AWANS INFORMACJE FORUM Dla nauczyciela Dla ucznia LOGOWANIE

NEWS


2014-07-24
Zdrobnienia i przyzwolenie na uproszczenie języka polskiego, polski trend czy zapożyczenie z Europy Zachodniej?

            Coraz częściej czytając, również oficjalne portale, publikacje można spotkać szereg uproszczeń języka. Ewolucja języka nie jest niczym złym, podkreślają językoznawcy, niemniej brak szacunku wobec ojczystego języka to zupełnie coś innego.Młodemu pokoleniu wydaje się rzeczą absolutnie normalną to, iż nie dbają o styl, gramatykę a przede wszystkie ortografię. Prócz błędów językowych, cierpi jakość języka, wypowiedzi, która jest ograniczana do minimum i zastępowana grafiką. Co więcej język polski jest coraz bardziej zaśmiecany spolszczeniami, nawet nie zapożyczeniami z języków obcych. Młodzieżowy slang implementowany jest przez dziennikarzy, polityków, gwiazdy show biznesu, celebrytów, przez co przeciętnemu Kowalskiemu ten styl wypowiedzi wydaje się poprawny, odpowiedni i „na czasie”. Media promują niebezpieczne dla języka trendy. Prócz wulgaryzmów jakie wkradają się z języka potocznego plagą są zdrobnienia. Co do zasady zdrobnienia wyrazów nie są błędem, o ile używane są rozsądnie, w szczególności zgodnie z kontekstem wypowiedzi, jednak współczesna maniera do budowania zdań złożonych wyłącznie ze zdrobnień nie wpisuje się w kanony poprawnej polszczyzny. Co więcej wielu słowom przypisuje się zdrobnienia, które są niczym innym jak nowomową XXI wieku.

 

            Zjawisko to zaobserwować można nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie. Rzeczą normalną, wynikającą z wielu czynników, głównie globalizacji i postępu technologicznego, wszechobecnego języka angielskiego, są zapożyczenia z angielskiego, jak i wrastające w język polski zwroty obcobrzmiące. Niestety coraz więcej osób nieświadomie bawi się w słowotwórców posługując się ni to polskim, ni to angielskim, ostatecznie nie znając słownictwa ani gramatyki żadnego z tychże języków. Czy należy z tym walczyć? W pewnym sensie nie, ponieważ język jest żywy i rozwija się, ma prawo ewoluować czy nam się to podoba czy nie, nie można być zbyt konserwatywnym, jednak z drugiej strony należy dbać o ojczysty język, polszczyznę i jej czystość. Nie ucząc, nie edukując dzieci, młodzieży poprawnej polszczyzny, języka literackiego, zasad ortografii, a zwłaszcza pobłażając innym, nie tylko dzieciom, uczniom, studentom braku umiejętności swobodnej i poprawnej wypowiedzi (zwłaszcza pisemnej) zmierzamy do zagłady językowej i analfabetyzmu. Już dziś widać jaką popularnością cieszą się infografiki zastępujące wypowiedzi pisemne. Ich ubogość i prostota, minimalizm wynika z ograniczeń jakie daje obraz. Nie po to nasi przodkowie wynaleźli pismo, by dziś cofać się w tej kwestii. Ubożenie języka jest wtórnym efektem lenistwa mózgów, które nie muszą myśleć i rozumieć. To znów zjawisko powoduje cywilizacja, automatyzacja wielu procesów i postęp technologii, które wyręczają człowieka w wielu czynnościach, również życia codziennego. Jak widać problem jest złożony.

Problem analfabetyzmu wtórnego dotyka coraz szerszą grupę osób w różnym wieku, z rozmaitych środowisk. Nieumiejętność posługiwania się nienaganną polszczyzną od zawsze dotyczył osób nisko wykształconych lub bez wykształcenia, środowisk biednych i zaniedbanych wychowawczo, jednakże obecnie dzięki przyzwoleniu społecznemu jest to nagminne nadużycie nie mające nic wspólnego z biedą i ograniczeniem dostępu do edukacji. Mnóstwo osób zasłania się dysleksją, dysgrafią itp. zaburzeniami, które owszem są powszechne, jednak czy wszyscy są zaburzeni? A jeśli tak jest to czy nie należy mówiąc kolokwialnie coś z tym zrobić? Jak uczyć, jak pomóc osobom z dysfunkcjami, by nabyły tak elementarne umiejętności jak poprawnej wypowiedzi, czytania ze zrozumieniem i pisania w języku ojczystym. A może da się uniknąć, zapobiec tendencjom do dysleksji? To temat zupełnie inny, jednakże ściśle związany z postępującym brakiem szacunku do słowa pisanego, mówionego, bowiem osoby robiące błędy, nie tylko te ortograficzne, ale i składniowe, gramatyczne, stylistyczne itd. nie widzą w tym niczego złego. Niektórzy zaznaczają, że są dyslektykami, inni uważają że to nietakt wypominać komuś jego nieznajomość pisowni języka polskiego. Tymczasem komputery, programy edytorskie i szereg narzędzi elektronicznych jak autokorekta dostępna na każdym kroku jest przydatnym narzędziem, z którego korzystać mogą również dyslektycy. Z tego wynika tylko jedno, problem tkwi w przyjętej postawie. Dla chcącego nic trudnego, głosi powiedzenie, które w tym wypadku jest trafnym ujęciem problemu.

 

            Brak poczucia odpowiedzialności, swego rodzaju wstydu z powodu ograniczenia językowego powoduje, iż polszczyzna coraz mniej przypomina język, którym posługują się poloniści. Niestety z uwagi na obniżenie poziomu nauczania i wymagań stawianych osobom sięgającym po dyplom uczelni wyższej również polonistami zostają osoby, które nie przejmują się swoimi błędami językowymi podążając za modą na bylejakość. W takiej postawie nie jesteśmy odosobnieni, bowiem w całej Europie ten trend wciąż postępuje. Już na etapie przedszkola dzieci  zwalniane są z intensywnej nauki, a specjaliści pedagodzy diagnozują maluchy jako dyslektyków. Tymczasem warto podkreślić, iż orzeczenie o posiadaniu dysleksji nie powinno zwalniać z nauki a jedynie wspomóc ucznia, a później dorosłego człowieka w radzeniu sobie z tym zaburzeniem. Źle rozumiana tolerancja i wolność prowadzi do sytuacji absurdalnych, kiedy osoby nadużywające pojęcia dysleksja utrwalają nieprawidłowe nawyki językowe, nie tylko we własnych wypowiedziach, ale wpływając na zanieczyszczenie języka swoich dzieci, otoczenia, itd. Czując się pewnie, w większości, tłamszą tych, którzy o język dbają, jego jakość i bogactwo  oraz zabiegają o to by przetrwał.

 

Osobnym problemem jest implementowanie slangu, słów z języka potocznego do języka oficjalnego, jakim winny posługiwać się m. in. media. Internet sprawił, iż nie tylko „pisać każdy może”, ale zamieszczać w sieci swoją „twórczość”. Obecnie nie jest niczym niestosownym, kiedy w „mediach” używa się wulgaryzmów, bądź mówi się młodzieżową „gwarą”. Czytając fora internetowe, czy też wypowiedzi publikowane w portalach społecznościowych napotyka się na dziwolągi językowe, które dla wielu osób są zwyczajnie niezrozumiałe w żadnym języku. Mimo, iż uchodzą za modne to dla ewolucji języka są niebezpieczne, bowiem nie mają żadnego uzasadnienia. Tendencja do skracania wyrazów, pisania bez polskich znaków oraz zdrobnień wyrazów przechodzi dopuszczalne granice. O ile skróty mają szansę się przyjąć w języku współczesnym, to śmiesznie brzmiące zdrobnione wyrazy, wypowiedzi jak „lecę do pracki po fakturki i pieniążki od szefunia, wieczorkiem wpadnę po zakupki” niczemu nie służą i są zwyczajnie groteskowe zasłyszane z ust dorosłego człowieka. Oczywiście są też całkowicie nowe słowa, które równie groteskowo brzmią jak „serduszkowanie” jako określenie seksu, czy też „fasolinka” będąca synonimem dziecka nienarodzoonego. Jako, że nie jest to problem wyłącznie języka polskiego coraz trudniej odnaleźć się także w międzynarodowym środowisku, bowiem język obcy poznany w szkole językowej znacznie odbiega od języka mówionego z owymi ozdobnikami, skrótami powszechnymi nie tylko w sytuacjach, w jakich zastosowanie ma język potoczny, slang itp.

 

Źródło: Sprachcaffe http://www.sprachcaffe.com/polski/main.htm


profesor