AWANS INFORMACJE FORUM Dla nauczyciela Dla ucznia LOGOWANIE


Katalog

Grażyna Krzemińska, 2017-08-25
Lublin

Język polski, Artykuły

RZECZYWISTOŚĆ SZKOLNEGO ŻYCIA W„MADAME” ANTONIEGO LIBERY

- n +



Madame Antoniego Libery jest rodzajem „pamiętnika z okresu dojrzewania”, w którym autor z dużą dozą ironii (o czym sam mówi) przedstawia atmosferę lat sześćdziesiątych w okresie PRL – u. Oczywiście jest to tylko tło do opowiedzenia historii najistotniejszej, czyli kształtowania się świadomości młodego człowieka, przyszłego twórcy i roli, jaką odegrała w tym moc słowa.
Szkoła, w której rozgrywa się akcja powieści Antoniego Libery, potraktowana jest groteskowo. Tu też - jak u Gombrowicza – „upupia się” uczniów, wtłacza się ich w gotową formę. Środowisko to jest miniaturą ówczesnego państwa, więc i tutaj znajdziemy przykłady zniewalania młodych ludzi. Wśród nauczycieli dominują ci, którzy wiernie służą partii i przede wszystkim poddają indoktrynacji swoich uczniów. To jest ważniejsze nawet niż przekazywanie wiedzy. Są to ludzie mali, zastraszeni, brakuje wśród nich indywidualności, które mogłyby przyciągnąć i zafascynować młodzież. Królują zaś tacy jak znienawidzony wicedyrektor Soliter, który wszędzie dopatruje się podstępu, nieprawomyślności, czy - jak w przypadku scenariusza przedstawienia teatralnego - tendencyjności. Okazuje się bowiem, że montaż stworzony przez głównego bohatera, a zatytułowany „Cały świat to scena” jest wysoce podejrzany, bo brakuje w nim „dziwnym trafem” Czechowa, Gogola, Tołstoja, wielkich mistrzów Związku Radzieckiego. Dominują zaś teksty z literatury zachodniej, klasyka, którą wicedyrektor kwituje pytaniem: „ Dlaczego to takie ponure?” (M, s. 19). Każdy zdrowo myślący nauczyciel, widząc tak szerokie zainteresowania swoich uczniów, którzy potrafią na nowo odczytać Antygonę, dramaty Szekspira i Moliera, Fausta Goethego czy Końcówkę Becketta, zareagowałby wręcz odwrotnie. Tutaj jednak jakakolwiek forma własnej aktywności odbiegająca dodatkowo od programu lektur szkolnych jest z góry negowana. Oprócz literatury radzieckiej liczy się tylko twórczość ojczysta i to odpowiednio skomentowana, bo - jak stwierdza Soliter – „Na lekcji jest nauczyciel, który tłumaczy (...) , co autor miał na myśli.” (M, s. 20) I znów pobrzmiewa tu słynne Gombrowiczowskie zdanie: „ Słowacki wielkim poetą był.” wtłaczane do głów nieszczęsnym uczniom przez jeszcze bardziej nieszczęsnego profesora Bladaczkę.
Samodzielność myślenia i indywidualizm tępione są jak najgorsze przewinienia. Cała szkoła i program nauczania są nastawione na wykształcenie „prawego obywatela”, a zatem obywatela posłusznego i bezmyślnego jednocześnie.
Na uwagę zasługuje zwłaszcza obraz historii przedstawiony na lekcjach i różnego typu akademiach. Dominują tu liczne przekłamania, fałszowanie wydarzeń, ich nowa, wygodna dla władzy interpretacja. I tak „ (...) Rewolucja rosyjska była «przełomem w dziejach». (...) To właśnie dzięki niej uciemiężone ludy jęły podnosić głowę i walczyć o swoje prawa, a Polska odzyskała państwowość i niepodległość, którą, poniekąd słusznie, straciła była na skutek «sobiepaństwa wielmożów» i «rozwydrzenia szlachty», czyli przez złe z istoty «klasy posiadające».” (M, s. 153) Wojna polsko – bolszewicka w wydaniu historyków tamtego okresu przedstawiała się zaś tak: „ Polscy jaśniepanowie, pod wodzą J, Piłsudskiego, burżuja, nacjonalisty i kontrrewolucjonisty, zamiast okazać wdzięczność Republice Radzieckiej za obalenie caratu, podjęli przeciw niej wojnę, którą psim swędem wygrali.” (M, s. 153) Nie inaczej interpretowano napaść na Polskę 17 września 1939 roku, kiedy to „ Wielki Kraj Rad (...) poradził sobie ze złem. Naprzód zajął pół Polski, ratując przynajmniej tę część od barbarzyńskiej napaści , a później gdy napastnik poważył się iść dalej, zmusił go do odwrotu i zagnawszy do domu, powalił i uśmiercił.” (M, s.154)
„Historia wzięta na łoże tortur «akademii ku czci»” wypadała jeszcze gorzej. Teksty przemówień pełne były sprzeczności, które każdy inteligentniejszy uczeń dostrzegał. Wszystko przedstawiano z patosem, tak jak w przypadku akademii poświęconej wojnie domowej w Hiszpanii, wzbogaconej cenionymi wtedy wierszami Broniewskiego: „ Cześć i dynamit” czy „ No pasaran”. „ Upiorniejsze od tego (komentuje bohater – G.K.) były jedynie rytualne wielogodzinne apele z okazji kolejnych rocznic wybuchu Rewolucji Październikowej.” (M, s. 167)
Do tego, by sławić osiągnięcia Związku Radzieckiego, dobre były wszystkie sposobności. I tak napisane na lekcję francuskiego wypracowanie Agnieszki Wąsik, „prymuski” (stworzone nota bene przez jej ojca podpułkownika lotnictwa polskiego), które miało dotyczyć astronomii, okazało się peanem na cześć kosmonautów radzieckich, głównie zaś Jurija Gagarina.
W takiej atmosferze uczniowie wyrastali na szarych, przeciętnych, pozbawionych indywidualizmu ludzi. Ich zainteresowania skupione były na tak zwanej sferze zakazanej, czyli paleniu, piciu i sekretach życia płciowego człowieka. Obok „kujonów” prym wiedli „grubiańscy dowcipnisie” ożywiający się dopiero na przerwach między kolejnymi nudnymi lekcjami.
Śmiałe poglądy były rzadkością. Świadczy o tym choćby wystąpienie Rożka Goltza na jednej z lekcji francuskiego. Miał on na tyle odwagi, by krytycznie odnieść się do znanego kompleksu Polaków i stwierdzić, że pochodzenie Kopernika, Chopina – tych „arcy – Polaków” jest przecież niejasne. A przy tym nie samo pochodzenie decyduje o wielkości człowieka. Jego kontrowersyjna postawa została co prawda skrytykowana i jedynie dzięki liberalnemu podejściu do sprawy dyrektorki pozostał on w szkole.
Jedyną organizacją szkolną działającą legalnie był Związek Młodzieży Socjalistycznej. Tu kształcili metody działania młodzi ideowcy, którzy potem w przyszłości mieli objąć „rząd dusz”. Niewielu jednak młodych ludzi przystępowało do tej grupy z przekonania. Dla jednych był to przymus, dla innych możliwość wybicia się ponad przeciętność. Do tej drugiej grupy należał niewątpliwie Jakub Bolesław Kugler, nazywany w szkole Karakanem – przeciwnik ideowy głównego bohatera. Był to chłopiec arogancki, przekonany o własnej wyższości, uzurpujący sobie prawo do roli przywódcy. Charakterystyczny był jego sposób mówienia, łudząco podobny do przemówień działaczy partyjnych. Ta nowomowa widoczna była w sformułowaniach takich jak: „ Otóż zależy nam, by owe umiejętności nie leżały odłogiem, lecz mogły się rozwijać, a wy byście z nich czerpali stosowną satysfakcję.” (M, s. 168) czy „Chodzi o to, (...) byście waszych zdolności użyli dla dobra ogółu.” (M, s. 169) Właśnie tym rzekomym „dobrem ogółu” kierował się Kugler, organizując akademię ku czci wojny domowej w Hiszpanii. Robił to – jak sam twierdził – na wyraźną prośbę szkolnej społeczności, co oczywiście było ewidentnym kłamstwem.
Tym, którzy nie chcieli działać w ZMS – ie, pozostawały jeszcze domy kultury. I te jednak były tworem sztucznym. Odbywały się tam zazwyczaj zebrania „aktywów”, wieczorki dla emerytów, bądź potańcówki dla niepokornej młodzieży. Miejsca te nie miały w praktyce żadnego związku z nawet szeroko rozumianą kulturą, były raczej – jak stwierdza bohater – „formą kulturalnej pańszczyzny”.
Większość młodych ludzi żyjących w takich czasach odczuwała bezradność. Nieliczni potrafili urzeczywistniać swoje marzenia.

Zgłoś błąd    Wyświetleń: 0


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.


BAROMETR


1 2 3 4 5 6  
Oceń artukuł!



Ilość głosów: 0