Katalog

Anna Górecka, 2010-09-02
Juszkowo

Uroczystości, Artykuły

Warsztaty teatralne w ramach programu: „Odkrywamy zapomniane piękno” – moje wrażenia.

- n +

Jak trafiłam do TUL?
Do TUL trafiłam właściwie całkiem przypadkiem. Przyszłam do mojej pierwszej pracy i postanowiłam, zgodnie ze swoimi zainteresowaniami i wykształceniem, powołać do życia kółko teatralne. Zgłosiło się kilkanaścioro uczniów i zaczęłam regularne spotkania z nimi. Wkrótce zostałam poproszona o przygotowanie przedstawienia na wieczornicę. Nie bardzo wiedziałam co to właściwie jest i jaki repertuar ewentualnie wchodzi w grę. Ale lubię nowe wyzwania i postanowiłam się dowiedzieć. Po kilku rozmowach z osobami wtajemniczonymi już w działanie TUL doszłam do wniosku, że mogę to zrobić. Miałam grupę uczniów, trzeba było tylko wybrać i przygotować sztukę. Miałam na półce sztukę Z. Bukowskiego pt. Privisa. Sztuka mówi o życiu i problemach Pomorzan, a jej akcja toczy się w trzynastym wieku. Jest trochę o miłości, trochę o początkach chrześcijaństwa, trochę o obrzędach. Ale przede wszystkim o życiu naszych przodków mieszkających na tych terenach. Stwierdziłam, że jest to dobra sztuka, żeby poznać i przeanalizować życie Pomorzan sprzed wieków, czyli: „odkrywać zapomniane piękno”. Wystarczyło zabrać się do pracy i przekonać uczniów, że może to być też wspaniała zabawa.

Największa trudność: przekonać uczniów
Uczniowie najchętniej robią to, co sami wymyślą, a nie to, co im się zaproponuje. Trudno było ich przekonać, że w sztuce o życiu przodków można znaleźć coś ciekawego, interesującego. A kiedy zobaczyli jeszcze motywy religijne ich zapał opadł zupełnie, tym bardziej, że, jak się okazało, nie wszyscy w grupie są tej samej wiary… Sztuka wydawała im się nudna. Chcieli nawet zrobić z tej sztuki kabaret. Musiałam ich przekonać, że można zagrać to na wesoło, że nie musi być smutno i pompatycznie. Trudno było ich przekonać, że i bez kabaretowych tricków można się z tą sztuką nieźle bawić. Przekonała ich dopiero scena jarmarku, która jest pełna ruchu i wesoła. Trzeba ich było przekonać też o tym, że odpowiednia reżyseria z każdego tekstu zrobi wspaniałą sztukę. Trzeba tylko zobaczyć coś więcej niż tylko tekst. Trzeba zobaczyć coś, co jest pomiędzy. Zobaczyć wyraz twarzy postaci. Ich ruchy, oczy, usłyszeć głos. Przeżyć to, co przeżywają razem z nimi. Trzeba poznać postacie i w trakcie prób wręcz stać się nimi. Trzeba zobaczyć całe ich toczenie. Zrozumieć ich problemy. Wtedy można odczytać nie tekst, ale sztukę, nadać jej kształt i przedstawić swoją interpretację. W takcie prób uczniowie przyznali mi rację, że zbyt płytko, zbyt powierzchownie patrzyli na ten tekst. Przekonali się, że nawet z najnudniejszej sztuki można zrobić ciekawe przedstawienie, bo słowo napisane może być mało atrakcyjne, ale kiedy doda się do tego ruch, gest, kostium, scenografię powstaje zupełnie nowy świat. Przekonali się też, że czytając sztukę nie czyta się tylko tekstu, ale też to, co jest pomiędzy. Uczniowie zrozumieli to, również wtedy, gdy zobaczyli żywą reakcję publiczności. Widzów rozbawiła scena jarmarku do tego stopnia, że gdy uczennica grająca Figlarza - błazna zdjęła kapelusz w geście zbierania pieniędzy do tegoż kapelusza posypały się monety. Jak wielkie było ich zaskoczenie! Główny, nadrzędny cel teatru został osiągnięty. Sztuka oddziałała na widownię, zapadła w pamięci. A co na to uczniowie?

Wrażenia uczniów
A efekty mile uczniów zaskoczyły. Jak już powiedziałam, trudno było przekonać uczniów, że sztuka o takiej tematyce może być ciekawa. Zobaczyli jednak, że się mylili. Przekonała ich reakcja widzów. Byli przed występem bardzo zdenerwowani. Wszyscy obawiali się, że zapomną tekstu. Powiedziałam im, że widziałam jak na scenie najlepsi aktorzy zapominali tekstu. Zawsze wtedy można liczyć na suflera lub po prostu przejść dalej, pozostawiając zapomniany fragment. Trochę ich to uspokoiło. Ale dla niektórych był to pierwszy raz na scenie i nie wszyscy potrafili mówić głośno bez mikrofonu. A stres pierwszego występu dodatkowo paraliżował głosy niektórych młodych adeptów sztuki aktorskiej. Takie głośne mówienie wymaga ćwiczeń wydobywania głosu, sprawdzania brzmienia w pomieszczeniu, w którym ma się odbywać przedstawienie. To bardzo ważne, aby kilka razy przećwiczyć przedstawienie w miejscu, gdzie ma się odbywać, z odpowiednio przygotowaną scenografią, tak, aby sprawdzić brzmienie, choreografię. Najważniejsze przede wszystkim jest to, by sprawdzić jak młodzi aktorzy mają poruszać się po scenie tak, aby nie potrącić scenografii, nie potykać się o jej elementy i nie przepychać się przy wchodzeniu na cenę w schodzeniu z niej. Uczniowie mieli słuszne wrażenie, że my, przygotowując przedstawienie na Wieczornicę, takich prób mieliśmy zbyt mało, aby dopracować wszystkie szczegóły. Choreografia była niedopracowana, uczniowie nie wiedzieli w pewnych momentach co zrobić z rękami, nie wiedzieli jak zejść ze sceny.

I moje.
Przy realizacji takiego szkolnego przedstawienia pojawia się wiele problemów. Chwilowe niechęci i słomiany zapał uczniów, problemy techniczne, brak kostiumów, rekwizytów, problemy organizacyjne. Wszystkiemu trzeba sprostać. A to trudne. Szczególnie, kiedy widzi się, że uczniowie stracili zapał do pracy. Wtedy łatwo samemu popaść w rezygnację. Trzeba sobie wtedy pomyśleć o ewentualnym efekcie swojej pracy i stąd czerpać siły, aby zmobilizować uczniów, znaleźć odpowiednie kostiumy i rekwizyty i jakoś doprowadzić całość do końca. A potem już tylko cieszyć się z efektu i radości, jaką ta trudna praca przynosi nauczycielowi i uczniowi. Myślę, że wszystko w miarę naszych możliwości udało się i mimo przeszkód odnieśliśmy niejaki sukces. Tak trzeba sobie zawsze mówić, żeby znaleźć motywację do kolejnych takich wyzwań.
Wyświetleń: 609


Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach Profesor.pl są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.