AWANS INFORMACJE Dla nauczyciela Dla ucznia LOGOWANIE


Katalog

Marek Głowacki
Lekcja wychowawcza, Artykuły

Czy umiemy rozmawiać z własnymi dziećmi?

- n +

Czy umiemy rozmawiać z własnymi dziećmi?

Wiele jest dzieci, które każdego dnia w domu, w szkole doznają wiele upokorzeń ze strony tych, którzy są im najbliżsi - rodziców, nauczycieli, a więc od tych, u których powinni znajdować pomoc i wsparcie. Nie wynika to wcale ze złej woli, ale z braku umiejętności porozumiewania się z dziećmi, sfrustrowania w wyniku zmagań z codzienną rzeczywistością, z braku świadomości, jak wielkie znaczenie maja nasze kontakty werbalne z dziećmi i młodzieżą - zarówno dla nich, jak i dla nas samych. Zachowanie dzieci jest ściśle zależne od naszego zachowania. Jeśli zatem oczekujemy zmiany postępowania w zachowaniu dzieci, musimy najpierw dokonać jej w sobie. Zdaję sobie sprawę z tego, że taki warunek może wstępnie wywołać u nas sprzeciw, bo tkwią w nas głęboko przekonania o powinnościach dorosłych i dzieci. Ważniejsze wydaje się nam to, jak dziecko się zachowuje, od tego, co ono czuje i przeżywa. Takie wzory wynieśliśmy z domu, gdzie też rzadko liczono się z naszymi uczuciami. Nikt nas nie uczył wychowywać dzieci, na ogół też nie uświadamiamy sobie, że ich agresja jest często odpowiedzią na naszą agresję, że nieposłuszeństwo, złość, irytujący i irracjonalny upór, kłamstwa są odpowiedzią na nasz krzyk, obelgi, groźby, czy kary. Zapominamy, że dziecko to niepowtarzalna osoba, mająca tak samo, jak my prawo do godności i szacunku. Nie możemy traktować własnych dzieci, jak materialnej własności na równi z samochodem, czy telewizorem, dbając jedynie o ich sprawne funkcjonowanie, bacząc, czy nie sprawiają kłopotowi, czy są źródłem dumy i dobrze nam "służą".

Wiele z rodzicielskich pasji koncentruje się na udzielaniu pomocy dzieciom w dopasowywaniu się do norm społecznych. Poświęcany dziecku czas nie może sprowadzać się do kontrolnych pytań, o to, czy zrobiło to lub tamto, do udzielania instrukcji jak należy postępować. Im bardziej na to wszystko nalegamy, tym większy nap9tyakamy opór. Z upływem czasu nasze dzieci postrzegają nas, jako wroga, który stale zmusza je do robienia tego, czego nie chcą, np. "idź spać"; "nie krzycz tak" itp. W ich oczach jawimy się też, jako ci, którzy stale czegoś zabraniają: "nie siedź tyle przed telewizorem"; "wyłącz ten komputer". Dzieci w takich sytuacjach przyjmują postawę sprzeciwu. Rozpoczyna się wówczas coś, co można określić mianem "walki wychowawczej", w której nader często z pozycji siły i przewagi nad dzieckiem sięgamy po niewłaściwy oręż, który sprowadza się do takich działań, jak:
- obwinianie i oskarżanie
- przezywanie i etykietowanie
- "kazania" i moralizowanie
- ostrzeżenia
- straszenie
- rozkazy
- postawa męczennika
- porównania
- sarkazm
- "proroctwa"

To, w jaki sposób mówimy do dziecka, jest tak samo ważne, jak to, co mówimy. Musimy starać się znaleźć język, który zapewnia poczucie własnej i cudzej godności. Należy zrezygnować przy tym z przekonania, że ponieważ jesteśmy dorośli to zawsze mamy rację. Dzieląc się z młodym człowiekiem własnymi autentycznymi uczuciami, znajdziemy rozwiązania wielu kwestii, które będą korzystne dla obu stron. Przy zaistniałym konflikcie nie musimy mobilizować sił jeden przeciw drugiemu. Dobrze jest wykorzystać raczej tę energie na poszukiwanie rozwiązań, które uwzględniają dwustronne oczekiwania i potrzeby.

W codziennych kontaktach w rodzinie, w szkole duże znaczenie ma naturalne poczucie humoru. Cecha ta jest wysoko ceniona zwłaszcza przez młodzież. Nie ma takich osób, które nie lubiłyby się śmiać. Nie może to jednak mieć nic wspólnego z postawą wyśmiewania kogoś, drwiną, czy bawieniem się czyimś kosztem.

Przekonując młodzież do swoich racji, albo oczekując wykonania określonej czynności, częstokroć bywamy nadmiernie "przegadani", wyrażając swoje obawy, złości, czy urazy. Młodzież z trudem znosi takie "wykłady", wyłączając swoją uwagę i wszystko odbija się, jak przysłowiowy "groch o ścianę", potęgując jeszcze bardziej naszą irytację. Lepsza jest rozmowa krótka i jasna. Nieraz cały wywód można zastąpić skutecznym stwierdzeniem faktu: "Michał - śmieci"

W naszym postępowaniu z dziećmi i młodzieżą zbyt łatwo sięgamy po system wymyślonych nieraz kar. Wielu rodziców i nauczycieli stosuje je dlatego, że nikt nie nauczył ich lepszego sposobu utrzymania dyscypliny. Zapominamy o własnych odczuciach z okresu swojego dzieciństwa, gdy sami byliśmy karani. Karanie nie jest efektywna metodą utrzymania dyscypliny. Frustruje dziecko i jednocześnie daje mu wzór do naśladowania i uczenia się zachowań agresywnych. Lepsze jest dla niego widzenie siebie jako uczestnika poszukiwania rozwiązań niż kogoś, kto przysparza problemów i zasługuje na karę. Na pewno każdy z nas zadaje sobie w tym momencie pytanie: "Co możemy uczynić zamiast wymierzania kary?"
- wyraźmy ostry sprzeciw, ale bez atakowania charakteru
- wyraźmy swoje uczucia i oczekiwania
- pokażmy dziecku, jak może naprawić zło
- zaproponujmy wybór
- pozwólmy odczuć dziecku konsekwencje złego
- wskażmy, w czym dziecko mogłoby nam pomóc

Kiedy widzimy, że któreś z dzieci coś zbroiło, pytanie: "Kto to zrobił?" powoduje zwykle ich deklarację niewinności, dlatego kiedy nas coś złości, bardziej pożyteczne jest wyrażenie tej złości niż uporczywe ustalanie winowajcy i wymierzanie kary, np. "Widzę na podłodze rozlany sok. Złości mnie to. Nie interesuje mnie, kto to zrobił, ale trzeba tu dobrze posprzątać"

Unikanie obwiniania i karania wyzwala w młodym człowieku zdolność skupienia się i wzięcia odpowiedzialności zamiast szukania odwetu. Wskazuje na to możliwość naprawienia szkody, zadośćuczynienia, dajemy szansę na odzyskanie dobrego mniemania o sobie samym, jako o godnym szacunku i odpowiedzialnym członku rodziny, czy społeczności uczniowskiej. Nie spieszmy się jednak z dawaniem dzieciom natychmiastowych rad, bo wtedy rozwiązujemy za nie problemy. Lepiej zachęcić je do własnych poszukiwań, które maja nie mniejszą wartość niż samo rozwiązanie, czy znaleziona odpowiedź, której można szukać, korzystając z zewnętrznych źródeł wiedzy.

Młodzież nazbyt często i głośno słyszy wkoło, co źle robi. Często obserwuje się nastawienie dorosłych na postrzeganie głównie negatywnych cech i zachowań. Nader często koncentrujemy się na tropieniu przewinień, nietaktów, słabości, niepowodzeń, by następnie w oddziaływaniu wychowawczym ograniczyć się do sumowania, wytykania, etykietowania, wydawania zbyt surowych werdyktów, np. "I co z tego, że otrzymałeś piątkę, kiedy wczoraj znów przyniosłeś uwagę
o niewłaściwym zachowaniu."

Takim postępowaniem nieświadomie ugruntowujemy w młodzieży przeświadczenie, że w życiu niezwykle ważna jest umiejętność dostrzegania zła, a wytykanie każdemu, w czym się potknął, co zrobił złego, co się komu nie udało staje się powoli podstawową zasadą określającą nasze relacje z ludźmi. Tym samym zatracamy szanse nauczenia młodego pokolenia zauważania i doceniania tego, co dobre
i piękne w nich, nas samych, w naszym otoczeniu, w życiu. Ucząc krytykanctwa, malkontenctwa, tłumimy radość życia i motywację do rozwijania własnych zdolności i umiejętności. Zbyt rzadko0 mówimy dzieciom, co robią dobrze.

Pochwały nie powinny jednak zawierać ukrytych poprzednich słabości lub niepowodzeń, np. "A więc w końcu napisałeś to starannie, nie tak jak wczoraj." Lepiej jest sformułować pochwałę tak, aby koncentrowała się na aktualnym osiągnięciu dziecka: "Bardzo starannie napisałeś ten tekst. Wszystkie litery są równe. To się nazywa wzorowe pismo." Pochwala i nagroda skuteczniej niż kara mobilizuje do wysiłku i zachęca do dalszych starań o sukcesy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo pozbyć się starych wzorców i nawyków. Warto jednak podjąć trud w celu przerwania kręgu błędów, przekazywanych z pokolenia na pokolenie i wyposażyć siebie i młodzież w umiejętność właściwego traktowania zarówno własnych potrzeb, jak i potrzeb dzieci, w umiejętność wyrażania naszej irytacji, czy złości bez oskarżania i wzajemnego obwiniania; w umiejętność, która czyni nas bardziej wrażliwymi na uczucia innych i pozwala komunikować się w atmosferze prawdziwego szacunku.

Bibliografia:
A. Faber i E. Mazlish (przeklad Mariola Więznowska) "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły." Poznań 2001 "Media Rodzina"

 

Opracowanie: Marek Głowacki

Zgłoś błąd    Wyświetleń: 890


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.


BAROMETR


1 2 3 4 5 6  
Średnia ocena: 1



Ilość głosów: 1

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Dowiedz się więcej.