Awans Informacje Forum Dla nauczyciela Dla ucznia Korepetycje Sklep
  [ Zaloguj się ]   [ Załóż konto ]
  Najczęściej szukane
Konspekty
Programy nauczania
Plany rozwoju zawodowego
Scenariusze
Sprawdziany i testy
  Reklama
  Media
Przegląd Prasy
Patronat
Medialny
Po godzinach
  Slowka.pl
Słówka na email
Język angielski
Język niemiecki
Język francuski
Język włoski
Język hiszpański
Język norweski
Język japoński
Język rosyjski
Gramatyka
Rozmówki

Doroczne zwyczaje górali podhalańskich.

Najważniejszym elementem składowym tradycji są zwyczaje i obrzędy ludowe. Podhale jest takim regionem, gdzie tradycja jest głęboko zakorzeniona i gdzie zwyczaje tworzą pewną kulturę.

Już w 1964 r. podczas wizytacji dekanatu zakopiańskiego ówczesny biskup, a obecnie papież Karol Wojtyła wypowiedział znaczące słowa: "Jest to jedyne w swoim rodzaju społeczeństwo, które nosi na sobie znamiona wielkiej polskiej tradycji, tak wielkiej, że trzeba aby ona trwała nadal, ażeby żaden obyczaj i żaden styl i moda współczesności tej wielkiej podhalańskiej tradycji nie zniszczyła i nie wyparła".

Obyczajowość ludowa stanowi zagadnienie niezmiernie ciekawe. W obecnej fazie jest to splot trudnych nieraz do zrozumienia fragmentów dawnych wierzeń, wiedzy i praktyk magicznych których źródeł należy poszukiwać w archaicznej wiedzy i wierzeniach pogańskich. Tysiącletnie działanie Kościoła wytępiło liczne dawne zwyczaje bez śladu, inne zmodyfikowało działanie. W takiej postaci występują współcześnie, jednak coraz mniej liczne i coraz bardziej zubożałe w treści. Niewątpliwie są to szczątki dawnych obrzędów kulturowych mających na celu sprowadzenie pomyślności w gospodarce, zdrowiu, życiu rodzinnym i społecznym.

Postępując według tzw. Roku Obrzędowego wzięłam pod uwagę cykl obrzędów związanych z zimowym przesileniem słońca. W ujęciu chrześcijańskim przypadają nań święta i Bożego Narodzenia, Nowego Roku i Trzech Króli.

Święto Bożego Narodzenia poprzedza okres adwentu, w którym obowiązywały określone sposoby odżywiania się.

Moja babcia opowiadała, że nakazy poszczenia były bardzo ostre, później zostały nieco złagodzone, a obecnie bardzo liberalnie traktowane.

W okresie adwentu w ogóle nie spożywano mięsa i tłuszczu. Do potraw używano mleka, a w niektórych domach nawet od mleka poszczono, potrawy maszczono olejem lnianym, w niektóre dni; niedziela, wtorek, czwartek masłem.

Dzień Św. Łucji przypadający na dwanaście dni przed Bożym Narodzeniem stanowił wróżebny charakter przewidywania pogody na poszczególne miesiące roku.

Z opowiadań mojej babci wynikało, że Święta Bożego Narodzenia obchodzono bardzo uroczyście tak też się czyni obecnie.

W dzień Wigilii obowiązywał ścisły post. W niektórych domach nie jadano niczego przez cały dzień do wieczora. W innych owsiany moskol, ziemniaki opiekane na blasze i surową kiszoną kapustę. W dzień Wigilii nie chodziło się do nikogo, a jeżeli ktoś przyszedł, to mężczyzna oznaczał pomyślność, a kobieta niepowodzenia w przyszłym roku.

Dzieci w tym dniu musiały być bardzo grzeczne, gdyby zasłużyły na bicie to cały rok byłyby karane.

Wiele praktyk miało na celu zapewnienie sobie pomyślności w gospodarstwie. Dobrym zbiorom w polu miały zapewnić czynności gospodarzy, którzy w tym dniu młócili zboże cepami i zsypywalili je do sąsieka, jeżeli czynności te ukończyli przed wieczorem, wróżyły szczęście.

Wieczerza wigilijna powinna składać się z dwunastu potraw, jednak w biedniejszych domach tak nie było. Tradycyjnie wszędzie był żurek z mąki jęczmiennej, barszcz zabielany, kapusta z grochem i grzybami i kluski ze śliwkami czasem z makiem dobrze osłodzonym co było przysmakiem dzieci. W domach bogatych gazdów na wigilijnym stole pojawiał się pstrąg smażony na lnianym oleju.

Tak jak dziś wieczerze rozpoczynano kiedy na niebie zaświeciła pierwsza gwiazdka, dzieci głodne z utęsknieniem jej wypatrywały. Starodawny zwyczaj nakazywał wraz z pojawieniem się wigilijnej gwiazdy gazda wnosił do izby snopek owsa i stawał w kącie izby obok stołu. Po Trzech Królach młócono go, a ziarno służyło do pierwszego siewu by przyczyniło się do obfitego plonu. Nad stołem zawieszano podłaźnik tzn. jodełkę przystrojoną kolorowymi papierkami, opłatkami i ozdobami ze słomy. Pod obrus kładziono pachnące siano na pamiątkę, że w stajence betlejemskiej, właśnie na sianie Matka Najświętsza położyła narodzonego Jezuska. Na stole pośrodku ustawiono miseczki, jedną z poświęconymi opłatkami, a drugą z miodem.

Gazda brał jedlinowe gałązki - podłaźniczki, szedł do szopy i złożonymi na krzyż błogosławił i czynił święty znak nad zwierzętami, następnie zatykał podłaźnik nad wejściem do szopy. Powracając do domu wypowiadał głośno: - Niek pokwolony będzie Jezus Krystus - na co wszyscy domownicy zgodnie odpowiadali: - Na wieki wieków, amen. W obecności najbliższych zatykał nad wejściem do izby podłaźnik, co było sygnałem, że czas siadać do wigilijnej wieczerzy. Przed rozpoczęciem wspólnego posiłku wszyscy odmawiali modlitwę, w której prostymi słowami dziękowali Bogu za szczęśliwie przeżyty rok, prosząc o opiekę Bożą w roku następnym.

Z przekazu mojej babci wynika, że dawniej na stole stawiano jedno nakrycie więcej, "żeby bieda się najadła i dała im spokój", dziś nakrycie przeznacza się dla niespodziewanego gościa, czy potrzebującego człowieka.

Gospodarz domu brał opłatek i rozpoczynał składanie życzeń dzieląc się nim najpierw z żoną, następnie z całą rodziną. Kiedy ceremonia składania życzeń świątecznych została zakończona, zasiadano do wieczerzy.

Do pierwszej wojny światowej, w niektórych domach później, był zwyczaj, że jadło stawiane było w glinianych misach, z których wszyscy jedli drewnianymi łyżkami. Resztki potraw wigilijnych składano do jednego garnka by po wieczerzy rozdać je domowym zwierzętom. Siano spod obrusa dokładnie zbierano i w dzień Św. Szczepana podawano z codzienną karmą bydłu, żeby zdrowo się chowało. Po zjedzeniu wieczerzy śpiewano kolędy. Zwyczaj ten istnieje po dzień dzisiejszy. Te same kolędy na góralską nutę śpiewa się w wigilijny wieczór.
Mama moja wspominała, że po Wigilii panny wychodziły przed dom i nasłuchiwały, z której strony zaszczeka pies. Wierzono, że właśnie z tej strony przyjdzie kawaler, a może przyszły małżonek.

"Przed północą udawano się na uroczyste Pasterki. W rzęsiście oświetlonym kościele, pachnącym kadzidlanymi dymami, na wielce ceremonialnym nabożeństwie, na którym pełną piersią śpiewano kolędy, podawane modlącym się przez organistę przy akompaniamencie huczących organów, tłum ludzi odświętnie, po góralsku odziany, wpatrzony był w wielki ołtarz,..."

W pierwszy dzień Bożego Narodzenia nikogo nie odwiedzano, obecnie ten zwyczaj zanika. Gospodarz w tym dniu nie mógł się położyć, boby mu się w polu zboże kładło. Pamiętam z dzieciństwa, że w tym dniu nie sprzątało się i nie zamiatało podłogi, nie gotowało się obiadu, jadło się potrawy pozostałe z wieczerzy wigilijnej.

W drugi dzień świąt, na Św. Szczepana w kościele święcono ziarno zboża, które na wiosnę wysiewano w polu, aby zebrać lepszy plon. W tym dniu kawalerzy chodzili na podłazy, podsiewać panny. Praktyka ta była znakiem matrymonialnych zamiarów. Współcześnie sąsiedzi chodzą do siebie, aby nawzajem podsuć się owsem, jednak zwyczaj ten zanika, gospodynie często obrażają się, gdyż to powoduje potrzebę gruntownego sprzątania domu.

W okresie od Św. Szczepana do Trzech Króli chodzą po domach kolędnicy. Dawniej kolędnikom dawano owies i chleb, obecnie pieniądze o które się sami upominają.

Od Św. Trzech Króli rozpoczyna się okres Zapustów. W tym czasie odbywało się najwięcej wesel, huczny okres zabaw kończył się ostatkami.

Środa Popielcowa rozpoczyna okres Wielkiego Postu, w którym obowiązują określone sposoby odżywiania się.

Z przekazów mojej mamy i babci wynika, że za życia dziadków i pradziadków nakazy poszczenia były bardzo surowe. Potrawy maszczono olejem lnianym, spożywano ziemniaki opiekane z surową kapustą, moskole owsiane, często głodowano z braku nawet tak prostego pożywienia. Na przednówku brakowało ziemniaków, mąki owsianej, krowy były cielne więc się nie doiły i nie było mleka. Był to okres głodu.

W Niedzielę Palmową święci się w kościele palmy tj. wiązki gałązek wierzbowych z pączkami na Podhalu zwane bazickami, podczas orki wkładano gałązkę święcono pod pierwszą skibę na oranym zagonie. W okresie Wielkiego Tygodnia post był bardziej zaostrzony, w piątek np. nie jadano nic. Moja babcia mawiała, że "bogaci poszczą od mięsa, a biedni od tego co mają".

W Wielki Czwartek, zanim w kościele zawiązano dzwony, kobiety wartko siały kapustę. Jeżeli zdążyły to zrobić przed zawiązaniem dzwonów, to główki będą duże, dorodne i twarde.

Wielki Piątek był zwyczaj mycia się wodą nie ośpiewaną przez ptaszki.

Moja babcia przed świtem przynosiła z rzeki zimną wodę, w której trzeba było się umyć i wypowiedzieć następujące słowa:
"Wodzicko czysto
Łobmyłyś Pana Jezusa,
Łobmywos brzyski, korzynie,
Łobmyjze mnie grzysne stworzynie".


W Wielką Sobotę są święcone pokarmy nazywane świynceliną. W koszyku wyplecionym z korzeni jałowca układano bochenek chleba własnego wypieku, sól, masło, wędzoną słoninę, kiełbasę, korzeń chrzanu, jajka barwione w łupinach cebuli, baranka z masła lub sera owczego wszystko przyozdabiano gałązkami mirtu lub jafrem. W tym dniu w kościele odbywa się obrzęd święcenia wody i ognia. Przyniesiona święcona woda do domu do dziś znajduje zastosowanie w wielu praktykach zwyczajowych, kropi się nią przychówek inwentarski, owce przed wyjściem na wypas, cały zaprzęg przed wyjazdem w pole do pierwszej orki i siewu. Węgielki ze święconego ognia umieszcza się na izbie pod strzechą, by chroniły dom przed uderzeniem pioruna.

Drugi dzień świąt to lany poniedziałek czyli śmigus-dyngus - wzajemne oblewanie się wodą. Jest to zwyczaj, jaki najbardziej ochotnie kultywuje się do dnia dzisiejszego nie tylko na Podhalu, ale i w całej Polsce.

"Dawnymi czasy polewano się całymi wiadrami i pośród ogromnych śmiechów i radosnych okrzyków niejednej dziewczynie łza zakręciła się w oku, jeśli woda była lodowata, a liczba wiader obfita".

Ludzie, którym nie odpowiadało takie lanie wykupywali się od niego poczęstunkiem wódki, ciastem i święconym jajkiem. Dzisiaj nie słyszy się o wykupie, a polewanie traktowane jest jako forma zalotów, młodzi chłopcy często używają wody perfumowanej. Nie ma więc powodów do wykupywania się od miłej tradycji.

To poniedziałkowe oblewanie ma głębszy sens: oczyszczania duszy i przypomnienia, że woda jest konieczna do życia, że bez wody nie ma radości ani urody.

Zielone Święta na Podhalu tradycyjnie w tym dniu, wieczorem pali się ogniska na wiyrchak ogromne watry widoczne z daleka. To jeden z najstarszych zwyczajów. Przyjęty z czasów pogańskich, kiedy w święto Kupały witano porę letnią, a młodzi mężczyźni podczas tej nocy wybierali sobie żony. Na Podhalu nie obchodzi się sobótek świętojańskich, w zamian Zielone Świątki służą takim obrzędom. Młodzież na dwa, trzy dni naprzód ściąga z lasu chrust i suche drzewo, a w dniu święta po zachodzie słońca zapala się wielkie stosy. Chłopcy oświetlają płonącymi fakłami zrobionymi z płatów kory smrekowej zszytej włóknem w formie sakwy. Do środka wrzuca się żywicę, a sakwę przytwierdza na długim kiju, by po zapaleniu nie poparzyć się i nie zabrudzić ubrania.

"Kiedy rozgorzała wielka watra i snopowi iskier ze srebrzystym dymem niosła w nocne niebo jasność ognia i jasność zakochanych serc, rozpoczynały się tańce przy muzyce i przyśpiewkach".

Z tradycjami zielonoświątecznymi wiązały się od najdawniejszych czasów przeróżne tajemnice i magiczne obrzędy. Przetrwałym do niedawna był zwyczaj rozsiewania po polach popiołów i watry, które miały przynosić dobre urodzaje i obfite plony, świadczą o tym teksty przyśpiewek przy ogniskach:
"Zielyń ze się, zielyń,
ty zielono rówiyń!
Hej, niek się nom zielyni
Do samyj jesiyni!"


Obrzędy pasterskie rozpoczynano w okresie świąt Wielkanocnych w Niedzielę Palmową, bacowie święcili palmy zrobione z gałązek wierzby i jałowca. W Wielki Piątek z krzewów jałowca ścinano czubki i święcono z jedzeniem w Wielką Sobotę. Ta święcona zieleń służyła do okadzania owiec, koszarów i szałasów.

Baca zawierał umowy z gazdami, przyjmował od nich owce na wypas. Zamykał owce w kosarze podwójnym łańcuchem z kłódką. Zamknięcie łańcuchem miało głębsze znaczenie. Oznaczało to, że tak jak ogniwa łańcucha są nierozerwalnie związane, tak nierozerwalne musi być stado owiec na hali, a ludzie wspólną troską o każdą powierzoną sztukę.

Przed redykiem owcom na szyi przywiązywano dzwonki. Owcom mlecznym tego nie czyniono, wierzono, że ciężar dzwonka wpływa ujemnie na wydajność mleka. Najmniejszy i najlżejszy dzwonek miała owca przewodnica, którą stado wybiera, słucha i naśladuje.

Przed wyjściem kierdla na halę baca z juhasami i rodziną odmawiali modlitwę, żona lub najstarsza córka bacy przynosiła w misce święconą wodę i gałązkami jodłowymi święciła owce obchodząc koszar trzy razy. Przynosiła potem żarzące się węgle w rondelku i wrzucała na nie poświęcone bazie i jałowiec i okadzała dymem owce, odmawiając codzienne modlitwy.

Po uroczystej ceremonii baca, juhasi i honielnicy żegnali się z rodzinami, potem baca podchodził do koszara i obniżał łańcuch z kłódką. Baca styliskiem ciupagi czynił znak krzyża nad koszarem i wypuszczał owce, prowadzone przez przodownicę pobrzękując spiżaczkiem Honielnik spuszczał z łańcucha psy bacowskie, które zgodnie z pasterskim instynktem otaczały owce formując odwieczny szyk kierdlu. Za kierdlem na wózku ciągnącym przez konia znajdowały się sprzęt i rzeczy niezbędne do życia na hali. Drewniane naczynia, duży kocioł miedziany do warzenia mleka, putnie na wodę, gielety do żyntycy, pucieny, warzechy, ferule, czerpaki, i formy do serów. Wieziono przyodziewek pasterski, derki, kożuchy przykryte cuchami.

Po przybyciu na miejsce, szykowano szałas i koszar dla owiec, zbierano suche drzewo na watrę w szałasie. Wpuszczając owce do koszara, baca odmawiał modlitwy, kropił je święconą wodą. Następnie kropił i okadzał szałas, rozpalał ognisko i kładł przy nim grubą kłodę zwaną zawaternikiem. Przez całe lato taki zawaternik tlił się wolno aby nie zgasło ognisko. Ogień szałaśny jest świętością, którą trzeba strzec, wierzono że zagaśnięcie ognia sprowadzi na ludzi i zwierzęta wielkie nieszczęścia. Jeszcze jeden obyczaj panował na hali, nikomu nie wolno było łamać drzewa na kolanie, w tym przypadku wierzono, że owce mogą łatwo połamać sobie nogi na stromych zboczach.

Jesienią na Św. Michała owce wracały do wsi, powrotny redyk nazywano oschodem.

Jesień to pora zbioru plonów, na skalistej ziemi płody ziemi były nieliczne i marne.

Liche, krótkie snopki owsa i jęczmienia zwozi się do stodół. Kiedy z wozu brano ostatni snopek gazda, wypowiadał słowo dość! Nie wolno było powiedzieć - ostatni albo koniec bo takie słowa mogły sprowadzić na drugi rok niedostatek, stać się przyczyną nieurodzaju, co groziło głodem. Na Podhalu pod koniec września i w październiku przychodzą długotrwałe słoty i wiatrzyska często opady śniegu.

Z przekazów mamy i babci wynika, że wykopki ziemniaków odbywały się spod śniegu. Babcia opowiadała, że "tulano śniyk i kopano rzepke". Ręczne wykopki motyką trwały dość długo, a zbiór był słaby, bywało, że mniej ziemniaków wykopano niż wiosną zasadzono.

Na Podhalu w latach pięćdziesiątych minionego stulecia zajmowano się wyrobem płótna. Włókna pozyskiwano z lnu, który dość powszechnie uprawiano. Obróbkę rozpoczynało rafanie lnu. Po parodniowym suszeniu na polu wyrwanych z korzeniem łodyg oddzielano od nich nasiona. Nasiona przeznaczone były do następnego siewu. Wyrafany w snopkach len poddawano moczeniu w celu rozmiękczenia i odklejenia paździeży.

Moczenie lnu trwało tydzień, następnie przez parę dni go suszono. Wysuszony len poddawano dalszej obróbce, był "bity kijankami" łodygi lnu łamano by następnie poddać go obróbce międlenia.

Zmiędlony len kobiety układały w tzw. łokietki, które później przytwierdzano do kądzieli. Z takiej obróbki lnu uzyskiwano dwa rodzaje włókna. Cieńsze włókna służyły do wyrobu płótna bieliźnianego, drugie tzw. paceśne grubsze z pozostałymi paździeżami służyły do wyrobu tkaniny grubszej. Z niej szyto portki i robiono chusty do noszenia siana.

Przędzenie lnu, wełny i darcie pierza były zajęciem kobiet na długie zimowe wieczory. Mężczyźni siedząc na ławach rozmawiali o codziennych gazdowskich sprawach. Tak odbywały się posiady. Wspólne wieczorne spotkania pozwalały na poznanie sąsiadów bliższych i dalszych. Na posiadach zapoznawano się z przekazami i relacjami o dawnych czasach. Zawsze byli tacy, którzy dużo pamiętali z tego co im nieżyjący już dziadkowie opowiadali, byli też tacy, którzy umieli czytać i mogli dzielić się mądrościami w książkach zawartych.

Na zimowych posiadach wydobywano z zapomnienia najstarsze legendy ludowe, fantastyczne baśnie oraz niezliczone upiększone przygody jakie ludziom dane było przeżyć. Często posiady kończono tańcami i śpiewem o świcie.

Tak bywało dawniej, drzewiej. Obecnie radio, telewizor, wideo i komputer w góralskiej chacie są zjawiskiem nagminnym. Związek Podhalan dla podtrzymania tradycji urządza posiady góralskie, nie posiadają oni jednak pierwotnego charakteru, swobody, bezpośredniości, są z konieczności organizacyjnych w dużym stopniu reżyserowane.


SŁOWNIK GWARY GÓRALSKIEJ


baca - organizator wypasu owiec na halach
bazicki - gałązki rozkwitającej wierzby białej
boisko - część budynku gospodarczego służące np. do młócenia zboża
cebrzyk - drewniane naczynie klepkowe służące do przechowywania płynów
cetyna - igliwie, cięte gałązki drzew iglastych
dranica - wąska deska łupana ręcznie z pnia drzewa iglastego
fakły - sakwy z kory drzew wypełnione żywicą palone podczas Zielonych Świątek
ferula - drewniane mieszadło
gazda - gospodarz
gieleta - naczynie drewniane wykonane z klepek, służące do dojenia owiec
honielnik - pomocnik juhasa, pasterz
hruby gazda - bogaty gospodarz
jafer - gałązka brusznicy
jadło - jedzenie
jarzec - jęczmień
jedlicka - mała jodełka
juhas - pasterz owiec
kierdel - stado owiec
komora - spiżarnia
kosor, koszar - przenośna zagroda dla owiec
kotlik - rodzaj kociołka do gotowania mleka
kwaśnica - rodzaj zupy gotowanej na soku z kiszonej kapusty
łuby - sucha kora drzew
moskol - placek z mąki owsianej lub z mąki i ziemniaków
oscypek - twardy, wędzony ser owczy
podłazy - odwiedzanie domów po pasterce
podłaźnik - gałązka jodłowa w kształcie krzyżyka
podsuć - podsypać
posiady - towarzyskie spotkanie
powała - sufit z desek
puciera - duża drewniana dzieża
rafanie - odrywanie nasion lnu
redyk - wypędzanie owiec na hale i powrót do wsi
rzepa - ziemniaki
sąsiek - skrzynia na ziarno
skwarzelina - jajecznica na słoninie
smrek - świerk
sopa - szopa, pomieszczenie dla bydła
spyrka - słonina
stolica - rodzaj niskiego stołu przy którym jadano
szałas - sezonowe pomieszczenie mieszkalne na hali pasterskiej
świyncelina - święcone pokarmy Wielkanocne
warzenie - gotowanie
watra - ognisko
zawaternik - gruba kłoda podtrzymująca ogień w szałasie
zbyrcoki - pasterskie dzwonki zawieszane owcom

LITERATURA


1. Błaszczyk-Żurowska H. Kultura ludowa Podhala, Zakopane 2000.
2. Drozd-Piasecka M, Paprocka W. W kręgu tradycji i sztuki ludowej, Warszawa 1985.
3. Jostowa W. Zagadnienia z kultury Podhala, Spisza i Orawy, Nowy Targ - Zakopane 1986.
4. Kwaśniewicz K. Zwyczaje doroczne, w Podhale. Tradycja we współczesnej kulturze wsi, red. Tylkowa D. Kraków 2000.
5. Pach A. Góralskie zwyki, Kraków 1998.

Opracowanie: Maria Kois


 
  Barometr
1 2 3 4 5 6  
Średnia ocena: 3.96



Ilość głosów: 28

Szukaj autora i tytuł
Ostatnio dodane materiały
Najczęściej zadawane pytania
Zasady publikacji 
Zobacz jak wygląda zaświadczenie o publikacji Twoich materiałów
  Twoje konto
Zaloguj się
Załóż konto
Zapomniałem hasła
  Forum
Nauczyciel - awans zawodowy
Matura
Korepetycje
Ogłoszenia - kupię, sprzedam, oddam

O Profesorze - Napisz do Nas - Reklama - Polityka prywatności - Najczęściej zadawane pytania - Zgłoś błąd

2000-2014