AWANS INFORMACJE FORUM Dla nauczyciela Dla ucznia LOGOWANIE


Katalog

Małgorzata Mielniczuk, 2012-02-08
Chełm

Zajęcia artystyczne, Scenariusze

SZACHY - scenariusz na podstawie A. Syski, "Ksiądz Józef Dąbrowski". Monografia historyczna.

- n +

SZACHY
Małgorzata Mielniczuk
Scenariusz na podstawie
A. Syski, Ksiądz Józef Dąbrowski. Monografia historyczna.

Akt I

Scena I
(Dąbrowski wchodzi do izby, woła)
Dąbrowski
Walanty! Walanty, gdzieś się podział? Skaranie boskie z tym Walantym, jestem taki zmęczony, cały dzień człowiek na nogach, słota, tyle drogi w deszczu, a i w Hull tyle problemów mi przyszło rozstrzygać. Tyle dobrze, że w taki dzień to i Indianie siedzą po swoich namiotach. Walanty!!! No skaranie boskie….
Walanty
Ociec znowu się spóźnił, a tu plucha na dworze.
Dąbrowski siada zmęczony, Walanty szuka i zapala lampę.
Dąbrowski
(mrucząc)
Po co zapalasz? Idź spać!
Walanty
Spać, a gdzie obiad dla ojca? (Kręci się przy kuchni robiąc straszny hałas)
Dąbrowski
Walanty! Walanty, dajże spokój, myśli zebrać nie można.
Walanty
Niosę kolację!
Dąbrowski
Nie będę jadł…
Walanty
Ociec jadł kolacji nie będzie?
Dąbrowski
Słyszysz przecież, nie jestem głodny…
Walanty
Ociec nie głodny? Ociec głodny jest na pewno, jeno jeść nie chce. Myśli, że źle usmażyłem, a nawet jeszcze nie posmakował.
Dąbrowski
Idź spać i głowy mi nie zawracaj! (krzyczy)
Walanty
Oj ojo joj ! A coż to ojcu dobrodzieju za zły humor, że mnie sługę swego tak łaje, a co ja biedulka złegom narobił, żeby mnie tak za dobre serce poniewierać, ojo joj!!! (wychodzi do kuchni)
Dąbrowski
Boże mój, co to mi sam nie wiem, gdzieś we mnie znowu się ten smutek, ta tęsknota się budzi… To ten list od matki… z Polski… serce niby zdążyło przywyknąć, ale mnie ciągle do tamtego świata ciągnie….

Scena II
(matka pojawia się)
Matka
Pamiętasz synu Żółtańce? Pamiętasz ojca, pamiętasz dziadka, pamiętasz nasz stary dworek? Ja tam ciągle jeszcze myślą żyję. Pamiętasz, jakieś grywał tam wieczorami z dziadkiem? Zabrałeś je ze sobą na pamiątkę, kiedyś udawał się w tułaczkę. Mówiłeś mi przy pożegnaniu się ze mną w Krakowie, że to jedno ci ocalało, jak cię okradł we Frankfurcie ten złodziej, twój kolega, któremuś ty tak wierzył. A ostrzegałam cię przed nim tyle razy. Czyś wziął te szachy ze sobą do Ameryki?
Dąbrowski
(zrywa się)
O Boże, matko moja… Przecież mam, prawie o nich zapomniałem… przecież gdzieś je mam… muszą tu gdzieś być… przecież…(szuka w szufladzie, wreszcie znajduje)


Dąbrowski
(wykłada szachy powoli, z pietyzmem)
Są moje szachy, jeszcze z Żółtaniec. Figury, pionki, czarne, białe… są! To nie do wiary są wszystkie, trochę się tylko przez drogę poniszczyły, szkoda, że nie włożyłem trochę waty do pudełka.
Dąbrowski
Zobaczmy… jak to dziadek mój mawiał… narożne pole…

Dziadek
(pojawia się)
Narożne pole po prawej ręce każdego gracza musi być białe. Oto dogmat pierwszy, drugi zaś: dama staje na polu takiej barwy, jakiej jest sama, czarna na czarnym, biała na białym… Stanęły tedy dwa wojska naprzeciw siebie, gotowe do orężnej zaprawy. W pierwszych rzędach piechota – piony. W czterech rogach wieże, ciężka artyleria; tuż obok lotne brygady jazdy, dalej giermki czyli eskadry lekkiej artylerii wojennej, a po środku para królewska. Ona – szef sztabu, w spódnicy i zarazem najgroźniejsza jednostka bojowa, on – tytularny wódz armii, kula u nogi, tchórz, chuchro w koronie, które pion nawet uśmiercić może.

Dąbrowski
Ach ten dziadek, dziadek, to dopiero był zapamiętały szachista… A gdzie ja mam zegarek. (kładzie na stole) tak właśnie musiał jeszcze tam w Żółtańcach co wieczór leżeć, ten sam, bo dziadek ciągle ruch wstrzymywał, aż pewnego dnia, pomimo votum separatum dziadka, zapadła decyzja familijna, że każdy gracz musi zrobić posunięcie najdalej w ciągu pięciu minut, inaczej partię przegrywa. Tak było (siada nad stołem, podpiera głowę rękoma… usypia?), tak było tam… w Żółtańcach moich…

Scena III
(sen)
(matka siedzi przy kominku, przepytuje młodszego brata, przy stole dziadek i mały Józio grają w szachy, ojciec przypatruje się)
Matka
No pomyśl jeszcze raz, dodaj spokojnie…
Braciszek
Może być 20?
Matka
Źle, no ja już nie wiem jak ci w tej algebrze pomagać… spróbuj jeszcze raz synku…
Braciszek
Mamo… już nie chcę… proszę cię, późno tak, a Józio to nie musi tak długo nad książką siedzieć.
Matka
Józio w mig algebrę łapie.
Braciszek
Dlaczego mamo?
Matka
Pan Bóg różne nam zdolności daje, dlatego jednym łatwiej nauka przychodzi, innym trudniej, nie martw się, popracujemy jeszcze trochę, to ci się uda…
Braciszek
Dobrze mamo…
Ojciec
Jeszcze piętnaście sekund!
Dziadek
Piętnaście sekund… na sekundy już liczą… namyśleć się człowiekowi nie dadzą. (bierze figurę)
Ojciec
Figura dotknięta ciągnie.
Dziadek
Poprawiam ją tylko. Nie widzisz , że krzywo stoi.
(Józio wykonuje ruch wieżą)
Dziadek
Nie kochany, a nad wiek chytry wnuku. Na to mnie nie weźmiesz.
Braciszek
(podchodzi do szachownicy)
Ależ ty, Józiu, masz wygrana murowaną! Dziadzio znowu leży!
Dziadek
Jużeś przyszedł krakać, kruku. Idź precz smyku utrapiony! Leży, leży… Wypraszam sobie przy tym to twoje „znowu” . Widzicie go! Kiedy to „znowu” ja przegrałem?... Wczoraj dwa maty, ale przedwczoraj….
Ojciec
(wskazując na zegarek)
Piętnaście sekund.

Dziadek
No znowu, no piętnaście sekund, no się człowiekowi nie dadzą zastanowić.
Ojciec
Pięć minut upłynęło, przyznaję dodatkowe dwie minuty.
Dziadek
No poganiają starego człowieka, a co to ja koń, żeby mnie poganiać i poganiać… jakby tak… No tak…nie…hmmm
Ojciec
Termin minął - ojczulek przegrał partię!
Dziadek
Ja przegrałem? Nie pozwolicie mi się namyśleć, ot i co jest. Bo przecież miałem jeszcze wyjście.
Dąbrowski
Ależ dziadziu, zapomniałeś o niezbędnym lufciku dla króla, a potem odsłoniłżeś damę, przed którą stał skoczek i… szach i mat.
Dziadek
Oto wdzięczność, mogłem mu zabrać wieżę, lecz ją ułaskawiłem. A on mi za to mat: czekaj… a jak to stało właściwie?
Ojciec
Ja teraz zagram z Józiem.
Dziadek
No to graj sobie, to ja ci teraz pokibicuję.
Matka
Na dzisiaj dosyć, moi drodzy. Już po dwunastej.

Braciszek
Dobranoc Józiu, dobranoc ojcze, dobranoc mamo, dobranoc dziadku.(wybiega z pokoju, za nim wychodzi nadąsany dziadek)
Dziadek
(mrucząc)
Piętnaście sekund, no nie dadzą się człowiekowi zastanowić i szach i mat…
Ojciec
Szkoda. Taką miałem ochotę na małą partyjkę z Józiem. (spoglądając na zegarek) Ano, czas na nas.
Matka
Tak…. Tak ….Pora na nas. Już po dwunastej. (Ucałowali Józia w czoło i odchodzą)
Dąbrowski
(dorosły, zrywa się od stołu)
Ojcze, zostawiłeś na stole swój zegarek!
(rodzice odwracają się)
Dąbrowski
(dorosły)
Nie zostawiajcie mnie samego! Chcę pójść z wami!
(ojciec porusza głową przecząco, matka podchodzi, widać, że płacze)
Matka
Pójdziesz za nami, synku, ale nie dziś jeszcze… nie dziś…”
(rodzice znikają)
Scena IV
(Dąbrowski już zbudzony)
Dąbrowski
O Boże, Boże… co to było… (uspokaja się) Acha, już wiem, to ja tylko tak śniłem. To ten list od matki, który wczoraj otrzymałem tak mnie rozebrał. Toż ja nie jestem w saloniku ojcowskiego dworku w Żółtańcach, ale w plebanii mojej, w Ameryce, w Polonii.
(Wstaje, patrzy na szachy ułożone jak we śnie)
Dąbrowski
Białe stały po mojej stronie, a stoją po cudzej… kto zaczął partię… Boże, Boże, ojciec? Toż to przecie niemożliwe, umarł tak dawno, jeszcze tam w Żółtańcach. A na zegarze pięć po dwunastej… tak jak matka mówiła. Czyżby… oni byli tutaj, i drzwi jeszcze niedomknięte, tam odeszli…. I mnie tam iść przyjdzie. Matka żyje jeszcze, ale ojciec, dziadek…. Oni gdzieś tam, pewnie czekają na mnie, i tu mnie odnaleźli, choć na ziemi pomarli.
Walanty
( wchodzi zaspany)
Co też ociec wyrabia? Zamiast iść spać, siedzi w taki ziąb…
Dąbrowski
Walanty mój, ty wiesz, oni byli tu, była i matka, i z dziadkiem w szachy wygrałem, i z ojcem partię zacząłem… zobacz tylko…
Walanty
Ociec zmęczony bardzo, noc późna, to się ojcu przywdziało, spać trzeba…

Dąbrowski
Walany, mój Maluści Walanty, ty jesteś człowiek małego ciała i małego ducha. (zebrał szachy) Idź spać, a ja też już idę, dobranoc.
Walanty
Tylko niech już ojciec prawdziwie idzie, ja musze przypilnować….
Dąbrowski
(udając, że grozi)
Walanty!!!
Walanty
No dobrze już dobrze, za dobre serce jaka zapłata, tylko Walanty i Walanty.
(Dąbrowski klęka, zaczyna się modlić)
Dąbrowski
Wieczny odpoczynek…
Koniec

Zgłoś błąd    Wyświetleń: 1274


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.


BAROMETR


1 2 3 4 5 6  
Oceń artukuł!



Ilość głosów: 0

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Dowiedz się więcej.