AWANS INFORMACJE FORUM Dla nauczyciela Dla ucznia LOGOWANIE


Katalog

Małgorzata Wierzbicka, 2014-05-29
Dorohusk

Muzyka, Artykuły

Analiza "Podróży zimowej " Szuberta

- n +

Małgorzata Wierzbicka

Winterreise – cykl 24 pieśni Schuberta

Franciszek Schubert (1797-1828) to jeden z twórców niemieckiej pieśni romantycznej. Skomponował ponad 600 pieśni, z których do najświetniejszych, obok „Pięknej Młynarki”, należy cykl zatytułowany „Podróż Zimowa” (niem. Winterreise). „Podróż zimowa” jest zbiorem jednolitych w nastroju pieśni, które w światowej liryce muzycznej są jednym z najbardziej wstrząsających dokumentów cierpienia. Można jednak powiedzieć, że kompozytor zachował powściągliwość w okazywaniu bólu i namiętności. Z pewnością zgodnie z założeniami filozofii romantyzmu, uchwycił wyraz nieszczęśliwej, niespełnionej, nieodwzajemnionej miłości, samotności oraz wyobcowania.
Jest to arcydzieło liryki wokalnej, sprawiające wrażenie niezwykle osobistego, skomponowane do tekstów Wilhelma Müllera, poety zaprzyjaźnionego z kompozytorem. Sam Müller tak mówił o sobie:
Nie mogę ani grać, ani śpiewać (…) Ale kiedy ja komponuję mój wiersz, śpiewam...
Poezja Müllera wywarła duże wrażenie na Schubercie, który w lutym 1827 roku skomponował pierwsze pieśni z cyklu „Winterreise”, latem i jesienią tego samego roku powstały następne. Przepełnione cierpieniem i rozpaczą wiersze Müllera odpowiadały nastrojowi Schuberta, choć jego przyjaciele nie domyślali się prawdziwego stanu ducha kompozytora. Poważne kłopoty zdrowotne i stany przygnębienia, jakkolwiek głęboko skrywane, nasuwały myśli o rychłej śmierci, która istotnie nadeszła w listopadzie następnego roku, zabierając zaledwie 31-letniego kompozytora.
Poszczególne utwory mają następujące tytuły: „ Gute Nacht”, „Wohin?”, „ Gefror’ne Thränen”, „Erstarrung”, „Der Lindenbaum”, „Wasserfluth”, „ Auf dem Flusse”, „ Rückblick”, „Irrlicht”, „Rast”, „Frühlingstraum”,” Einsamkeit”, „ Die Post”, „Der greise Kopf”, „Die Krähe”, „Letzte Hoffnung”, „Im Dorfe”, „Der stürmische Morgen”.
Cykl „Winterreise”, op. 89, D 911 po raz pierwszy sam Schubert zaśpiewał swym przyjaciołom. Uprzedził ich, że to są pieśni straszliwe. Nie spodobały im się. Poczuli się niemile zaskoczeni. Niektórzy dostrzegli zalety tylko jednej pt. „Lipa” (Der Lindenbaum), na co kompozytor oświadczył:
Te pieśni podobają mi się bardziej niż inne – i wam spodobają się one wkrótce. Istotnie tak się stało, a słuchacze byli zachwyceni i wstrząśnięci.
I tak właśnie objawiła się światu „Podróż zimowa” - cykl pieśni Schuberta do słów Wilhelma Müllera.
Ich słowa opowiadają o zimowej wędrówce nieszczęśliwego chłopca odtrąconego przez dziewczynę i jej rodziców. Faktycznie jest to muzyka wstrząsająca, jednak tragizm chłopaka to tylko zapowiedź nieuniknionego złego zakończenia, zwiastun katastrofy. W „Królu Olch” nieomylnym sygnałem, iż rozgrywa się tragedia, jest motyw akompaniamentu, niewzruszony, natarczywy, nieubłagany. „Małgorzata przy kołowrotku” staje się dziełem tragicznym za sprawą tego właśnie kołowrotka, imitowanego przez akompaniujący fortepian. Pieśni „Podróży zimowej” są inne. Tam już niczego się ani nie zapowiada, ani nie przeczuwa. Tam już z miejsca jesteśmy w samym środku bólu, rozpaczy, cierpienia.
Piotr Wierzbicki w swoim artykule pisze:
Bólu, rozpaczy, cierpienia nie wyśpiewa się najbardziej wymowną kantyleną. Trzeba to wyjęczeć, wystękać, wywrzeszczeć. Schubert jest w swoim żywiole. Miał zawsze na pieńku z formą, z dystansem, z wykalkulowaną sztucznością, bez której się nie obędzie doskonała symfonia, zwarta fortepianowo sonata. Komponował z reguły muzykę ekstremalnie szczerą, naiwną, taką od serca. Z różnym skutkiem. Ale teraz wolno mu być sobą. Tym bardziej, że to są właśnie pieśni, gatunek, w którym czuł się zawsze najlepiej, w którym odnalazł swój styl.
Następnie dodaje:
Bólu, rozpaczy, cierpienia nie wyrazi się potoczystą mową ani wdziękiem. Pieśni "Podróży zimowej" są amorficzne, narracja rwie się co krok, muzyka co rusz ustaje, chwilami - źle to pewnie zabrzmi, ale po prostu nie ma lepszych słów - sączy się jak krew z nosa. Co prawda Schubert nie byłby sobą, gdyby tam czasem nie wcisnął czegoś miłego: jakiś sielankowy początek (który zaraz ustąpi miejsca groźnym zgrzytom), jakieś nagłe (gdy słowa tekstu dają ku temu sposobność) przejście z moll w dur, jakiś nieoczekiwany wdzięczny zaśpiewik jakby żywcem wyjęty z innych pieśni.
Niektórzy uważają, że Schubert nie był nigdy kompozytorem duchowej harmonii, równowagi, środka. Poruszał się na skrajnościach: jeśli się nie śmiał, to płakał. Skomponował całą masę rozrywkowych błahostek. Reszta to już tylko albo najgorsze przeczucia, albo ich fatalne się ziszczenie, natomiast „Podróż zimowa” stanowi tego kres.
Istotnym jest, że pieśni „Podróży zimowej” nie są napisane na ludzki głos z akompaniamentem fortepianu, tu fortepian jest równie ważny, prowadzi dialog z ludzkim głosem, zapowiada zwroty akcji, gra wręcz chwilami pierwsze skrzypce.
Tematem cyklu jest podróż, ale jest to podróż nieszczęśliwa, wręcz rozpaczliwa. W posępnym, chłodnym, zimowym krajobrazie, po pokrytych lodem i śniegiem drogach podróżuje młodzieniec odrzucony przez dziewczynę i jej rodziców(to nawiązanie do Pięknej młynarki, która zdradziła zakochanego). Kochanek jest rozczarowany, zrezygnowany i zrozpaczony, czego daje wyraz pisząc na drzwiach domu ukochanej Dobranoc (Gute Nacht). Są to słowa jakże wymowne, niezwykle symboliczne, jakby miały z jednej strony zakończyć jakiś etap w życiu chłopca, a jednak dające nadzieję z nadejściem świtu. Dziewczyna okazuje się niewierna i niestała w uczuciach. Jest niczym chorągiewka stukająca na wietrze igrającym z sercem młodzieńca (Die Wetterfahne). I w tym momencie zaczyna się podróż w plenerze ciemnego nieba zimowej nocy. Pogoda zdaje się odzwierciedlać nastrój młodzieńca. Łzy rozpaczy nie przynoszą ulgi, ukojenia (Gefrorne Tränen), a raczej powodują odrętwienie (Erstarrung). Jak skrajne zatem muszą być te emocje, że ostatecznie prowadzą do bezwładności, niebytu. Skrajne emocje stanowią etapy tej podróży. Bezlistna lipa, którą w drodze chłopak mija z bólem, przypomina o przeszłości, bo na jej korze wyrył kiedyś znak miłości (Der Lindenbaum). Po wytchnieniu (Rast) podróżny śni o wiośnie, kwiatach i miłości (Frühlingstraum). Sny koją jego niepokój. Powraca zatem przebłysk nadziei. Nagle rozlega się trąbka pocztowa. Bohater otrząsa się przekonany, że dostanie list od ukochanej, ale listu nie ma (Die Post). Nad umęczonym wędrowcem krążą jedynie złowieszczo wrony, towarzyszki w posępnej drodze ku śmierci (Die Krähe), zwiastunki nieuniknionej klęski. Burzliwy poranek (Der stürmische Morgen) przynosi ponowne rozczarowanie (Täuschung). On znów czekał, że jednak coś się przydarzy. Z dala od drogi stoi samotny drogowskaz wskazujący jeden cel, drogę bez powrotu (Der Wegweiser).wszelka nadzieja znika. Jest to najbardziej wstrząsająca pieśń w cyklu. Napięcie sięga szczytu, gdyż droga prowadzi do upiornej gospody, która okazuje się cmentarzem (Das Wirtshaus). Wszystkie kwatery okazują się zajęte, szynk niegościnny. Zatem nawet wśród umarłych nieszczęśnik okazuje się wyrzutkiem, który ostatkiem sił jeszcze podrywa się do dalszej drogi (Mut!). W pieśni zamykającej cykl, podróżny spotyka lirnika, którego nikt nie słucha (Der Leiermann). Ten biedny lirnik to symboliczna postać kompozytora, który osiągnął dno rozpaczy. Obydwaj są tak samo samotni.
Każda z pieśni, wywiedziona i rozwijana z wyrazistych motywów, oparta jest na jednym zasadniczym temacie, który ma sens podwójny: czysto muzyczny (formalno-energetyczny) muzycznie immanentny oraz znaczeniowo-symboliczny, wobec struktury dźwiękowej transcendentny. Pieśń jako forma muzyczna ma tutaj swoje ekspozycje, rozwinięcia i przetworzenia, modulacje, przekształcenia faktury, wariacyjne odmiany, także repryzy i epilogi. Niewyczerpana, prekursorska i profetyczna jest inwencja Schuberta w tworzeniu samych tematów tego cyklu pieśni pisanego na rok przed śmiercią kompozytora i w roku śmierci poety. Katalog tematyczny “Podróży zimowej” stanowi już swoisty słownik – słów, zwrotów, figur, idiomów rozwiniętego języka dźwiękowego muzyki epoki romantyzmu.
„Podróż zimowa” Schuberta to jeden z najsmutniejszych utworów w dziejach muzyki. Nie „najtragiczniejszych”, bo żadnej tragedii tu nie ma: chłopaka odprawiono z kwitkiem, zrozpaczony wraca do domu przez śnieg, a wszystko dookoła mówi mu o złamanym sercu. Ale tym za zimowym pejzażem z zawiedzioną miłością w tle rozciąga się otchłań wszystkich ludzkich smutków, cała beznadzieja ludzkiego losu, kreślona piórkiem najcieńszym.
Dla wykonawców, to Mount Everest, najwyższa próba subtelnej, zrównoważonej sztuki. Sam Dietrich Fischer-Dieskau wspinał się na ten szczyt przez całe życie i zostawił chyba tuzin nagrań. Cyklem dzielą się sprawiedliwie barytony i tenory (Ernst Haefliger, w wieku lat 60). Cykl nagrał dla małej firmy australijskiej Melba Records australijski tenor, specjalista raczej od muzyki barokowej, Steve Davislim. Wykonanie jego jest czyste, powściągliwe, wyśpiewane i wyrecytowane po prostu, bez cienia zadęcia i maniery. Towarzyszy mu świetnie pianista i dyrygent o typowo australijskim nazwisku Anthony Romaniuk.
Stanisław Barańczak dokonał własnego przekładu, czy raczej parafrazy, tworząc własną Podróż zimową, cykl wierszy zupełnie innych od Müllerowskich, ale rytmicznie (i częściowo nastrojowo) zgodnych z pieśniami Schuberta. Próbuje się to śpiewać – robił to np. Jerzy Artysz i… Maciej Kaczka.
Czy te pieśni są piękne? Czy mogą się podobać? Można by długo dyskutować. Tak, jak nie przypadły do gustu przyjaciołom kompozytora, tak i pewnie wytrawni melomani mają problemy z dookreśleniem swojego wrażenie po wysłuchaniu tychże. Jednak często bywa tak, że im coś wartościowszego, tym trudniej wpada w ucho, a z czasem nabiera niezwykłego wymiaru i pozostawia swoje wyraźne, nieopisane, cudowne piętno. Jeśli jednak piękno utożsamimy z przyjemnością, niestety, pieśni się nie mogą podobać.
Piotr Wierzbicki pisze:
One nie sprawiają przyjemności. Stanowią zapewne jeden z owych kilku wielkich pomników muzyki ekstremalnie zamkniętej w sobie, okopanej w czystej wewnętrzności, głuchej na uroki świata, co to by ją można wręcz nazwać antymuzyką, muzyką piękna, które się nie cofa przed brzydotą. Są po Kunst der Fuge oraz Musikalisches Opfer Bacha, po późnych kwartetach i Sonacie c-moll opus 111 Beethovena kolejnym dokumentem tej samej straceńczej odwagi, z którą chwilę potem Chopin będzie wypuszczać w świat swe ostatnie dzieła, dobrze wiedząc, że nie zrozumie ich nikt.


Zgłoś błąd    Wyświetleń: 690


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.


BAROMETR


1 2 3 4 5 6  
Oceń artukuł!



Ilość głosów: 0

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Dowiedz się więcej.