|
|
Katalog Agata Kaczmarek Język polski, Scenariusze "Zemsta" A. Fredry - scenariusz przedstawienia szkolnegoScenariusz przedstawienia "Zemsta" A. FredryNarrator:Pragniemy przedstawić Wam drodzy widzowie bohaterów, którzy ciągle bawią i są nam bliscy.. Pokażemy obrazki z życia osiemnastowiecznej szlachty, pełnej gwałtowności, szlacheckiej buty i temperamentu. Głównych bohaterów "Zemsty" Aleksandra Fredry los skazał na mieszkanie we wspólnym domostwie. Toczą nieustanny spór o mór graniczny. Kieruje nimi sąsiedzka nienawiść, zawziętość i przekora. Pewnego razu Cześnik wpada na pomysł poślubienia Podstoliny, a misję swata powierza Papkinowi. Wchodzi Dyndalski, zapala świece na kominku, odkurza, dokłada do kominka. Za nim Cześnik. Cześnik: Piękne dobra w każdym względzie. Lasy, gleba wyśmienita. Dobrą żoną pewnie będzie? Co za czynsze - ta kobita! Trzy folwarki!!! Dyndalski: Miła wdowa, tylko że to jaśnie panie w małżeńskim ciężko stanie! Pan zaś mówiąc między nami masz pedogrę! Cześnik: Eee, czasami... Dyndalski: Kurcz żołądka! Cześnik: Po przepiciu! Dyndalski: Reumatyzmy jakieś łupią! Cześnik: Ot, co powiesz wszystko głupio! Tu mankament nic nie znaczy, wszak i u niej coś w ukryciu. Byle tylko w dalszym życiu była kwita. Wbiega Papkin, nalewa sobie wina, łamie chleb i kiełbasę. Zachowuje się bardzo zuchwale. Papkin: Bóg z waszmością mój Cześniku, pędząc cwałem na rozkazy, zamęczyłem szkap bez liku, wywróciłem się sto razy, tak że z nowej mej kolaski gdzieś po drodze tylko trzaski! Cześnik: Ależ cicho, a bezbożny ty języku i tyrkotny i kłamliwy! Tu mieszkamy jakby sowy, lecz co gorszy, że połowy drugiej zamku czart dziedzicem! Rejent Milczek. Słodki, cichy z kornym licem, ale z diabłem z diabłem w duszy. Lecz potrzebne i układy, więc dlatego wybrał ciebie, będziesz posłem tam w potrzebie. Papkin: Za ten honor ściskam nóżki, wielki czynisz swemu słudze, ale nazbyt jestem srogi. Zamiast zgody wojnę wzburzę! Cześnik: Czym ja zechcę Papkin będzie, bo mnie Papkin słuchać musi. Już się stało. Teraz inne dał zlecenie. Mości Papkin, ja się żenię!!! Ty więc musisz swoją mową... Papkin: Jest już twoją! Daję słowo, chcesz przysięgnę, masz już żonę, bo ja szczęście mam szalone. Tylko spojrzę każda moja. A na każdą spojrzeć umiem! Idę. Cześnik: Dokąd?! Papkin: Prawda, nie wiem! Cześnik: Podstolina... Papkin: Już rozumiem. Tu ją czekaj, ani słowa! Za godzinę jest gotowa. Cześnik odchodzi, Papkin zostaje na scenie sam. Znać dać muszę, że tu jestem. Ach, jak anioł śpiewam ładnie! Córuś moja, dziecię moje, co u ciebie szepce? Pani matko dobrodziejko kotek mleko chłepce. Oj kot, pani matko, kot, kot narobił mi w pokoiku łoskot. Podstolina: Wszak mówiłam albo koty, albo Papkin nam się zjawi. Papkin: Żartobliwa, pełna weny Podstolina! Sługa, sługa uniżony. Podstolina: Cóż sprowadza w nasze strony? Papkin: Miłe wszystkim nam zdarzenie. Podstolina: Tym zdarzeniem? Papkin: Twe zamęście. Pozwól pani Cześnikowi gratulacje niechaj złożę. Podstolina: A rozumiem, od Cześnika mam zlecenie. Więc to jego mam być żoną. Cieszyłby się z odpowiedzi. Schodzą oboje ze sceny. Wchodzi Papkin, który myszkuje za jedzeniem. Niespodziewanie wchodzi Cześnik. Cześnik: Cóż u czarta, ty spokojny kiedy Rejent mnie napada! Papkin: Cóż się stało? Cześnik: Mur naprawia, mur graniczny trzech murarzy, on rozkazał, on się wazy!!! Mur graniczny, trzech na murze, trzech wybiję, a mur zburzę!!! Narrator. Rozpoczyna się kłótnia o prawo naprawy muru. Klara, synowica Cześnika i młody Walery Rejentowicz zakochują się w sobie bez pamięci. Na przeszkodzie stoi sąsiedzka nienawiść. Klara: Bliski nasze pomieszkania, bliski serca ach, a przecie tak daleko na tym świecie. Wacław: Tylko twoja wola zmieni, co się zdaje nie do zmiany. Klara: Czegoś trzeba, mów? Wacław: Zamęścia. Jedno słowo! Klara: Już ci dane. Razem schodzą ze sceny. Narrator: Tymczasem popędliwy Papkin ciągle poszukuje przygód, a serca swoje gotów jest oddać każdej zamożnej szlachciance. Na scenę wchodzi Papkin i Klara. Papkin: Przyjmij śluby! Klara: Hola! Teraz lata próby. W nich dowody. Posłuszeństwa chcąc dać miarę milczeć trzeba sześć miesięcy. Papkin: Nic nie gadać?! Klara: Tak. Wytrwałości zaś - o chlebie i o wodzie rok i dni sześć! Papkin: Jestem w grobie! Ale zawsze twoim sługą. Klara: Zaś śmiałości w tym sposobie da mi dowód, kto dać zechce, w oddalonej stąd krainie jadowity potwór słynie - najmężniejszym trwogą bywa - krokodylem się nazywa. A kto spełni, co ja każę, ten powiedzie przed ołtarze! Tylko tego będę żoną. Papkin: Krokodyla? Tylko tyle. Dawniej młoda panieneczka mile rzekła kochankowi daj mi luby kanareczka, a dziś każda swemu powi: jeśli nie chcesz mojej zguby krokodyla daj mi luby! Papkin schodzi ze sceny. Narrator: Przebiegliwy Rejent chce zniszczyć miłość młodych i udaremnić schadzki, wiedząc, że w ten sposób dopiecze do żywego Cześnikowi. Chce ożenić Wacława z goszczącą w jego domu podstoliną. Na scenę wchodzi Wacław i Rejent. Siadają przy stole. Rejent: W czas przychodzisz drogi synu! Pomówimy słówek parę. Wacław: Zezwól zatem abym z Klarą...?! Rejent: Być nie może żadną miarą!. Cześnik burda, ja spokojny. Wacław: Lecz cóż Klara temu winna, że czasami stryj szalony? Rejent: Czy tam winna, czy nie winna innej waści trzeba żony i serdeńko będzie inna! Wacław: Ach mój ojcze, wyrok srogi! Rejent: Nieodmienny synku drogi.! To się zdaje. Podstolina ta jedyna, ta kochana - teraz bawi u Cześnika. Wacław: Zaręczona Cześnikowi? Rejent: Zapytałem ją w tej mierze, a jeżeli Bóg pozwoli, przyjmie rękę mego syna. Wacław: Lecz nie przyjmie syn jej ręki! Rejent: Syn posłuszny Bogu dzięki. Zapada kurtyna. Wchodzi narrator. Narrator: Tymczasem Papkin próbuije odegrać rolę bohatera w domu Rejenta. Cześnik wysyła go z misją, aby powiadomił odwiecznego wroga o wezwaniu na pojedynek. Miała się polać krew. Przy stoliku siedzi Rejent i pisze. Wpada Papkin. Papkin: Wolnoż wstąpić? Rejent: Bardzo proszę. Kogom zyskał zaszczyt witać? Papkin: Jestem Papkin - lew północy, dusz wojny, wróg pokoju. Jestem Papkin. Jednym słowem, krótko mówiąc, kula ziemska zna Papkina!!!. Teraz bratku daj mi wina! Cienkusz, istna lura panie bracie, cóż lepszego tu nie macie? Mętne, kwaśne nad pojęcie, istna lura mój Rejencie! Rejent: Cierpliwości wiele trzeba, niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba!. Pozwól spytać panie drogi, gdyż nieznana mi przyczyna, co w nikczemne moje progi marsowego wiedzie syna? Papkin: Co, chcesz wiedzieć? Rejent: Proszę o to. Papkin: Więc stoję tu wiedz niecnoto stronę jaśnie wielmożnego Cześnika Raptusiewicza, co go ranka dzisiejszego twych służalców sprośna dzicza w jego zamku napaść śmiała! Rejent: Proszę o to, mówże waszmość trochę ciszej, jego sługa dobrze słyszy. Ależ bo mnie głowa boli. Papkin: Jesteś trochę nadto żywy. Nie wiedziałem, Bóg mi świadkiem, że tak bardzo słuch masz tkliwy. Więc Cześnika prośba niesie, abyś waszmość u trzech kopców w starym lesie stanął z szablą do rozprawy. Rejent: Żegnam!!! Papkin: Papkin nóżki ściska. Za przyjęcie dzięki składa. Rejent: Nie ma za co. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. Zapada kurtyna. W przerwie muzyka. Cześnik: Jesteś przecie! Papkin: Przyjął grzecznie, prosił siedzieć dodał wina. Cześnik: Otruł pewnie! Papkin: Jak to, co to??? Cześnik: I cóż dalej? Papkin: Otruł mówisz?! Cześnik: Z tą niecnotą nie ma żartów mocium panie! Papkin: Tu coś boli, oj, aj, piecze! Ach to wino, takie męty... O zbrodniarzu, o przeklęty!. Taką piękną niszczysz różę. Wchodzi Dyndalski. Dyndalski: Kto by się tam i łakomił na waszmości nędzne życie?. Po księdza posłać trzeba. Proszę, proszę, to niecnota! Dyndalski wychodzi. Papkin: Umrzeć, umrzeć wielkie nieba! Tak, połknąłem, mam truciznę, już się z tego nie wyślizgnę. Odchodzi zalewając się łzami. Kurtyna zapada. Narrator: A któż z nas nie pamięta sceny pisania listu do Podstoliny przez sługę Dyndalskiego. Cześnik, aby zrealizować swe zamiary, przystępuje do dzieła. Przy stoliku siedzi Dyndalski, Cześnik chodzi po pokoju i dyktuje list Dyndalskiemu. Cześnik: Teraz trzeba pisać właśnie, jakby Klara do Wacława. Dyndalski: O, O!!! Cześnik: No cóż, o, o?! Maczaj pióro, pisz i kwita. Bardzo... co tu jest? Dyndalski: Be! Cześnik: To?! Dyndalski: Be duże! Akapite jaśnie panie! Cześnik: Be to kreska, gdzie dwa brzuszki? Be, Be duże - kto pomyśli, może zgadnie. No, no pisz waść, a dokładnie! Bardzo proszę mocium panie, mocium panie, me wezwanie mocium panie wziąć w sposobie, mocium panie wziąć w sposobie, jako ufność ku osobie, mocium panie, ufność pana, która lubo mało znana... co to jest?! Dyndalski: Żyd jaśnie panie. Wnet w literę go przerobie. Cześnik: Jak mi jeszcze kropla skapie, to cię trzepnę tak po łapie, że proformę wspomnisz sobie! Dyndalski: Bardzo proszę mocium panie... Cześnik: Niech cię czarci chwycą z taką pustą mózgownicą!!! Mocium panie cymbał pisze. Idź do akta. Schodzą obaj ze sceny. Cześnik okłada Dyndalskiego kuksańcami. Zapada kurtyna. Papkin: O mych myśli ty boginio, o ty jedna litościwa! Klara: Cóż się stało? Papkin: Już nie żyję! Klara: Stracił zmysły do ostatka?! Papkin: Ten testament wręczę tobie, racz posłuchać jako matka i zapłakać na mym grobie. Ja Józef Papkin, syn mego ojca Jana Papkina, będąc zdrów na ciele i umyśle, ale nie mogąc wiedzieć, kiedy umrę oczywiście, bo jestem otruty przez Rejenta w lampce wina, robię ten testament - czyli ostatnie rozporządzenie mojego ruchomego i nieruchomego majątku. Nieruchomym rozporządzać nie mogę, bo go nie mam. Ruchomości zaś rozdaję tej, którą zawsze kochał, czcił, szanował i ubóstwiał - Klarze Raptusiewiczównie. Klara po cichutku wycofuje się do wyjścia. Papkin, gdy zorientował się, że został sam, odchodzi ze spuszczoną głową. Zapada kurtyna. Narrator: Akcja zmierza ku końcowi. Otóż Cześnik zajęty podstępnym ożenkiem Wacława z Klarą, zapomina o wyznaczonym pojedynku. Rejent rozgniewany i urażony wkracza do zamku wroga. Tu dopiero czeka go niespodzianka. Rejent rozgląda się po komnacie, oczekuje na służbę. Zjawia się Dyndalski. Rejent: Dobry wieczór panie bracie. Cóż to dżumę w zamku macie? Nie ma komu odpowiedzieć pan czy w domu?! Dyndalski: Jest do usług. Rejent: Rzecz ciekawa, Cześnik wyzwał mnie na rękę, acz nie moja to zabawa, rzekłem jednak: Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba. I wyszedłem i czekałem. Tak, czekałem nadmiernie. Naglę rozmowę przerywa wiwat zza sceny. Wszyscy: Wiwat, wiwat państwo młodzi!!! Powtarzają wiwat. Rejent: Któż wesele tu obchodzi? Dyndalski: Rejentowicz....! Wbiega na scenę Wacław z Klarą i proszą o błogosławieństwo Rejenta. Klękają przed nim na kolana. Wacław: Ach, mój ojcze! Klara: Ach, mój stryju niech się skończy ta zawiłość! Podstolina: Mam, że wierzyć, co się stało Wacław z Klarą?! Rejent: Oszaleję!!! Klara: Nie opieraj się już więcej, swego gniewu zwalcz ostatki, pobłogosław swoje dziadki. Rejent: Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. Cześnik: Niechże będzie dziś wesele, równie w sercach, jak i w dziele! Mocium panie z nami zgoda!!! Razem: Zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda!
Opracowanie: Agata Kaczmarek Wyświetleń: 15201
Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione. |