Awans Informacje Forum Dla nauczyciela Dla ucznia Korepetycje Sklep
  [ Zaloguj się ]   [ Załóż konto ]
  Najczęściej szukane
Konspekty
Programy nauczania
Plany rozwoju zawodowego
Scenariusze
Sprawdziany i testy
  Reklama
  Media
Przegląd Prasy
Patronat
Medialny
Po godzinach
  Slowka.pl
Słówka na email
Język angielski
Język niemiecki
Język francuski
Język włoski
Język hiszpański
Język norweski
Język japoński
Język rosyjski
Gramatyka
Rozmówki













Nauczycielski Przegląd Prasy


Zimny prysznic

Porażka - tak o próbnej nowej maturze mówią nauczyciele w Białymstoku. W niektórych liceach profilowanych matematykę oblała ponad połowa zdających. W renomowanych ogólniakach wyniki także są dużo niższe niż spodziewane. I choć w części szkół wciąż jeszcze trwa sprawdzanie ostatnich prac i przygotowywanie dokładnych zestawień, już słychać głosy, że ta próba była jak ...

Nauczyciele z białostockiego Zespołu Szkół Elektrycznych, w skład którego wchodzi m.in. liceum profilowane, nie powiadomili jeszcze uczniów o wynikach próbnej matury - trwa ostatnie przygotowanie zestawień. Niestety, nie będą to dobre wieści.
Z matematyki na poziomie podstawowym (zdawała go większość trzecioklasistów) egzamin oblała ponad połowa. Najlepsi otrzymali zaledwie ocenę dostateczną. Na poziomie rozszerzonym zaś maksymalna liczba przyznanych punktów wyniosła 8. Na 50 możliwych do zdobycia.
Język polski także nie wypadł najlepiej. Nikt ze zdających nie zdecydował się na rozszerzony egzamin. Wśród tych, którym udało się zaliczyć maturę, najczęściej wystawianą oceną była dopuszczająca. Oznacza to, że na 80 punktów zgromadzili oni od 21 do 40. Minimalnego pułapu nie udało się przekroczyć 16 proc. uczniów. O ile test poszedł trzecioklasistom nieźle (średnia to 13 punktów na 20 możliwych do zdobycia), o tyle umiejętność doboru argumentów okazała się ich piętą achillesową. Na jednego ucznia przypadło niespełna 6,5 z 25 punk-tów.

Dobre, czyli ...złe
Za to zadziwiająco dobre okazały się wyniki próby z angielskiego. Na poziomie podstawowym egzamin zaliczyli wszyscy, którzy do niego przystąpili. I choć dominującą oceną była tu trójka, to liczba czwórek zaskoczyła nauczycielkę tego języka. Ale myliłby się ten, kto myślałby, że mile.
- Wyniki testu nijak się mają do rzeczywistej wiedzy i umiejętności uczniów - wyjaśnia Elżbieta Siergiej, anglistka Zespołu z uprawnieniami egzaminatora. - To raczej efekt konstrukcji arkusza i sposobu oceniania. Na dopuszczającą wystarczyło po wysłuchaniu nagrania wypełnić test zamknięty. Niektórym słabszym po prostu dopisało szczęście w zaznaczaniu odpowiedzi. Innym zapewne pomogli zdolniejsi koledzy. Przekazanie między ławkami, czy tą poprawną jest a,b,c, czy d to żaden problem.
Nauczycielka zastrzega, że co prawda nie złapała nikogo na ściąganiu, ale jakoś nie wierzy, że z dnia na dzień objawiły się w jej uczniach zdolności lingwistyczne.
- Za to "zginęli" ci najlepsi - kontynuuje anglistka. - Bo w krótkiej formie wypowiedzi, w arkuszu próbnym był to list, najlepiej premiowana okazała się nie poprawność stylistyczna czy bogactwo językowe, ale przekazanie informacji i forma. Maksymalna różnica między tym uczniem, który napisał w stylu "Kali jeść", popełniając przy tym mnóstwo błędów w pisowni, a tym, który zrobił to bezbłędnie, wynosiła 4 punkty.
Dużo bardziej ambitny w ocenie nauczycielki był test na poziomie rozszerzonym. Wymagał naprawdę dobrej znajomości języka. Najlepsi, którzy do niego podeszli, nie przeskoczyli jednak granicy 3 możliwych do zdobycia punktów, czyli stosując zasady oceniania analogicznie do matury podstawowej, nie zasłużyli na więcej niż na dostateczny.
- Z tą różnicą, że tu za uzupełnienie brakujących słów, co wymagało zrozumienia naprawdę trudnego tekstu, uczeń mógł dostać zaledwie pół punktu, a za celny strzał w teście podstawowym dwa razy tyle - zżyma się Elżbieta Siergiej. - I jak tu można mieć satysfakcję z wyników?

Matematyczna przepaść
Mimo wszystko anglistka przed właściwą maturą może spać spokojniej niż nauczycielka matematyki, która próbę ze swojego przedmiotu określa jednym słowem - tragedia. Tym większa, że właściwie już zrealizowała podstawę programową, więc uczniowie nie mogą się tłumaczyć, że czegoś jeszcze nie było.
- Pomijając takie kwiatki, jak dziwne sformułowanie polecenia w jednym w sumie dość prostym zadaniu, które mogło uczniów zdezorientować, test podstawowy był tak łatwy, że moim zdaniem na trójkę mógłby go zaliczyć absolwent gimnazjum - ocenia Barbara Chodkiewicz, matematyczka z uprawnieniami egzaminatora.
Nauczycielka matematyki obawia się, że wyniki właściwej matury nie będą lepsze. Jej przedmiot wybrała większość trzecioklasistów. Nawet ci, którzy mają z niego ledwo dopuszczający. Z jednej strony jest więc słaba młodzież, nieradząca sobie z prostymi zadaniami, z drugiej zaś garstka tych, którzy wybrali egzamin na poziomie rozszerzonym. A ten był dla odmiany bardzo trudny.
- Znam uczniów ogólniaków z klas o rozszerzonej matematyce i fizyce, którzy po zapoznaniu się z pytaniami, rezygnowali z rozwiązywania tych zadań. I teraz mam dylemat. Czy czas, jaki pozostał do matury, poświęcić na powtórki rzeczy podstawowych, czy raczej popracować z tymi, którzy ambitnie chcą zmierzyć się z czymś trudniejszym - opowiada matematyczka. - Nie wiem, jak to pogodzić, bo pod względem trudności arkusze egzaminacyjne na poszczególne poziomy dzieliła przepaść!

Maturzysta na siłę
Stanisław Wiński, dyrektor Zespołu, nie wygląda na specjalnie zaskoczonego słabymi wynikami próbnego egzaminu. Zdaje sobie sprawę, że do liceum profilowanego przychodzi słabsza młodzież niż do ogólniaków. Zresztą jego zdaniem ten typ szkół to pomyłka.
- To taki sztuczny twór dla tych, którzy chcą mieć maturę - kwituje dyrektor. - Błędem reformatorów było dyskredytowanie szkolnictwa zawodowego i teraz zbieramy żniwo.
Nikt w Zespole nie chce powiedzieć tego wprost, ale sedno tkwi w tym, że nie wszyscy nadają się na maturzystów. Choć niektórzy byliby świetnymi rzemieślnikami, to upowszechnianie wykształcenia średniego odbywa się, zdaniem nauczycieli, trochę na siłę.
- Boleję nad tym, że w naszym kraju edukacja jest tak upolityczniona. Bo chyba właśnie z tego powodu nikt z reformatorów nie zdobył się na to, by powiedzieć wprost, że albo upowszechnimy maturę, ale kosztem obniżenia jej poziomu, albo podniesiemy poprzeczkę i wtedy zdadzą ją tylko najlepsi - podkreśla Stanisław Wiński. - Tylko w tym drugim przypadku trzeba to uczciwie powiedzieć uczniom i rodzicom jeszcze zanim zdecydują się na wybór szkoły.
Inaczej całe odium za złe wyniki na maturze spadnie na nauczycieli. A wina nie leży wyłącznie po ich stronie. Opowiadają, że część rodziców i uczniów jest wręcz zdziwiona, że do matury trzeba się porządnie przygotować. Przecież reformatorzy zapewniali ich, że najważniejsze są umiejętności. Skoro na egzaminie można teraz korzystać z wzorów, kalkulatorów i słowników... Matematyczka z Zespołu nie raz usłyszała - i to nie tylko od młodzieży - że jest "piła", bo nic, tylko każe rozwiązywać zadania i pisać klasówki. Nie sposób też karać uczących za niedociągnięcia na przykład Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych. Białostoccy poloniści twierdzą, że próbna matura ujawniła ich wiele. I nie pozostały one bez wpływu na wyniki.
- W syllabusie mówi się o wyborze tekstów Krasickiego - podaje przykład Anna Bogdańska-Mucha, polonistka z Zespołu i egzaminator łomżyńskiej OKE. - A w arkuszu nie dość, że jest konkretna satyra, to na dodatek taka, której na ogół nie ma w podręcznikach i nauczyciele rzadko po nią sięgają. Tymczasem na egzaminie uczniowie mieli dostawać tylko takie utwory, które znają.
Nauczycielka ma także sporo krytycznych uwag co do standardów oceniania. Nie podoba się jej, że w sugerowanym modelu odpowiedzi nie ma miejsca na punkty za inwencję. Przyznaje się je jedynie za elementy zapisane w kluczu. Tak więc jeśli na przykład w pytaniu z "Moralności pani Dulskiej" wymienione są cztery sposoby nadawania postaciom tożsamości, to żadna inna odpowiedź, nawet trafna, nie jest już punktowana.
- Kiedyś było tak, że nawet jeśli uczeń mógł za zadanie otrzymać nie więcej niż 25 punktów, to sprawdzający zawsze miał ich do dyspozycji o kilka więcej - tłumaczy polonistka. - Tak, żeby docenić także to, czego nie ujęto w modelu odpowiedzi. Jednak zgodnie z instrukcjami, które otrzymaliśmy przy próbnej maturze, maksymalną liczbę punktów dostać mogą jedynie ci, co będą w stanie odgadnąć tok myślenia autora pytania.


Martwe punkty
Polonistka z Zespołu nie jest odosobniona w swoich uwagach. Podzielają je także nauczyciele języka polskiego z innych białostockich szkół. Anna Liberadzka z renomowanego VI Liceum Ogólnokształcącego jest oburzona nie tylko zmianami w zasadach oceniania maturalnych prac, ale także formą, w jakiej zostali z nimi zapoznani egzaminatorzy.
- Gdyby nie ta próba, w ogóle nie wiedzielibyśmy, że coś się zmienia - oburza się polonistka. - Przez 2 lata przygotowywaliśmy uczniów tłumacząc im, jak i za co będą punktowani, a tu nagle niespodzianka. Nie mówiąc już o tym, że ten model oceniania jest nieodpowiedni do części tematów, na przykład tych dotyczących interpretacji tekstów. Jeśli są ściśle określone odpowiedzi, niech będą i ścisłe pytania!
Zdaniem nauczycielki te niedociągnięcia nie były bez wpływu na wyniki z próbnej matury w VI LO. Choć, poza sporadycznymi przypadkami, większość trzecioklasistów ją zaliczyła, to ogólnie poziom egzaminu z języka polskiego polonistka ocenia na ledwie dostateczny. Tylko pojedynczym osobom z poszczególnych klas udało się zgromadzić tyle punktów, że starczyło na czwórkę.
- Dla tych, którzy wybierają się na studia humanistyczne, trójka to żadna ocena - przyznaje Anna Liberadzka. - A byli i tacy, którzy tak beznadziejnie napisali, że dostali zaledwie po kilkanaście punktów. Nie tego oczekiwali, przy-chodząc do rankingowego liceum.
W obawie przed powtórzeniem błędów z próby na egzaminie właściwym nauczyciele języka polskiego białostockich szkół średnich napisali list otwarty do ministerstwa edukacji i Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Podejrzewają, że test był niestandaryzowany. Świadczyć o tym mogą choćby tzw. martwe punkty. Martwe, czyli takie, których nie udało się zdobyć żadnemu z uczniów piszących próbę. Na przykład w zadaniu z "Lalki", gdzie sam temat sugerował krytykę, a okazało się, że była w nim ukryta ironia, której nie odczytał nikt z maturzystów.
Mimo tych wszystkich uwag Anna Michalak, wicedyrektor VI LO, nie żałuje, że szkoła zdecydowała się przystąpić do próby.
- Przećwiczyliśmy wszystkie procedury, a uczniowie mieli przedsmak tego, co czeka ich na prawdziwym egzaminie - uzasadnia wicedyrektor. - Staramy się przygotować naszych uczniów najlepiej jak możemy, ale liczymy się z tym, że wyniki tegorocznego egzaminu mogą być gorsze niż te z wcześniejszych lat. Zarówno uczniowie, jak i nauczyciele muszą nauczyć się nowej matury.
Ci pierwsi jednak nie bardzo mają na to ochotę. Licealistka Marta Fisiak wolałaby zdawać starą maturę. W jej klasie wszyscy wyszli z próby z tarczą, jednak zaskoczyły ich słabe oceny. Ona sama miała jeden z lepszych wyników, ale i tak obawia się, czy uda się jej dostać na wymarzoną medycynę.
- Formuła nowej matury niszczy indywidualność - ocenia Marta. - Te testy pisze się na jedno kopyto. Nie ma w nich miejsca na to, żeby się wykazać.
Nowi maturzyści ukuli nawet określenie, że są straconym rocznikiem. Zaprzeczają jednak krążącym pogłoskom, że celowo zbojkotowali próbę, żeby niskimi wynikami wymusić obniżenie poziomu. Urszula Mariańska i Damian Kozłowski, trzecioklasiści z Zespołu Szkół Elektrycznych, nawet nie słyszeli o tym pomyśle. W VI LO rzeczywiście ktoś rzucił takie hasło, ale bardziej w formie żartu.
- Gdyby była jakaś zmowa, to młodzież po wyjściu z sali nie martwiłaby się, że poszło tak słabo - uważa Anna Libaradzka.
Echa tego, czym żyją białostoccy maturzyści, z trudem docierają do miejscowego kuratorium oświaty. Eugeniusz Dworak, wizytator zajmujący maturami, podkreśla, że szkoły nie mają jeszcze oficjalnych wyników próbnych egzaminów. Zresztą nawet wtedy, kiedy te zostaną już opracowane, organ nadzorujący nie zamierza ich gromadzić ani analizować na poziomie województwa.
- Chcemy uniknąć sytuacji, w której zbiorcze raporty mogłyby się stać podstawą do tworzenia rankingów czy zestawień - wyjaśnia wizytator. - Szczególnie że próbne matury są nieobowiązkowe i z założenia mają służyć głównie uczniom i nauczycielom. Co nie znaczy, że nie będziemy zajmować się wnioskami, jakie wyciągną z nich szkoły. Będzie to jednak działanie na poziomie konkretnego wizytatora i podległej mu placówki.
Z tego widać, że nauczyciele na wielkie wsparcie ze strony kuratorium nie mają co liczyć. A szkoda, bo mieli nadzieję, że za jego pośrednictwem uwagi ze szkół łatwiej trafią do uszu decydentów w Warszawie. To jest ostatni moment, żeby przed właściwym egzaminem jeszcze coś zmienić, dopracować. Tym bardziej, że krążą słuchy, iż arkusze na "prawdziwy" egzamin są już gotowe.

ANNA WOJCIECHOWSKA

  Publikacje

Nowe zasady publikacji
Szukaj autora i tytuł
Ostatnio dodane materiały
Ranking publikacji 
Najczęściej zadawane pytania
Zobacz jak wygląda zaświadczenie o publikacji Twoich materiałów
  Twoje konto
Zaloguj się
Załóż konto
Zapomniałem hasła
  Forum
Nauczyciel - awans zawodowy
Matura
Korepetycje
Ogłoszenia - kupię, sprzedam, oddam


O Profesorze - Napisz do Nas - Reklama - Polityka prywatności - Najczęściej zadawane pytania - Zgłoś błąd

2000-2012