cienie. Oczy. Z moimi zgasną.
To moja ręka. To twoja.
Rozłąka - ciemność. Twarz - jasność.
Twarz - twoja.

Twarz twoja. Dzwonki. Ze srebrnych łez.
Dzwonią. Daleko. Ciężko.
Twarz twoja mała. Twarz twoja jest.
Twarz twoja jest jak słoneczko.

Trzy dzwonki dzwonią. Imiona trzy.
Do domu już niedaleczko
Świerk strząsa śnieg na wesołe łzy.
Twarz twoja jest jak słoneczko.

Narrator III:
W ciągu trzech lat serdecznego związku Gałczyńskiego z leśniczówką "Pranie" powstaje poemat "Wit Stwosz", "Niobe", cykl wierszy "Ezop świeżo malowany", "Pieśni" i między innymi poemat satyryczny "Chryzostoma Bulwiecia podróż do ciemnogrodu." Pisanie tego poematu było dla Konstantego przyjemnością, zabawą.

Narrator I:
Bulwieć na sobie
Poprawił odzież:

-Teraz na pewno
jest w Ciemnogrodzie,
bo taka mżawka,
noc, pleśń, swąd, mrok, brud:

a jak Ciemnawka,
to i Ciemnogród.

Umył się. Z szynką
Zjadł trochę groszku
i na wizytę
udał się do szkół.

Ciekawe, co też
w tym Ciemnogrodzie
studiuje złota,
kochana młodzież.
Z katedry upiór
Zdobny siwizną

nauczał magii
i okultyzmu.

Inny profesor
(z łagodną twarzą)
miał kurs dywersji
i sabotażu.

Dyrektor szkoły
Wpółniewidomy,
twierdził, że WSZECHŚWIAT
JEST NIERUCHOMY:

że WSZYSTKO STOI,
NIE MA SPRZECZNOŚCI
bo bardzo lubił
NIERUCHOMOŚCI.
- Dziękuję! - Bulwieć
powiedział mistrzom
i poszedł zwiedzić
Ciemnogrodziszcze.

Narrator II:
Gałczyński stara się łączyć w całość artystyczną groteskę, ironię i powagę, co nie jest bardzo zrozumiałe dla ludzi jemu współczesnych.

Narrator III:
Przykładem niech będzie chociażby Teatrzyk Zielona Gęś, którego humor stał się zrozumiały dopiero po latach.

Teatrzyk Zielona Gęś:

"Straszny dziadunio"
"Złoty zegarek"

Narrator II:
Niedawno na łamach tygodnika "Przekrój" rozmawiali o pierwszych latach powojennych Jerzy Waldorf z Ludwikiem Jerzym Kernem.

Narrator III:
Wspominając tamte lata nie mogli pominąć Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i utworów, które właśnie wówczas drukowane były na łamach Przekroju.

Narrator I:
List z fiołkiem do tygodnika Przekrój
Exp.:
K.I. Gałczyński

Obywatelu Redaktorze!
Poezja to jest złoty szerszeń,
co kąsa, więc się pisze wiersze-
cóż, człowiek pisze tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze!

Jesień jest na Krakowie dzisiaj
i tyle kwiatów! Tyle brzoskwiń!
Wiaterek dmucha, słonko skrzy się,
więc chodzę śliczny i beztroski-
cóż, człowiek chodzi tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze!

Czy mam zmartwienia? Tak, czasami,
niewielkie, tak jak w niebie gwiazdy,
właściwie jedno (między nami),
że życie ukochałem nazbyt -
cóż, człowiek kocha tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze.

Więc kiedy przyjdzie dzień przeklęty,
Że śmierć utopi w czarnym winie
Wszystkie muzyczne instrumenty,
Kwiaty i wiersze, i brzoskwinie,
To przykro, lecz cóż płacz pomoże,
Obywatelu Redaktorze.

A jednak żal. Odejść nie łatwo.
Tak. Kończę wiersz ten ze łzą w oku.
Lecz może, dzięki mym kontaktom,
będę aniołem na obłoku?
Cóż, człowiek fruwa tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze.

Bibliografia:

Gałczyński K.I.: Wybór poezji. 1974.
Gałczyński K.I.: Poezje. 1966.
Gałczyński K.I.: Liryka i groteska. 1980. ISBN 83-07-00320-2.
Gałczyński K.I.: Siódme niebo. 1970.
Gałczyński K.I.: Serwus, madonna. 1984. ISBN 83-07-01029-2
Gałczyński K.I.: Liryka 1926-1953.1973.
Gałczyński K.I.: Dzikie wino. 1980. ISBN 83-207-0129-5.

 

Opracowanie: Maria Bartczak

Wyświetleń: 2402


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.